Reklama

Polacy ostro przycinają budżet na prezenty. Niektórzy nie kupią ich wcale

W rodzinie Michała w tym roku po raz pierwszy prezentów pod choinką nie będzie. U Marzeny i Irminy kolorowe podarki znajdą się pod świątecznym drzewkiem, ale tylko po jednym upominku dla każdego. Powód? Jak słyszymy, ceny i inflacja.



W tym roku Polki i Polacy wydadzą na święta średnio 1259 zł, czyli o 307 zł więcej niż w ubiegłym roku i ponad 500 zł więcej niż w 2020 roku - wynika z badań Barometru Providenta. 

- Zakupy świąteczne będą droższe, to jest oczywiste w obliczu mocno podwyższonej inflacji, w tym znacznego wzrostu cen żywności, mocniejszego niż w przypadku ogólnego poziomu cen. Reakcja gospodarstw domowych będzie pewnie różna. Dla niektórych święta są tak ważne i chcą je zawsze świętować w taki tradycyjny sposób, że cena nie będzie grała roli - uważa Piotr Bujak, główny ekonomista i dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych PKO Banku Polskiego.

Reklama

- Inni będą pewnie chcieli jakoś zracjonalizować świąteczne wydatki i być może wśród 12 dań na stałe znajdą się takie, których przygotowanie jest tańsze niż innych - dodaje ekspert.

Są też tacy, którzy mają zamiar zaoszczędzić na prezentach.



W rodzinie Michała ze świątecznych podarków zrezygnowano całkowicie. 

- Już w ubiegłym roku, kiedy zaczynało być drogo, zdecydowaliśmy, że ograniczymy prezenty i nie kupujemy "każdy każdemu". Teraz mama, po konsultacjach ze swoją siostrą - czyli moją ciocią - zadecydowała, że wigilia po raz pierwszy odbędzie się u nas bez rozdawania prezentów - opowiada. 

Czy słychać było głosy oburzenia? - Szczerze mówiąc, to wszyscy przyklasnęli z ulgą. Zwłaszcza rodzinna starszyzna, która mimo 13. i 14. emerytury musi liczyć każdy grosz. Nie wykluczam, że ktoś się po cichu wyłamie i gdzieś tam pokątnie będzie próbował dać komuś prezent. Ale na pewno nie wyląduje on pod choinką, na widoku - dodaje.

Nowa świąteczna rodzinna tradycja

Rodzina Marzeny w zeszłym roku wymyśliła cały system, dzięki któremu wydatki na prezenty zostają ograniczone, a każdy dostaje miły podarunek. Wielopokoleniowa rodzina liczy 21 osób - 11 dorosłych i dziesięcioro dzieci.  

- Bardzo trudno kupować prezenty dla takiej liczby osób - począwszy od pomysłu, przez finanse, aż po późniejszy chaos przy choince - opowiada kobieta. I wyjaśnia klucz, według którego odbywa się przydzielanie prezentów.

- Każdy rodzic kupuje prezenty dla swojej dwójki dzieci, a jeśli jest nadwyżka, czyli trójka dzieci w rodzinie, to rodzina z jednym dzieckiem bądź osoba, która nie ma dzieci, kupuje dla trzeciego (zazwyczaj najmłodszego) dziecka - mówi. 

Dorośli losują między sobą, komu dadzą prezent. Ustalili, że budżet na taki upominek to maksymalnie 50 zł. Może to być coś zabawnego lub pożytecznego - to już kwestia wyboru i fantazji danej osoby. Zdecydowanie łatwiej jest o kreatywność w wymyśleniu małej liczby prezentów, niż przy kupowaniu aż 20 podarunków. 

- Już nie wyobrażamy sobie, że moglibyśmy robić inaczej, wręcz przeciwnie - w przyszłym roku może będzie skromniej, być może zrezygnujemy z prezentów dla dorosłych - mówi Marzena. I podkreśla: - Ważne, aby dzieci były szczęśliwe.

Radość maluchów z robienia losów

W rodzinie Irminy przedświąteczne losowanie obdarowywanego to już wieloletnia tradycja.

- Pamiętam, że na początku, kiedy opowiadaliśmy komuś o naszym sposobie na świąteczne podarki, reakcją najczęściej było zdziwienie. Wśród naszych znajomych królowały dwie "szkoły": "każdy każdemu" albo "prezenty tylko dla dzieci". A my wyszliśmy z założenia, że byłoby fajnie, gdyby każdy niezależnie od wieku coś jednak dostał i to coś, z czego będzie naprawdę zadowolony - opowiada.

Jak mówi, do przyjęcia nowego systemu skłoniła ich ekonomia. Wtedy najbliższa rodzina naszej rozmówczyni składała się z sześciu dorosłych i jednego dziecka. Każdy, oprócz tego ostatniego, kupował prezentu każdemu. - Nawet jeśli były to drobiazgi po 50 zł, łatwo policzyć, że dorosły członek rodziny wydawał na prezenty około 300 zł. Pewnego dnia ktoś zażartował, że lepszy byłby jeden konkretny prezent niż kilka małych - mówi Irmina.

I tak to się zaczęło. Obecnie w rodzinie jest pięć osób dorosłych i troje dzieci. - W listopadzie robimy osiem losów i każdy wyciąga karteczkę z imieniem osoby, którą przyjdzie mu obdarować. Wiadomo, że losy, które wyciągną dzieci, sponsorują rodzice - wyjaśnia kobieta.

Członkowie rodziny ustalili w tym roku, że prezent może kosztować maksymalnie 300 zł. Każdy przygotowuje także listę pięciu rzeczy, które chciałby lub chciałaby dostać. I każdy otrzymuje to, o czym marzy, do końca jednak nie wiedząc, co to będzie.

- Dla samej radości maluchów z robienia losów, losowania - warto. Poza tym nawet wliczając "koszt" prezentów od dzieci i tak jest taniej, niż gdybyśmy wciąż kupowali każdy dla każdego - mówi Irmina.

Jak dodaje, nie wyobrażają sobie powrót do starego systemu. - Za prezenty dla partnera, rodziców, brata i wszystkich naszych dzieci zapłaciłabym około 1200-1500 zł. A tak - zamknę się w kwocie około 450 zł (moje 300 zł i połowa za los naszej trzyletniej córeczki). - Oszczędność. Ale i pewność, że obdarowani będą z prezentów zadowoleni - dodaje.

Prezenty świąteczne i zysk galerii handlowych

Jak podkreśla Piotr Bujak, nie wszystkie gospodarstwa domowe zmagają się z problemem szalejącej inflacji w takim samym stopniu.

- Od paru miesięcy płace w ujęciu realnym spadają, to dobrze z punktu widzenia szans na ograniczenie inflacji w przyszłości, w kolejnych miesiącach, na co w tej chwili wskazują prognozy. Ten spadek realnych wynagrodzeń jest na razie dość płytki i pod względem realnej dynamiki płac jesteśmy w europejskiej czołówce. Wiadomo, że sytuacja jest bardzo zróżnicowana, jednym powodzi się znakomicie, inni od dwóch lat nie mieli podwyżki, a ceny rosną - mówi ekspert.

- Średnia nie oddaje dobrze sytuacji każdego gospodarstwa domowego. Ale jeśli spojrzymy na nią, nie wygląda to tak, że te Święta będą dużo czy w ogóle uboższe niż w poprzednich latach. Nie da się jednak uniknąć tego, że będą bardziej kosztowne - dodaje.

Jakkolwiek będą wyglądać nasze koszyki zakupowe w Święta, raczej nie odbije się to na zyskach galerii handlowych i sklepów.

- Centra i galerie handlowe sezonowo będą zarabiać więcej niż w pozostałych miesiącach roku, to nie ulega wątpliwości. Lekki spadek realnych dochodów i pogorszenie nastrojów konsumentów nie są na tyle silne, żeby spowodować, że mimo szczytu sezonowego wartość zakupów w tym miesiącu była mniejsza niż zwykle - uważa Bujak.

Według niego sprzedaż dóbr trwałego użytku, czyli choćby rzeczy, które kupujemy na prezenty, będzie mniejsza niż podczas zeszłorocznego sezonu świątecznego. - Warto jednak podkreślić, że nominalnie, uwzględniając wzrost cen, wartość tych zakupów rośnie i to w dwucyfrowym tempie - mówi ekonomista.

Anna Nicz, anna.nicz@firma.interia.pl

Współpraca: Justyna Kaczmarczyk, justyna.kaczmarczyk@firma.interia.pl

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Boże Narodzenie 2022 | Prezenty świąteczne | Inflacja | święta

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy