Reklama

Reklama

Olga Tokarczuk: Będę robiła wszystko, żeby pozostać przy pisaniu

Olga Tokarczuk po raz pierwszy po otrzymaniu Nagrody Nobla spotkała się z czytelnikami w Polsce. Sala była wypełniona po brzegi, a tłum oglądał spotkanie na ekranach na zewnątrz. - Będę robiła wszystko, żeby pozostać przy pisaniu - mówiła podczas wieczoru autorskiego świeżo upieczona noblistka.

Niedzielne spotkanie z pisarką odbyło się w ramach trwającego we Wrocławiu festiwalu Brunona Schulza. Planowano je wcześniej, jeszcze przed wiadomością o przyznaniu Oldze Tokarczuk Literackiej Nagrody Nobla. Początkowo miało się ono odbyć w Oratorium Marianum, ale zainteresowanie było tak duże, że przeniesiono je do Narodowego Forum Muzyki.

Noblistkę przywitał prezydent Wrocławia Jacek Sutryk wręczając jej klucze do bram miasta. "Olgo, witaj we Wrocławiu. We Wrocławiu Tadeusza Różewicza, Rafała Wojaczka, Tymoteusza Karpowicza, w twoim Wrocławiu. Olgo, witaj w domu" - mówił.

Reklama

Z kolei Michał Rusinek, sekretarz Wisławy Szymborskiej wręczył Tokarczuk figurkę kota, który pilnuje książek. "Wiem, że się spotkałyście z panią Wisławą. Wiem, że bardzo cię ceniła. Wiem, że byłaby szczęśliwa, wiedząc, że jakiś przedmiot z jej mieszkania znajdzie się w twoim mieszkaniu" - powiedział.

Anegdota o Szymborskiej. Sala wybucha śmiechem

Tokarczuk z tej okazji wspomniała swoje spotkanie z Wisławą Szymborską, na którą trafiła kilkanaście lat temu w jednej z krakowskich kawiarni.

- Kiedyś w Krakowie umówiłam się z koleżanką w kawiarni. Usiadłyśmy przy stoliku i wtedy zauważyłam ukrywane z trudem poruszenie. Okazało się, że gdzieś w kącie siedzi pani Wisława i rozmawia z kimś bliskim. Wszyscy udawaliśmy, że jej nie widzimy, żeby sprawiać jej komfort, żeby jej nie niepokoić. Kiedy zamówiłam kawę i zaczęłam ją pić, wtedy nagle ktoś podszedł do mnie z tyłu, dotknął mnie w ramię. Odwróciłam się zdziwiona i wtedy okazało się, że to jest Wisława Szymborska i ona mówi do mnie tak: Pani Olgo, przepraszam, ja się nazywam Wisława Szymborska. Nie chcę pani przeszkadzać. Chciałam tylko pani powiedzieć, że uwielbiam pani "Prawiek" - wspominała.

Opowieścią tą wywołała falę śmiechu wśród zebranych.

Jak Olga Tokarczuk dowiedziała się o Noblu? "Nie, nie, nie"

Niedzielną rozmowę prowadziła Katarzyna Kantner, autorka książki "Jak działać za pomocą słów? Proza Olgi Tokarczuk jako dyskurs krytyczny".

Podczas spotkania Tokarczuk opowiedziała o okolicznościach, w których dowiedziała się, że została laureatką Nagrody Nobla.

- Pomyślałam sobie: kto może o tej porze do mnie dzwonić ze Szwecji? Gdzieś pozawerbalnie poczułam, jak tak rośnie we mnie ciśnienie. Odebrałam ten telefon, Grzegorz prowadził. Wtedy ten bardzo miły głos, który wydał mi się nieco zmartwiony, prawdę mówiąc, powiedział: muszę przekazać pani ważną wiadomość: jest pani laureatką Nagrody Nobla 2018. Pamiętam tylko siebie, że zaczęłam powtarzać: Nie, nie, nie A on mówił: Ależ tak, proszę pani, ależ tak!  - opowiadała.

Skłodowska-Curie i przekraczanie dziewczyńskich barier

Tokarczuk mówiła też o tym, jak została przyjęta w Bielefeld, dokąd zmierzała na spotkanie autorskie. "To spotkanie to było takie piękne odkrycie, że ta nagroda i w ogóle literatura otwiera drzwi, zamazuje różnice językowe. (...) literatura łączy świat, pozwala przeżyć to samo doświadczenie bez względu na krąg kulturowy czy język. Literatura jest bez granic" - mówiła pisarka.

Pytana przez prowadzącą spotkanie, czy wymarzyła sobie kiedyś, "własną fikcję, że pewnego dnia zostanie laureatką nagrody Nobla", Tokarczuk odpowiedziała, że nigdy nie sądziła, że może dostać taką nagrodę. "Ale pamiętam z dzieciństwa, że mój ojciec wychowywał mnie, stawiając za wzór Marie Curie-Skłodowską, i to było absolutnie zachęcanie mnie jako dziewczynki do tego, żeby przekraczać bariery dziewczyńskie. Myślę, że dzisiaj Maria Curie-Skłodowska jest wzorem dla wielu dziewczynek w Polsce i na świecie, które chcą wychodzić poza narzucony wzór" - stwierdziła.

Większa siła rażenia literatury

Zapytana z kolei, czy nie czuje się obciążona tym, że od noblistki będzie się wymagać zabierania głosu w ważnych sprawach i bycia autorytetem, odparła, że nie jest to dobre rozwiązanie, gdyż literatura posługuje się zupełnie innym sposobem komunikacji. "W związku z tym wypowiadanie oświadczeń, czy stanowiska, w sposób prosty jest dla mnie bolesne. (...) Wybrałam taki rodzaj komunikacji z ludźmi, który trafia nie tylko do ucha i intelektu, ale też do serca, intuicji i przeczuć" - mówiła.

Dodała też, że w tym sensie, literatura jest potężniejsza i ma większą siłę rażenia. "Myślę, że będę robiła wszystko, żeby pozostać przy pisaniu i nie wdawać się w takie proste komunikaty. Podobno ktoś kiedyś powiedział Miłoszowi: Czesiu, ty nie mów. Ty pisz" - powiedziała.

"Kiedy miałam 15 lat, przeczytałam Freuda i doznałam objawienia"

Tokarczuk była także pytana o to, czy literatura może pomóc powiedzieć prawdę na temat historii.

"Literatura to jedyny sposób, żeby mówić o historii w głębszy, nie biało-czarny sposób, który pokazuje, że nic co nam się przydarza nie jest jednoznaczne" - odpowiedziała, dodając, że właściwie dlatego zaczęła pisać. "Kiedy miałam 15 lat, przeczytałam Freuda i doznałam objawienia. Zdałam sobie sprawę, że rzeczywistość nie jest czymś danym i opisanym od początku do końca, ale wymaga ciągłej interpretacji. (...) Chyba tylko literatura jest w stanie podołać sobie z tym zadaniem kontaktowania nas, a jednocześnie zachowania wielu punktów widzenia i perspektyw" - oceniła.

"Jasno widzę, jak obecność kobiet w historii została zakłamana"

Zdaniem Tokarczuk właściwie każde pokolenie powinno napisać sobie swoje własne rozumienie historii. "Podchodzimy do faktów, które się zdarzyły z inną wiedzą. Dzisiaj jako pisarka nie mogłabym pominąć np. obecności kobiet w historii. Jasno widzę, jak obecność kobiet w historii została zakłamana, jak zostały wycinane. (...) Przystępując do próby zrozumienia tego co się wydarzyło, jako pisarka historyczna, korzystam z wiedzy, którą mam współcześnie. W moim przypadku to były m.in. moje doświadczenia związane z feminizmem" - tłumaczyła.

"Żyjemy w takiej rzeczywistości, która się nieustannie zmienia i my się zmieniamy, czytelnik się zmienia, zmienia się wizja świata. w związku z tym, aby wejść w kontakt z czytelnikiem, musimy być uczciwi i pisać tak jak świat wygląda dzisiaj dla nas, jak go rozumiemy, interpretujemy" - mówiła.

Ulubiona książka noblistki

Noblistka przyznała też, że lubi w subtelny sposób prowokować czytelników, ponieważ, jak mówiła, sama lubi być prowokowana przez innych pisarzy. "Lubię taką literaturę, która mnie 'dźgnie', która postawi mnie w sytuacji dyskomfortu" - mówiła dodając, że "Anna Inn w grobowcach świata" jest jej ulubioną książką. "To książka, w której uczyłam się korzystać ze swojej siły, także kobiecej siły. Energii, którą kobiety mamy, energii do dawania życia, dbania o życie, ale też buntu, rebelii" - stwierdziła.

Pisarka pytana o sens duchowości w dzisiejszych czasach, podkreśliła, że ma ona większy sens dzisiaj niż jeszcze 20 lat temu. "Uważam, że na naszych oczach kompromitują się nośniki duchowości, które jeszcze niedawno traktowaliśmy serio i z estymą. Żyjemy w świecie rozmycia, chaosu i zmiany paradygmatu. Stare formy, do których się przyzwyczailiśmy dzisiaj się już rozmyły. Będziemy musieli zbudować nowy rodzaj rozumienia świata" - stwierdziła pisarka.

Dodała też, że jej zdaniem nie da się opisać świata bez metafizyki i tajemnicy. "Nie dotyczy to kwestii Boga, to raczej wrażliwość, że jest coś więcej. Człowiek jest zwierzęciem, które nieustannie przekracza granice swojej rzeczywistości" - mówiła.

"Jestem pewna, że za kilkadziesiąt lat będziemy się wstydzili, że jedliśmy mięso"

Nawiązała też do Nowej Zelandii, która niedawno przyjęła dekret, że wszystkie zwierzęta są istotami czującymi. "Wydaje mi się, że wszyscy pójdziemy w stronę Nowej Zelandii. Jestem pewna, że za kilkadziesiąt lat będziemy się wstydzili, że jedliśmy mięso" - podkreśliła. Zdaniem pisarki ludzkość dokonuje dziś wielkiego kroku w kierunku natury.

Pisarka podkreśliła też, że sensem literatury jest komunikacja. "Wydaje mi się, że trochę spadają kompetencje czytelnicze, ludzie traktują literaturę rozrywkowo. Nie lubię podziału na gatunki, bo to robi z literatury towar na sprzedaż. To konsumpcja nie czytanie" - oceniła.

Tokarczuk pytana na koniec, jak Nobel zmieni jej życie, odparła, że nie czuje wielkiej zmiany. "Czuję, że się oswajam. Kiedy myślę o nagrodzie, przypomina mi się Wisława Szymborska. (...) Jestem młoda i mam to szczęście, że dostałam tego Nobla w wieku, kiedy jeszcze mogę trochę porządzić" - zażartowała.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy