Reklama

Amerykanie kochają Boże Narodzenie. Ducha świąt czuć wszędzie

Pierogi na świątecznym jarmarku? Bożonarodzeniowy Yoda i dziadki do orzechów? Dokładnie tak wyglądają i smakują święta w USA. Dodajmy do tego jeszcze popularne "All I Want for Christmas Is You" Mariah Carey, "Rockin' Around the Christmas Tree" Brendy Lee, grzane wino, lampki choinkowe oraz "Happy Holidays" rzucane na każdym kroku. Amerykanie - niezależnie od wyznania - uwielbiają ten klimat.

Święta w USA. Znamy je z filmów i seriali. Na każdym kroku światełka, ozdoby, dziadki do orzechów, więcej światełek i jeszcze więcej dziadków do orzechów.

Amerykę - naród tak zróżnicowany etnicznie i kulturowo - opanowuje atmosfera świąt Bożego Narodzenia, choć wiele restauracji - chcąc być bardziej poprawnymi - na pożegnanie zaserwuje nam "Happy Holidays" a nie "Merry Christmas".

Pierogi w centrum Chicago

By poczuć trochę świątecznego nastroju, wyruszam do centrum Chicago. Główne ulice Downtown przyozdobione są jasnymi lampkami.

- Jesteś z Polski. Musisz wybrać się na The Christkindlmarket - słyszę od jednego z mieszkańców.

Reklama

To tradycyjny świąteczny jarmark z jedzeniem i różnego rodzaju rękodziełem. Reklamuje się jako "najbardziej autentyczny poza Europą". Zlokalizowany jest na Daley Plaza 50 przy West Washington Street. Niewielką, jak na Stany, przestrzeń otaczają drapacze chmur.

Miejsce cieszy się dużą popularnością. Od pierwszych sekund słyszę mieszankę języków z całego świata. Wyłapuję też polski.

Na kilkadziesiąt stoisk większość oferuje produkty europejskie, głównie niemieckie - ze Stuttgartu i Drezna. Uwadze nie umyka też budka z napisem "Eastern Europe" (Europa Wschodnia - red.). W witrynie ukazują nam się setki matrioszek.

Idę dalej. Jest zimno, około -10 stopni Celsjusza. Na rozgrzanie kupuję gorącą czekoladę. Za zwykłą, bez dodatków, płacę 8 dolarów. Za około 10-12 dolarów możesz spróbować też "potato pancakes" ze śmietaną, czyli - po prostu - placków ziemniaczanych. 10 dolarów zapłacisz też za najmniejsze opakowanie orzeszków w karmelu. Biorę nerkowce, choć wybór jest spory - migdały, pekan, makadamia w najróżniejszych glazurach.

Długa kolejka ciągnie się też przy stoisku oferującym pierogi. Porcja? 10-12 dolarów.

Rękodzieło jest dość drogie. Za małego - około ośmiocentymetrowego - dziadka do orzechów zapłacimy od 35 do 45 dolarów. Ceny 35-centymetrowych to blisko 300 dolarów.

Grzanego wina w specjalnym, ceramicznym kubku napijesz się za 10 dolarów.

Świąteczne iluminacje

Po wizycie na Christkindlmarket "odhaczam" kolejny świąteczny must have - Lincoln Park Zoolights. To ogród świateł zlokalizowany na terenie zoo. Bilet? 5 dolarów. Witają nas spektakularne iluminacje świetlne. Głównie świąteczne, choć są również takie nawiązujące do mieszkańców tego terenu. Widzimy też lodowe rzeźby i neony w kształcie znanych atrakcji Chicago.

Amerykanie kochają też dekorować domy. Przed praktycznie każdym z budynków (zamieszkanych głównie przez chrześcijan) znajdziemy lampki, dmuchane mikołaje, renifery, niedźwiedzie polarne, Yodę, Snoopy'ego, postaci z "Krainy Lodu" i wiele innych

- Wiesz, jestem żydówką, ale kocham świąteczne akcesoria. Cały dom wypełniłam dziadkami do orzechów, choinkami i innymi symbolami. Chodzi przecież o zabawę oraz wolność, a w końcu takie są USA - podkreśla jedna ze znajomych z Wisconsin, w której willi - poza menorą - nie znajdziemy ani jednej chanukowej dekoracji.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: USA | Chicago | Boże Narodzenie

Reklama

Reklama

Reklama