Odpuścić MSZ, żeby wygrać gdzie indziej. PSL i Lewica mają sprytny plan
Rekonstrukcyjne zmiany nie ominą również MSZ. Z informacji Interii wynika, że przyszłość jednego z wiceministrów stoi pod dużym znakiem zapytania. Przynajmniej jeden z koalicjantów może również stracić swoje miejsce w kierownictwie resortu. W koalicji rządzącej mówi się też, że w drugiej części kadencji MSZ ma być bardziej "autorskim" resortem nowego wicepremiera Radosława Sikorskiego.

Chociaż rekonstrukcja rządu Donalda Tuska formalnie już się dokonała, to w obozie władzy mówi się dzisiaj o trwającej rekonstrukcji po rekonstrukcji. Chodzi o zakrojoną na szeroką skalę rządową układankę dotyczącą stanowisk wiceministerialnych. Premier Tusk zapowiedział wyraźne odchudzenie resortów, z których ma zniknąć nawet 20 proc. dotychczasowych wiceministrów. Wszystko po to, żeby finalnie liczebność rządu spadła poniżej symbolicznej granicy 100 osób.
W wielu resortach trwają w tym momencie gorączkowe negocjacje na temat przyszłości osób z ich kierownictw. Tylko w tym tygodniu opisywaliśmy na łamach Interii sytuację w resorcie sprawiedliwości po przejęciu go przez Waldemara Żurka, a także w Ministerstwie Zdrowia, którego nowa szefowa dostała od premiera Tuska zielone światło na całkowite odpolitycznienie kierownictwa. To z kolei nie spodobało się koalicjantom, którzy robią, co mogą, żeby ocalić głowy swoich ludzi we władzach resortu.
Zmiany w rządzie Donalda Tuska. Wiceminister Bartoszewski na wylocie
Jak dowiaduje się Interia, dużo dzieje się również w MSZ. Radosław Sikorski dopiero co otrzymał awans na wicepremiera i to z nim Koalicja Obywatelska wiąże największe polityczne nadzieje na drugą część kadencji. Pod koniec lipca opisywaliśmy zresztą obszernie, że Sikorski to dzisiaj plan B Tuska i KO na pokonanie w 2027 roku Prawa i Sprawiedliwości. W obozie władzy nie milkną spekulacje o jego możliwym awansie na stanowisko premiera jeszcze przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku.
To nie bez znaczenia również dla tego, co aktualnie dzieje się w resorcie dyplomacji. Źródła Interii w koalicji rządzącej mówią, że co do MSZ poważnie rozważany jest scenariusz "autorskiego resortu" ministra Sikorskiego. To oznaczałoby zmniejszenie roli, a zapewne również obecności we władzach, koalicjantów i danie wicepremierowi wolnej ręki w urządzeniu swojego ministerstwa. Wszystko po to, żeby Sikorskiemu nic nie zaszkodziło w kontekście możliwego przejęcia sterów w rządzie w 2026 bądź 2027 roku.
Pierwszym efektem nowej polityki rządu wobec MSZ może być pożegnanie z kierownictwa resortu Władysława Teofila Bartoszewskiego, obecnie wiceministra z ramienia PSL. Nasze źródła twierdzą, że może dojść do tego już teraz albo najpóźniej do końca tego roku. - Nie wiem, co będzie z Bartoszewskim, bo wylał się na niego hejt i jest dość mocna niechęć wobec niego. To jest u nas największa niewiadoma - mówi nam osoba z kierownictwa ludowców. Inne źródło z tego gremium dodaje: - Platforma sygnalizowała, że chciałaby usunąć Władysława. Dwa razy już naciskali w tej sprawie, jeszcze przed rekonstrukcją.
Dlaczego Bartoszewski miałby zniknąć z MSZ? Tu w obozie władzy, ale też samym PSL, słyszymy dwie wersje. Pierwsza jest związana z trwającym sporem prawnym polityka z Fundacją Zbiorów im. Ciechanowieckich w Zamku Królewskim. Sprawa dotyczy rzekomego bezprawnego przejęcia przez Bartoszewskiego trzech mieszkań, obrazów oraz miliona funtów należących do Andrzeja Ciechanowieckiego, znanego mecenasa sztuki, a prywatnie ojca chrzestnego wiceszefa MSZ.

W marcu 2024 roku Sąd Okręgowy w Warszawie przyznał rację Fundacji Ciechanowieckich i nakazał Bartoszewskiemu zwrot 13 mln zł wraz z odsetkami. Łącznie chodzi o kwotę około 27 mln zł. Wyrok jest nieprawomocny, a polityk odwołał się od niego. Prokuratura Krajowa sprawdza z kolei, czy w 2019 roku Bartoszewski nie przepisał swoich nieruchomości na żonę, uciekając przed wierzycielami. Sprawę sporu prawnego Bartoszewskiego z Fundacją Ciechanowieckich obszernie opisywały m.in. "Gazeta Wyborcza" oraz Onet.
Zmiany w rządzie. "Między panami nie ma chemii"
W PSL słyszmy jednak również o drugim, znacznie bardziej prozaicznym powodzie, dla którego Bartoszewski już niedługo może pożegnać się z MSZ. Chodzi o napięte relacje wiceministra z nowo mianowanym wicepremierem. - Tam między panami nie ma chemii, mówiąc bardzo delikatnie. I to nie ma jej od dawna, bo w grę wchodzą jakieś zaszłości z naprawdę dawnych czasów. Szorstka przyjaźń, bardzo, bardzo szorstka - mówi nam polityk ludowców znający i Bartoszewskiego, i Sikorskiego. Jak dodaje, w 2023 roku Sikorski zaakceptował nominację Bartoszewskiego wyłącznie dlatego, że "wtedy odbywało się to z rozdzielnika, były rekomendacje partyjne i tyle".
Jak dowiaduje się Interia, ludowcy wcale nie zamierzają umierać za stołek Bartoszewskiego, chociaż w partii jego praca w MSZ oceniana jest pozytywnie. Politycy z władz partii przyznają nam wprost, że nie mają w swoich szeregach ludzi specjalizujących się w sprawach zagranicznych, więc gdyby mieli zastąpić kimś Bartoszewskiego, zapewne postawiliby na eksperta z zewnątrz, bez politycznych związków z partią. Do tego jednak droga daleka, chociaż rozmowy trwają. PSL widzi bowiem sprawę wiceszefa MSZ jako element większej rozgrywki przy trwających obecnie zmianach w rządzie.
Platforma sygnalizowała, że chciałaby usunąć Władysława (Bartoszewskiego, wiceszefa MSZ - red.). Dwa razy już naciskali w tej sprawie, jeszcze przed rekonstrukcją
- Władek (Kosiniak-Kamysz, prezes PSL - red.) ma porządne relacje z Radkiem. Pewnie wynegocjuje z nim i kierownikiem (tak w PO i w rządzie nazywany jest Donald Tusk - przyp. red.), że zrobimy jakąś podmiankę, czyli za Bartoszewskiego dostaniemy wiceministra gdzieś indziej albo po prostu prezes powoła w MON dodatkowego wiceministra - przewiduje jeden z bliskich współpracowników szefa PSL.
Rekonstrukcja rządu. Lewica odpuści MSZ? "Nie jest priorytetem"
Jednak nie tylko PSL bacznie obserwuje rozwój sytuacji w MSZ. Wraz z końcem lipca z resortem oficjalnie już pożegnał się desygnowany przez Lewicę wiceminister Andrzej Szejna. W ostatnich miesiącach przebywał na urlopie po tym, jak za sprawą "Gazety Wyborczej" na światło dzienne wyszły nieprawidłowości w rozliczeniu tzw. kilometrówek, a także problemy polityka z nadużywaniem alkoholu. Sam Szejna tłumaczył się z obu spraw, ale wysłania go na urlop w pewnym momencie zażądał sam premier Donald Tusk.
- Minister Szejna był od dawna na urlopie, dalsze czekanie nie miało sensu - mówi nam polityk z władz Nowej Lewicy. - A czy będzie tam ktoś od nas czy nie, to będzie zależało od całej układanki również w innych ministerstwach. To jest system naczyń połączonych - dodaje.
Chociaż MSZ to jedno z kluczowych ministerstw, teraz dodatkowo wzmocnione awansem Radosława Sikorskiego na wicepremiera, Lewica nie wydaje się nim przesadnie zainteresowana. - Nie jest to dla nas priorytetowe ministerstwo. Są dla nas dużo ważniejsze resorty w tym rządzie - mówi wprost jedna z liderek Nowej Lewicy.
Dopytywana o to, co stoi za taką oceną MSZ, wyjaśnia: - Na czym można się zbudować politycznie w MSZ, gdy jest się koalicjantem? No, na niczym. Ani żadnej ustawy nie można przeprowadzić, ani żadnej ważnej społecznie reformy. Nie mieliśmy tam żadnych własnych, klasycznie lewicowych projektów. Nie ma tam też możliwości prowadzenia niezależnej polityki czy prezentowania swoich własnych projektów. To była po prostu tylko i wyłącznie administracja.
Jak słyszymy we władzach Nowej Lewicy, partia nie widzi problemu w tym, że już niedługo może nie mieć swojego przedstawiciela w kierownictwie MSZ. Chociaż - jak przyznają nasi rozmówcy - nawet sam minister Sikorski dopytywał Lewicy, czy i kogo chciałaby desygnować w miejsce ministra Szejny.

Jasnej odpowiedzi jednak nie usłyszał, aczkolwiek rozmowy obu stron nadal trwają. - Zrobimy to, co ustalimy z Sikorskim - zdawkowo komentuje sprawę współprzewodniczący Nowej Lewicy Włodzmierz Czarzasty. Osoby z jego otoczenia są jednak dużo rozmowniejsze. Z rozmów z nimi wynika, że dla Lewicy, podobnie jak dla PSL, przyszłość stanowiska w MSZ jest elementem dużo większej, rekonstrukcyjnej rozgrywki. Nasi rozmówcy z partii nie kryją, że ich priorytetem są inne resorty i ocalenie innych wiceministrów. Tu padają nazwiska Wojciecha Koniecznego (zdrowie), Tomasza Lewandowskiego (finanse i gospodarka) i Przemysława Koperskiego (infrastruktura).
- Dla nas to jest prosta kalkulacja: jeśli mielibyśmy stracić wiceministra w innym resorcie, gdzie naprawdę odczulibyśmy to politycznie, to wolimy poświęcić MSZ - nie ukrywa osoba z władz Nowej Lewicy. Czy partii Czarzastego i Biedronia uda się wybronić całą trójkę kluczowych wiceministrów, okaże się już niebawem. Jak słyszymy w rządzie, sprawa ministerialnych kierownictw ma zostać zamknięta do 6 sierpnia. To wtedy zaprzysiężony zostanie nowy prezydent Karol Nawrocki.












