Reklama

Reklama

Sensacyjne ustalenia naukowców: Oumuamua nie był pierwszy. Badacze przegapili obiekt międzygwiezdny

Amerykańskie Dowództwo Kosmiczne potwierdza sensacyjne doniesienia naukowców z Harvardu. Ci ustalili, że Oumuamua nie jest pierwszą kosmiczną zaobserwowaną skałą spoza Układu Słonecznego. Naukowcy sugerują, że należy cofnąć się w czasie do 2014 roku. Jak donosi "The Independent", pierwszym tego typu obiektem był meteoryt, który spalił się nad Papuą-Nową Gwineą i uderzył w Ziemię. Co o nim wiemy?

"Kosmiczne cygaro" nie było pierwsze

Oumuamua to niezwykłe ciało niebieskie, które od początku fascynuje umysły naukowców. Pod odpowiednim kątem przypomina nieco cygaro, stąd jego przydomek. Uznano, że to obiekt międzygwiezdny, który pochodzi spoza naszego Układu Słonecznego. Ustalono, że tajemniczy Oumuamua przyleciał do nas z okolic Wegi, najjaśniejszej gwiazdy w gwiazdozbiorze Lutni, która znajduje się 25 lat świetlnych od Słońca.

Naukowcy z Uniwersytetu Stanowego Arizony w 2021 roku ustalili, że obiekt Oumuamua wleciał do naszego układu planetarnego w 1995 roku, choć wtedy nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy, a następnie stracił około 95 procent swojej masy. Obiekt prawdopodobnie składa się z lodu azotowego, tak jak powierzchnia Plutona i Trytona, księżyca Neptuna.

Reklama

Ustalenia, że Oumuamua to pierwszy odkryty obiekt międzygwiezdny, trzeba jednak zweryfikować.

Międzygwiezdny obiekt ukryty w danych NASA

Odkrycie Oumuamua rozbudziło ciekawość naukowców. Para astronomów z Harvardu, Amira Siraja i Abrahama Loeba, postanowiła przejrzeć dane historyczne NASA, skupiając się na małych meteorach, które również mogły pochodzić spoza Układu Słonecznego i spalić się w ziemskiej atmosferze. Jak podaje "The Independent", jeden z nich wygenerował kulę ognia wykrytą w pobliżu Papui Nowej Gwinei 8 stycznia 2014 roku. To, jak szybko poruszał się względem Słońca sugeruje, że może pochodzić spoza Układu Słonecznego.

Oznacza to, że naukowe doniesienia o pierwszym odkrytym obiekcie spoza naszego układu trzeba przesunąć o trzy lata wstecz. Dobra informacja jest taka, że znając miejsce, gdzie eksplodował, można mieć nadzieję na zebranie fragmentów tego obcego obiektu, by je zbadać. 

Naukowcy na potwierdzenie czekali ponad trzy lata

Zanim jednak ogłoszono sensacyjne wiadomości, należało je potwierdzić. Było to o tyle trudne, że badania nie mogły zostać opublikowane w "The Astrophysical Journal", jednym z najważniejszych międzynarodowych czasopism dotyczących astronomii, ponieważ opierały się na danych z niektórych czujników używanych przez Departament Obrony USA.

Rząd USA ukrył te dane, ponieważ wykorzystuje te same technologie do monitorowania nieba pod kątem detonacji nuklearnych i nie można ot tak uzyskać do nich dostępu. Próby ich odtajnienia zajęły naukowcom ponad trzy lata, jednak dowództwo Systemów Kosmicznych US Space Force potwierdziło w końcu przypuszczenia naukowców. Amerykańscy urzędnicy wojskowi wyjaśnili, że trajektoria meteorytu była na tyle dokładna, aby potwierdzić jego międzygwiezdne pochodzenie.

Naukowcy chcą dotrzeć do fragmentów tajemniczego meteorytu

Obiekt, który oficjalnie nazwano CNEOS 2014-01-08, był niewielkim meteorytem o średnicy ok. 0,5 m. Jego prędkość i trajektoria jednoznacznie wskazują, że musiał powstać daleko poza Układem Słonecznym. Być może nawet w centralnym zgrubieniu Drogi Mlecznej. Teraz jednak przed naukowcami znacznie trudniejsze zadanie. Fragmenty międzygwiezdnego materiału znajdują się w Oceanie Spokojnym i choć trudno wyobrazić sobie to przedsięwzięcie, astronomowie z Harvardu chcą wyruszyć z ekspedycją w celu odnalezienia niezwykłego obiektu.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy