Doniesieniom tygodnika zaprzeczyła też SKW. W wydanym w poniedziałek oświadczeniu Służba podkreśliła, że "opisane przez autora domniemane działania SKW nigdy nie miały miejsca". - Sformułowane tak dalekosiężne zarzuty są całkowicie niezgodne z prawdą i nie mają żadnego pokrycia w faktach - podało SKW. Zwróciło uwagę, że autor artykułu "przed publikacją swoich wymysłów w żaden sposób nie próbował zweryfikować tych informacji w SKW np. poprzez użycie trybu określonego w prawie prasowym". Służba zapowiedziała też podjęcie kroków prawnych. - SKW uważa, iż artykułem swoim dziennikarz pomawia i poniża funkcjonariuszy żołnierzy SKW oraz naraża SKW na utratę zaufania publicznego. Dlatego też szef SKW niezwłocznie skieruje sprawę do organów ścigania - zapowiedziano w oświadczeniu podpisanym przez zastępcę dyrektora Gabinetu Szefa SKW płk. Andrzeja Kapicę. Pytany o tę sprawę Siemoniak również podkreślił, że informacje tygodnika są nieprawdziwe. - SKW nie łamie prawa i nie łamała prawa. Myślę, że jasne, twarde stanowisko Służby i zapowiedź kroków prawnych tę sprawę przecina, zamyka ją - powiedział wicepremier, kończący pracę w MON. "Wprost" napisało, że po wybuchu afery podsłuchowej SKW prowadziła obserwację dziennikarzy, szefów służb i polityków PiS. Zebrane przez wojsko materiały nigdy nie zostały przekazane do prokuratury - podał tygodnik. Obserwacja miała się rozpocząć po ujawnieniu w maju 2015 r. rozmowy ówczesnej wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem. Czasopismo podało, że obserwowani mieli być posłowie PiS Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik (były szef i wiceszef CBA) oraz były pracownik CBA Martin Bożek. Obserwowany był także dziennikarz Cezary Gmyz - podało Wprost. Obserwacji, według informacji "Wprost", zaprzestano na przełomie lipca i sierpnia 2015 r. Z kolei w 2014 r. SKW miało obserwować szefa CBA Pawła Wojtunika.