Reklama

Reklama

Katastrofa w Katowicach: "To nienormalne. Czekamy 9 lat"

Skarb Państwa po raz kolejny nie zgodził się na zawarcie ugody z bliskimi ofiar katastrofy Międzynarodowych Targów Katowickich (MTK). Pokrzywdzonym pozostaje teraz dochodzenie roszczeń w pozwie zbiorowym. "To nienormalne, żeby czekać 9 lat" - denerwuje się Jerzy Kotrych, który w katastrofie stracił 37-letniego syna.

Hala MTK zawaliła się 28 stycznia 2006 r., w pawilonie odbywały się wtedy międzynarodowe targi gołębi pocztowych. Pod zawalonym dachem zginęło 65 osób, a ponad 140 zostało rannych. W dniu katastrofy na dachu hali zalegała gruba warstwa śniegu.

Żadna ze stron nie zgodziła się na ugodę

Reklama

W czwartek w katowickim sądzie rejonowym odbyło się już trzecie posiedzenie ws. tzw. zawezwania do próby ugodowej. Mec. Adam Car, reprezentujący blisko 80 bliskich ofiar katastrofy, złożył taką propozycję prezydentowi Chorzowa, powiatowemu inspektorowi nadzoru budowlanego w Chorzowie, wojewodzie śląskiemu, ministrowi Skarbu Państwa, głównemu inspektorowi nadzoru budowlanego i spółce Międzynarodowe Targi Katowickie.

Żadna ze stron wskazanych przez Cara nie zgodziła się na ugodę. Np. pełnomocniczka prezydenta Chorzowa argumentowała przed sądem, że miasto nie ma zabezpieczonych środków na taki cel. Z kolei mecenas reprezentująca głównego inspektora nadzoru budowlanego poprzestała na stwierdzeniu, że nie zgadza się na zawarcie ugody. Podobne stanowisko zaprezentowały inne strony w przesłanych do sądu pismach.

Według pełnomocnika pokrzywdzonych, była to ostatnia szansa na zakończenie sprawy bez procesu. "Świadczy to o tym, że mamy do czynienia z tzw. spychologią. Przedstawiciele Skarbu Państwa nie prowadzą żadnych rozmów z pokrzywdzonymi. To smutne, że mamy w tym kraju do czynienia z równymi i równiejszymi. Będziemy jednak kontynuować tę walkę" - oświadczył przed sądem mec. Car.

W późniejszej rozmowie z dziennikarzami adwokat powiedział, że reprezentanci Skarbu Państwa przerzucają pomiędzy sobą odpowiedzialność za tę tragedię. Przypomniał, że w innych przypadkach - jak po katastrofie smoleńskiej i katastrofie samolotu Casa - państwo wypłaciło bliskim ofiar wysokie odszkodowania, a decyzje w tej sprawie zapadały na szczeblu centralnym.

"Nie można różnicować sytuacji poszkodowanych w zależności od tego, jakie to jest zdarzenie i kto brał w nim udział. Ludzie w ten sposób tracą zaufanie do przedstawicieli Skarbu Państwa. Ta sprawa jest wyrazem sprzeciwu wobec takiego postępowania" - podkreślił mec. Car.

W czwartek do sądu przyszedł tylko jeden z pokrzywdzonych - Jerzy Kotrych, który w katastrofie stracił 37-letniego syna. "To nienormalne, żeby czekać 9 lat. Winnych powinno się ukarać, a rodzinom ofiar wypłacić odszkodowanie. Jednym się daje odszkodowania, innym nie. Nie spodziewałem się takiej odpowiedzi, liczyłem na ugodę" - powiedział. Zapowiedział, że będzie walczył dalej o sprawiedliwość. "Nie możemy odpuścić, kiedy straciliśmy najbliższych" - podkreślił.

Mec. Car jest przekonany, że Skarb Państwa ponosi odpowiedzialność za katastrofę MTK, co będzie starał się dowieść przed sądem w Warszawie, gdzie w imieniu pokrzywdzonych złożył pozew zbiorowy. Są pod nim podpisane te same osoby, które domagały się zawarcia ugody przed katowickim sądem.

Bliscy ofiar nie domagają się na razie konkretnych kwot

Była to kolejna podjęta przez Cara próba zawarcia ugody ze Skarbem Państwa. W pierwszej, 2009 r. pełnomocnicy resortu skarbu państwa nie zgodzili się na nią, kwestionując zasadność roszczeń pod swoim adresem. Od tego czasu zapadło wiele wyroków w indywidualnych sprawach odszkodowawczych w sprawie MTK, w których sądy uznały odpowiedzialność państwa.

Po katastrofie do sądów w Katowicach i Chorzowie wpłynęło około stu jednostkowych spraw o odszkodowania. Łączna kwota zgłoszonych roszczeń sięgała kilkudziesięciu milionów złotych. Sądy zwykle przychylały się do roszczeń, choć zasądzały odszkodowania, zadośćuczynienia i renty w niższej kwocie niż domagali się poszkodowani - od kilku do kilkuset tys. zł.

Poszkodowani początkowo kierowali roszczenia pod adresem spółki MTK, ale później także do Skarbu Państwa, podkreślając, że jest on samoistnym posiadaczem terenu, na którym stała hala (MTK były tylko dzierżawcą terenu). Wskazywali też na zaniedbania władzy publicznej w zakresie nadzoru budowlanego, które - co w części potwierdziła również prokuratura - przyczyniły się do katastrofy.

W styczniu br. Sąd Najwyższy uznał, że pozew zbiorowy bliskich ofiar katastrofy MTK jest dopuszczalny. Sprawę będzie rozpoznawał stołeczny sąd okręgowy. SN uznał, że możliwe jest w sprawie ustalenie okoliczności wspólnych dla wszystkich powodów, czyli na przykład odpowiedzialności pozwanego Skarbu Państwa za śmierć osób w wyniku katastrofy budowlanej.

Bliscy ofiar nie domagają się na razie konkretnych kwot odszkodowań - chcą uznania, że za tragedię odpowiada Skarb Państwa, co ma ułatwić późniejsze dochodzenie roszczeń. Według mec. Cara, warszawski sąd powinien zająć się tą sprawą jesienią.

Proces karny w sprawie katastrofy ciągle toczy się przed katowickim sądem okręgowym. Odpowiadają w nim m.in. dawni szefowie spółki MTK, projektanci hali i była inspektor nadzoru budowlanego w Chorzowie. Według prokuratury na tragedię złożyły się błędy i zaniechania w fazie projektowania i budowy hali, a także jej użytkowania i nadzoru nad budynkiem.

Dowiedz się więcej na temat: Hala MTK | zawalenie hali MTK

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama