Reklama

Reklama

Barack Obama o Polsce i Węgrzech. "Są zasadniczo autorytarne"

- Zagrożeniem dla demokracji jest nie tylko polaryzacja sceny politycznej, ale i kryzys mediów - stwierdził Barack Obama, prezydent USA w latach 2008-2016. Nawiązał następnie do sytuacji w Polsce i na Węgrzech. Przypomniał, że te kraje "10 lat temu były dobrze funkcjonującymi demokracjami", a obecnie "są zasadniczo autorytarne". Były amerykański przywódca negatywnie wypowiedział się także o "jednej z największych partii" w USA.

Wywiad, którego prezydent Obama udzielił Andersonowi Cooperowi na antenie CNN, odbywa się niedługo po wydaniu wspomnień prezydenta pt. "Ziemia obiecana". Obama przyznał, że kiedy pisał książkę, nie przewidywał, że "mroczne duchy", które zaczęły unosić się w Partii Republikańskiej podczas jego kadencji, "staną się tak mroczne i sięgną samego środka partii".

- Musimy się martwić, kiedy jedna z naszych największych partii politycznych chce przyjąć sposób myślenia o naszej demokracji, który byłby nierozpoznawalny i niemożliwy do zaakceptowania nawet pięć czy dziesięć lat temu – powiedział Obama, przywołując jako dowód wydarzenia z 6 stycznia, kiedy nie tylko doszło do ludowej okupacji Kapitolu, lecz także "duża część wybranego Kongresu podążyła za fałszywką, że były problemy z wyborami".

Reklama

"Spójrzmy na Polskę i Węgry"

Obama argumentował, że zagrożeniem dla demokracji jest nie tylko polaryzacja sceny politycznej, lecz także kryzys mediów. – Wszyscy my, obywatele, musimy zrozumieć, że ścieżka do niedemokratycznej Ameryki nie będzie pokonana jednym skokiem – powiedział Obama. 

Zdaniem byłego prezydenta USA, odbędzie się to "w serii kroków". - Spójrzmy na takie kraje jak Polska czy Węgry, które nie miały demokratycznych tradycji takich jak my, a mimo to jeszcze 10 lat temu były dobrze funkcjonującymi demokracjami. Dziś są one zasadniczo autorytarne – powiedział Obama.

Prowadzący wywiad dodał, że "demokracja nie zawsze umiera w wyniku zamachu stanu, demokracja umiera przy urnach wyborczych". Barack Obama zgodził się w nim przypominając, że Władimir Putin zostaje prezydentem w wyniku wyborów Rosjan, ale "nie jest to demokracja, jakiej chcemy".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje