Reklama

22-latek zginął na oczach wspinaczy. Widzieli, jak spada w przepaść

Weekendowy wypad na wspinaczkę zakończył się tragicznie dla 22-latka z San Diego w USA. Młody mężczyzna zginął, a moment, w którym spadał w przepaść widzieli świadkowie. - Traumatyczne przeżycie - mówi jeden z nich.

Do tragedii doszło w niedzielne popołudnie 4 grudnia. Sprawę opisuje lokalny kanał NBC San Diego. Jak wynika z relacji mediów, departament szeryfa hrabstwa San Diego został natychmiast powiadomiony, że w słynnej formacji wspinaczkowej doszło do wypadku.

Spadał na oczach świadków

Całe zdarzenie miała widzieć grupa wspinaczy, którzy również spędzali niedzielne popołudnie w tym regionie. 22-letni Nathaniel Masahi Takatsuno pochodzący z San Diego wspinał się samotnie.

Nagle z niewyjaśnionych dotąd przyczyn runął w przepaść z ok. 60 metrów. Świadek, który widział, jak 22-latek spada w przepaść powiedział w rozmowie z mediami, że przeżył psychiczny wstrząs. - To było bardzo traumatyczne - dodał.

Reklama

22-latek zginął na miejscu. Służby, które pojawiły się, by go ratować, zorientowały się, że niemożliwe jest szybkie dotarcie do poszkodowanego. Dopiero następnego dnia po ciało mężczyzny musiał zejść zespół poszukiwawczo-ratowniczy. Po dwóch godzinach wspinaczki udało się zabezpieczyć ciało 22-latka i przetransportować je helikopterem.

El Cajon, na który wspinał się 22-latek, to jeden ze szczytów słynnego granitowego monolitu El Capitan w środkowej Kalifornii. Formacja skalna jest znana wśród wspinaczy. Najpopularniejsze i najbardziej wyczerpujące jest pokonanie The Nose, gdzie deniwelacja wynosi 900 metrów. Przebycie drogi zajmuje sprawnemu wspinaczowi ok. 2-3 dni ciągłej wspinaczki. 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: USA | wspinaczka | El Capitan | Kalifornia

Reklama

Reklama

Reklama