Reklama

Trzy lata po wybuchu pandemii do Wuhan powrócił lockdown

Chiny zamknęły centrum Wuhan, gdzie prawie trzy lata temu odnotowano pierwsze przypadki nowego SARS-CoV-2, ze względu na wykrycie tam kilkunastu przypadków koronawirusa. Eksperci zwracają uwagę, że skutki polityki "zero COVID" negatywnie wpływają na gospodarkę.

Chiny nie odpuszczają z polityką "zero COVID", zgodnie z którą władze zamknęły w centrum Wuhan ulice prowadzące do dzielnic pod lockdownem, gdzie mieszka około 900 tys. osób. 

Zgodnie z chińską polityką zakazywana jest działalność wszystkich niepotrzebnych biznesów. Otwarte mogą pozostać wyłącznie supermarkety i apteki. 

Lockdown wraca do Wuhan

"Zero covid" polega na lockdownie, masowym testowaniu fragmentu miasta, w którym wykryto przypadki i wprowadzeniu zakazu przemieszczania, by ograniczyć zakażenia. Jak twierdzą władze w Pekinie, w ten sposób ratuje się życie ludzi. 

Reklama

Krytycy tego podejścia wskazują na wywołane takim podejściem szkody gospodarcze i społeczne. Kolejną ofiarą tej polityki będzie centrum Wuhanu, miasta którego nazwę świat poznał pod koniec 2019 r., gdy wiadomość o nikomu nieznanym dotąd wirusie SARS CoV-2 zaczęła przykuwać uwagę mediów.

Lokalny rząd zamknął część miasta. Lockdown ma potrwać do najbliższej niedzieli. 

Stało się tak po wykryciu niedużego ogniska omikronu. Przy poziomie nowych infekcji rzędu 20 przypadków dziennie na ulice znowu wyszły odziane w białe kombinezony ochronne ekipy porządkowe, by pilnować całych pozamykanych osiedli. 

Zamknięcie części miasta nastąpiło po wykryciu "zaledwie" 18 przypadków koronawirusa. 

Chiny: Polityka "zero COVID"

W Chinach powracają lokalne lockdowny, mimo że w ostatnich dniach odnotowano łącznie nieco ponad tysiąc infekcji. Przypomnijmy, że na zakończonym w weekend XX zjeździe chińskiej partii komunistycznej prezydent Xi Jinping - autor strategii "zero COVID" - ogłosił utrzymanie jej aż do skutku. 

Chiński przywódca powtórzył w niedzielę na otwarcie zjazdu, że polityka "zero covid" jest częścią "totalnej ludowej wojny" przeciwko koronawirusowi. Przekonywał, że Chiny "postawiły ludzi i ich życie na pierwszym miejscu", a ich odpowiedź na pandemię zdobyła "międzynarodowe uznanie". 

W efekcie jednak, gdy tylko na horyzoncie majaczy koniec męczących dla ludzi restrykcji, wystarczy nieduże ognisko infekcji, by przywracano obostrzenia. 

Chińskie władze opowiadają się za realizacją polityki "zero COVID", mimo że prawie 90 proc. ludności jest już zaszczepionych pełną dawką szczepionek przeciwko wirusowi, wywołującemu chorobę COVID-19. 

"Zero COVID" obowiązuje, chociaż ostatni znaczący skok zakażeń odnotowano zimą br. w Szanghaju. Potwierdzono wówczas dziesiątki tysięcy przypadków zachorowań na COVID-19, dlatego zamknięto gospodarczą stolicę Chin na długie trzy miesiące.

W Chinach obostrzenia obowiązują także w 15-milionowym Guangzhou, stolicy prowincji Guangdong. Lockdown trwa tam od miesiąca, a w czwartek zamknięto kolejne ulice i osiedla. W mieście nie działają m.in. miejsca rozrywki.

Problemy dla gospodarki

Na twardej polityce władz centralnych wobec koronawirusa cierpi chińska gospodarka, która mierzy się z wieloma wyzwaniami, wewnętrznymi, jak i zewnętrznymi. W gospodarkę uderzają lockdowny i ograniczenia w ramach surowej polityki. Dochodzi do tego kryzys na rynku nieruchomości i zewnętrzna presja związana z wojną w Ukrainie oraz szalejąca na świecie inflacja. 

Eksperci ankietowani przez Reutera spodziewają się, że wzrost PKB Chin za cały 2022 r. wyniesie nie więcej niż 3,2 proc. Byłby to wynik niższy od oficjalnego celu "około 5,5 proc." i jeden z najniższych od prawie 50 lat. 

Na domiar złego, jak wynika z danych chińskiego urzędu statystycznego, wrzesień był drugim miesiącem spadku cen nowych mieszkań. Sytuacja ta jest wiązana z bojkotem spłaty kredytów mieszkaniowych oraz innymi kłopotami zadłużonych deweloperów, którzy z trudem starają się pozyskać fundusze potrzebne do ukończenia rozpoczętych projektów. 

"W państwie autorytarnym nie jest możliwe precyzyjne badanie opinii publicznej, ale surowe środki covidowe Xi mogły pozbawić go sympatii większości Chińczyków" - oceniła na łamach magazynu "Foreign Affairs" była wykładowczyni Centralnej Szkoły Partyjnej Cai Xia, która została wydalona z partii za krytykę Xi i mieszka obecnie w USA.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Chiny | COVID-19 | lockdown | Wuhan

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy