Reklama

Reklama

Wotum nieufności wobec Kamila Bortniczuka. Sejm zdecydował

Sejm odrzucił w czwartek wniosek o wyrażenie wotum nieufności wobec ministra sportu i turystyki Kamila Bortniczuka. W obronie polityka zagłosowało 220 posłów PiS, dwóch Kukiz'15 oraz dwóch niezrzeszonych: Łukasz Mejza, były wiceminister w resorcie Bortniczuka oraz Zbigniew Ajchler.

Przeciwnego zdania było 124 przedstawicieli KO, 43 Lewicy, 22 PSL-Koalicji Polskiej, ośmiu Konfederacji, ośmiu Polski 2050, czterech Porozumienia, jeden Kukiz'15 (Stanisław Tyszka) i trzech PPS.

W głosowaniu nie wzięło udziału m.in. ośmiu posłów klubu PiS: Tadeusz Cymański, Jan Duda, Robert Gontarz, Agnieszka Górska, Filip Kaczyński, Adam Ołdakowski, Zbigniew Rau oraz Jan Warzecha.

Opozycja chciała odwołać Bortniczuka. Przypominała o Mejzie

Koalicja Obywatelska złożyła wniosek o odwołanie Kamila Bortniczuka na początku grudnia. Szef klubu KO Borys Budka zwracał wówczas uwagę na bulwersujące opinię publiczną doniesienia dotyczące ówczesnego wiceministra sportu Łukasza Mejzy, którego firma miała np. organizować kosztowne wyjazdy na eksperymentalne terapie, co opisywała Wirtualna Polska. 

Reklama

Według wniosku KO Bortniczuk, "kierując się tylko znanymi sobie powodami, nieujawnionymi szerzej opinii publicznej, rekomendował na stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki Łukasza Mejzę".

We wniosku posłowie KO zwrócili też uwagę, że Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła, na podstawie materiałów operacyjnych CBA, śledztwo w sprawie zakupu propylenu przez spółkę Grupa Azoty Kędzierzyn S.A., w czasie, gdy jej członkiem zarządu, odpowiadającym za zakupy i negocjującym wspomniany kontrakt był Kamil Bortniczuk

Premier Mateusz Morawiecki pod koniec grudnia 2021 r. odwołał Łukasza Mejzę z funkcji wiceministra sportu. Mejza nadal pozostaje posłem niezrzeszonym, dlatego w czwartek mógł głosować ws. Bortniczuka. Ponownie wsparł Zjednoczoną Prawicę i oddał głos "przeciw".

Debata w Sejmie. Sowa: Taki Mejza 2.0

Dzień przed głosowaniem nad wotum nieufności, wniosek w tej sprawie negatywnie zaopiniowała sejmowa komisja kultury fizycznej, sportu i turystyki. Odbyła się też debata w Sejmie.

Wniosek o odwołanie ministra sportu uzasadniał poseł KO Marek Sowa. Jak mówił, w stosunku do ministra Bortniczuka kierowane są poważne zarzuty. 

- Jak to możliwe, że ministrem został człowiek, o którym wiedzieliście, że w stosunku do niego kierowane są zarzuty. Bo przecież media o tym pisały, a Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła na podstawie materiałów CBA śledztwo ws. zakupu propylenu przez Zakładały Azotowe Kędzierzyn, a czasie gdy członkiem zarządu negocjującym wspomniany kontrakt był obecny minister Kamil Bortniczuk - mówił Sowa.

Poseł KO, powołując się na doniesienia medialne, powiedział, że Bortniczuk "prawdopodobnie zataił przed ABW próby szantażu związane z jego kontaktami z biznesmenami.

 - To pokazuje, że rządzący Polską układ polityczno-towarzysko-biznesowy najpierw wywindował Kamila Bortniczuka na członka zarządu Grupy Azoty, a następnie uczynił z niego ministra sportu i turystyki, który poprzez istnienie potencjalnych kompromitujących materiałów może być osobą łatwo sterowalną. Taki Mejza 2.0 - dodał Sowa.

PiS: Ataki oparte na domysłach, plotkach

Klub PiS złożył podczas debaty wniosek o odrzucenie wniosku o wotum nieufności wobec ministra sportu Kamila Bortniczuka. - Jestem głęboko zniesmaczony, że jedyne na czym posłowie totalnej opozycji potrafią się w tej chwili skoncentrować, to polityczne i personalne ataki na pana ministra Bortniczuka - powiedział Marek Matuszewski (PiS)

- Ataki oparte na domysłach, plotkach i niczym niepotwierdzonych oskarżeniach - podkreślał. Zarzucał posłom opozycji, że nie interesuje ich to, jak minister sportu pomaga polskim sportowcom przygotowywać się do startów w zawodach. - Was interesuje tylko gra polityczna - mówił do opozycji.

"Prezes Kaczyński ma twarz Mejzy"

Z kolei kluby opozycyjne zgodnie krytykowały Bortniczuka. Poseł KO Zbigniew Konwiński zaapelował do wszystkich posłów o głosowanie za wnioskiem. Według niego w normalnym państwie Mejza nie przeszedłby weryfikacji służb. Jak ocenił, determinacja PiS w obronie byłego wiceministra sportu Łukasza Mejzy i Kamila Bortniczuka jest zaskakująca i ciekawa. - Dziś prezes Kaczyński ma twarz Łukasza Mejzy, bo właśnie ten rząd dzięki Mejzie funkcjonuje i ma większość.

Poseł Lewicy Maciej Kopiec zapowiedział z kolei, że jego ugrupowanie opowie się za wnioskiem o odwołanie ministra sportu, ponieważ "tak nakazuje przyzwoitość".

Kopiec ocenił, że Bortniczuk nie wykazał się aktywnością w ministerstwie. - Nic, dosłownie nic. Trzy miesiące bezczynności, udawani pracy i brania 22 tys. zł miesięcznie pensji za nic. (...) Minister Bortniczuk i kierowany przez niego resort to tragifarsa, ani ministerstwo funkcjonujące w ten sposób, ani taki minister, nie są Polsce potrzebne - podkreślił Kopiec.

Poseł KP-PSL Ireneusz Raś mówił, że w sprawie Ministerstwa Sportu mamy do czynienia z falstartem. Wyraził też żal do ministra Bortniczuka, że nie wnioskował o usunięcie z rządu Łukasza Mejzy zanim ten złożył rezygnację.

Także przedstawiciele Konfederacji krytycznie wypowiadali się o funkcjonowaniu resortu sportu. Poseł Konfederacji Michał Urbaniak pytał, dlaczego Bortniczuk tak długo tolerował kontrowersje wokół swojego podwładnego Łukasza Mejzy. Z kolei według Artura Dziambora także z Konfederacji, Polska nie potrzebuje resortu sportu i ministra Bortniczuka.

Bortniczuk: Taki mam nudny życiorys

Bortniczuka bronił w Sejmie premier. Na zarzuty opozycji odpowiedział też minister sportu: "Nigdy, przez żadnego prokuratora, czy żaden inny organ nie zostałem o cokolwiek oskarżony". - A jakby tego było mało w kontekście tych wszystkich rewelacji (...), nigdy nie byłem nawet podejrzany w żadnej sprawie. Nie jestem także podejrzany w żadnej z tych spraw, które media w sposób manipulacyjny w stosunku do mojej osoby opisywały - zaznaczył minister.

- Taki mam nudny życiorys, szanowni państwo. Bardzo mi przykro, że państwu nie pomagam w tych atakach personalnych na mnie - dodał polityk.

Bortniczuk nazwał Mejzę "młodym przedsiębiorcą, który szukał zarobku tam gdzie nie powinien go szukać". Minister przywołał przy tym zarzuty korupcyjne formułowane przez obóz rządzący i prokuraturę wobec marszałka Senatu. - Tomasz Grodzki jest profesorem medycyny, ordynatorem, który jak donoszą media i wynika z zeznań świadków, którzy zeznają pod groźba odpowiedzialność karnej, informują w taki sposób, że prokuratura chce postawić kilkanaście zarzutów Tomaszowi Grodzkiemu - dodał. Jak się wyraził, opozycja powinna zobaczyć "belkę" w swoim oku, zanim zobaczy "źdźbło" w oku koalicji rządzącej.

Reklama

Reklama

Reklama