Reklama

Inowrocław. Restaurator zabił 10-letnią córkę. Rodzina zabrała głos

- Bardzo przeżywamy to, co stało się w naszej rodzinie. Wiemy jednak, że Olek bardzo kochał córki. Wszystko by dla nich zrobił. Nie możemy uwierzyć w tę tragedię - podkreśla w rozmowie z Wirtualną Polską rodzina zamordowanej 10-latki z Inowrocławia. Jej ojciec miał zadzwonić na policję i przyznać się do zbrodni. Chwilę później wyskoczył z okna.

W sobotę rano prezydent Inowrocławia Ryszard Brejza przekazał w mediach społecznościowych informację, że otrzymał tragiczną wiadomość. "Ojciec zamordował 10-letnią córkę. Nie mogę uwierzyć, że to mogło się wydarzyć w Inowrocławiu - w naszym Inowrocławiu, wśród nas... Łączę się w bólu z tymi, którzy zostali bezpośrednio dotknięci tą tragedią" - napisał Brejza.

52-latek zadzwonił sam na numer 112 i przekazał informację o zabiciu córki. Potem wyskoczył z mieszkania na czwartym piętrze. Zmarł w szpitalu w sobotę wieczorem.

Zabił 10-letnią córkę w Inowrocławiu. Był restauratorem

Na jaw wychodzą nowe fakty o mężczyźnie. Aleksander M. wraz z partnerką Iwoną miał dwójkę dzieci w wieku 10 i 15 lat. Pomagał też w wychowaniu pełnoletniej córki ukochanej z jej poprzedniego związku - podaje Wirtualna Polska.

Reklama

Para brała też udział w programie "Kuchenne rewolucje" z lokalem "Bistro z Gęsią Po Drodze". Sprawca morderstwa jednak nie był obecny podczas kontrolnej wizyty Magdy Gessler. Powodem absencji miał być pobyt w szpitalu psychiatrycznym.

- On by dla nich zrobił dosłownie wszystko. Nigdy nie stała im się krzywda. Bardzo je kochał i chciał dla nich jak najlepiej. Nie wiemy, co tam się mogło wydarzyć i dlaczego doszło do takiej tragedii. Jesteśmy wstrząśnięci tym wszystkim - mówią w rozmowie z Wirtualną Polską brat i bratowa Iwony.

Babcia dziewczynek dodaje, że pomagała w wychowywaniu dzieci, kiedy Aleksander i Iwona byli zajęci restauracją.

- Pilnowałam, odrabiałam z nimi lekcje, bawiłam się. Ostatnie dni chorowałam, nie za bardzo mogłam wychodzić z domu. Bardzo przeżywam to, co się wydarzyło - dodaje.

Bliscy M. podkreślają, że chcą przeżyć żałobę w spokoju.

Tragedia w Inowrocławiu. Zabił 10-letnią córkę

Portal rozmawiał również z sąsiadami rodziny.

- Co ja mogę myśleć? To tragedia nie do opisania. Na osiedlu mówi się, że słabo mu szło w tej restauracji po "Kuchennych rewolucjach". Kiedyś prowadził sklep obuwniczy na tzw. Manhattanie. Od zawsze chciał prowadzić swój biznes - mówi pani Halina.

Inna zaznacza, że "52-latek mieszkał w bloku od małego".

- Z przerwą na chwilę, kiedy wybudował się z pierwszą żoną pod Inowrocławiem. Ale po rozstaniu założył nową rodzinę. Często widywałam tu babcię jego nowej partnerki, która bardzo pomagała w wychowaniu wnuków. Nie mogę o nim powiedzieć ani jednego złego słowa. Coś się musiało wydarzyć po tym programie. Od tego się wszystko zaczęło. Najpierw on w szpitalu, potem jego partnerka. Niestety już nigdy nie dowiemy się, co tam zaszło i co siedziało w jego głowie - dodaje.

Jeśli potrzebujesz pomocy, porozmawiaj otwarcie o problemach z osobą, której ufasz, zadzwoń 116 123 lub 116 111 lub wejdź na stronę www.pokonackryzys.pl.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Inowrocław | zabójstwo

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy