Reklama

Reklama

COP24: Zalesianie receptą na zmiany klimatyczne? Naukowiec ostro o polskiej propozycji

​Polska nie zrezygnuje całkowicie z węgla - podkreślali przedstawiciele naszej delegacji na szczycie klimatycznym w Katowicach. Mają jednak inny pomysł na poprawę środowiska: intensywne zalesianie jako sposób na pochłanianie szkodliwych gazów. Według ekspertów to jednak całkowicie nierealne. - Nawet przywrócenie stanu lasów do sytuacji z czasów Mieszka I spowoduje, że pochłonięta zostanie tylko jedna piąta emisji gazów cieplarnianych - mówi dr Marcin Popkiewicz, który wraz z innymi naukowcami przeliczył, ile polskie lasy są w stanie pochłonąć emisji CO2.

Reklama

Polskie emisje C02 w 2016 roku wyniosły 321 mln ton, natomiast nasze lasy kompensują tylko niewielką ich część -  28 mln ton. - Wszystkie obecne polskie lasy pochłaniają tyle CO2, ile emituje jedna elektrownia w Bełchatowie - mówi dr Marcin Popkiewicz.

Reklama

Lasy Państwowe przygotowały projekt zwiększenia terenów pokrytych drzewami, co ma prowadzić do pochłonięcia 33 000 ton CO2 rocznie. To jednak zaledwie ok. 0,01 proc. polskich emisji CO2. - W zestawieniu z celem zredukowania emisji dwutlenku węgla o połowę do 2030 roku ten projekt jest całkowicie nieskuteczny - mówi dr Marcin Popkiewicz.

Całkowita powierzchnia Polskich lasów to 9,2 mln ha. Naukowcy dla swoich wyliczeń założyli, że Polska byłaby zalesiona jak za Mieszka I - pokrywałyby ją prawie w całości bory, puszcze i mokradła. Nawet jednak wtedy nie uchroniłoby to klimatu.

- Gdybyśmy zwiększyli areał lasów z 30 proc. do 75 proc. powierzchni Polski, pozwoliłoby to skompensować średnio rocznie ok. 60 mln ton CO2, czyli ok. 1/5 naszych emisji ze spalania paliw kopalnych - mówi dr Marcin Popkiewicz.

Polska nie jest "jednym z liderów redukcji emisji gazów cieplarnianych"

Taka gigantyczna skala zalesienia jest zresztą niemożliwa do realizacji: zwiększenie lesistości Polski musiałoby odbyć się kosztem redukcji terenów, na których produkowana jest żywność. Realizację tej koncepcji uniemożliwia także intensywnie rozwijająca się infrastruktura, np. budowanie dróg, domów. 

W dodatku lasy są cały czas wycinane i niewiele pomaga to, że sadzone są nowe. - Gdy na terenie, z którego został usunięty las, sadzi się nowe uprawy, pobierają one stopniowo dwutlenek węgla z atmosfery. Jednak w porównaniu z lasem pierwotnym jest to ekosystem bardzo ubogi, więc pochłanianie przez niego CO2 z atmosfery, nawet przez stulecia, nie rekompensuje utraty węgla towarzyszącej usunięciu naturalnego ekosystemu - tłumaczy  Marcin Popkiewicz.

Z analiz naukowców wynika, że rozwiązania zaproponowane w ramach programu Leśnych Gospodarstw Węglowych w skali, w której jest on obecnie wdrażany, nie będą mieć zauważalnego wpływu na polskie emisje CO2. - Próby reklamowania programu Leśnych Gospodarstw Węglowych jako alternatywy dla szybkiej redukcji emisji z paliw kopalnych nie mają solidnych podstaw naukowych i stanowią co najwyżej listek figowy służący obronie systemu ekonomicznego opartego o pozyskiwanie energii z paliw kopalnych - ocenia Marcin Popkiewicz.

Podkreśla, że ochrona istniejących lasów i zalesianie mają znaczenie dla ograniczenia zmiany klimatu. Nie rozwiąże to jednak problemu emisji gazów cieplarnianych.

Naukowcy uważają także, że nie ma postaw do tego, aby nazywać Polskę "jednym z liderów redukcji emisji gazów cieplarnianych". Mówił o tym w Katowicach m.in. prezydent  Andrzej Duda w przemówieniu skierowanym do delegatów z ok. 190 krajów. Powiedział, że Polska w ciągu ostatnich kilkunastu lat zdołała zredukować tę emisję o jedną trzecią.

- To nie jest zasługa władz, tylko skutek upadku komunizmu, kiedy to zlikwidowany lub zrestrukturyzowany został przemysł ciężki.  Natomiast przez ostatnie 20 lat polskie emisje gazów cieplarnianych utrzymują się na mniej więcej stałym poziomie - podkreśla Marcin Popkiewicz.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje