Tusk przygotowuje Sikorskiego do roli zderzaka w 2027 roku
Lojalny i kontrowersyjny (a przez to charyzmatyczny) Radosław Sikorski może zostać politycznym zderzakiem Tuska w 2027 roku. Jeśli notowania rządu przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi będą fatalne, Tusk odda Sikorskiemu rząd, zachowując albo pełną kontrolę nad partią, albo znów wybierając się na międzynarodowe stanowisko. Tak eksponowane, aby Kaczyński nie mógł go stamtąd ściągnąć do polskiego więzienia.

Publicystyka w Interii to pełen przekrój opinii: od lewa do prawa i z powrotem. Felietoniści portalu z różnych perspektyw komentują dla naszych czytelników to, co dzieje się tu i teraz. Więcej komentarzy znajdziecie w sekcji Felietony.
Podnosząc szefa MSZ do rangi wicepremiera, Donald Tusk załatwił trzy rzeczy.
Po pierwsze pokazał koalicjantom, że on i jego partia są w koalicji i rządzie jeszcze silniejsi niż przed rozpadem Trzeciej Drogi. Po drugie wzmocnił wizerunek rządu, wzmacniając w nim człowieka, który jest najbardziej popularnym z jego ministrów. Po trzecie Tusk przygotowuje sobie zderzak na wypadek, gdyby przed wyborami 2027 roku sprawy szły dla niego i koalicji bardzo źle. Wówczas Sikorski może zastąpić Tuska na stanowisku premiera, podczas gdy sam lider albo zadowoli się kierowaniem partią (już oczyszczoną z wszelkich konkurentów i frakcji dzięki zbliżającym się wewnątrzpartyjnym wyborom), albo "odskoczy" na stanowisko w którejś z najważniejszych międzynarodowych organizacji.
Popularniejszy od Ewy Kopacz
Scenariusz z Sikorskim byłby próbą powtórzenia scenariusza z Ewą Kopacz z 2014 roku. Sikorski będzie dla Tuska bezpieczny, bo tak samo jak Ewa Kopacz nie dysponuje żadną własną frakcją w Platformie.
Różnica jest jednak oczywista. Sikorski nawet jako solista ma większe szanse politycznego przeżycia w starciu z polską prawicą, niż miała je Ewa Kopacz (na którą polska prawica miała swoje stare dobre mizoginiczne chwyty).
Biografia Sikorskiego, a także cały pakiet jego zainteresowań i kompetencji faktycznie czynią go "politykiem na trudne czasy". Licealista z Bydgoszczy, który pozostał w Anglii po wprowadzeniu stanu wojennego i przeżył. Człowiek znikąd, który zdołał przetrwać "falę" w pokoju oksfordzkiego akademika dzielonym z dobrze urodzonymi bucami, którzy mieli w przyszłości stać się elitą torysów (m.in. z "BoJo" Borysem Johnsonem).
Ostrogi korespondenta wojennego zdobył na polach bitew Afganistanu i Angoli, gdzie przeciwstawiano się komunizmowi bardziej realnie, niż na zorganizowanej przez Kaczyńskiego manifestacji przeciwko "Bolkowi" pod Belwederem czy w czasie prawicowych pikiet pod domem Wałęsy w Gdańsku, którymi szczycił się młody Nawrocki.
Kiedy Sikorski mówi o wojnie lub choćby o "czasach przedwojennych", Polacy słuchają tego z większą uwagą, niż kiedy te same formułki recytował Trzaskowski, czy nawet kiedy na portalu Muska umieszcza je Tusk.
Jako oksfordczyk, później pracujący także w najważniejszym amerykańskim konserwatywnym think tanku American Enterprise Institute (gdzie zajmował się skutecznym lobbingiem na rzecz przyjęcia do NATO Polski i innych krajów regionu), Sikorski ma w światowej polityce przyjaciół i wrogów, co ułatwia mu "przedstawianie polskiego punktu widzenia".
Radosław Sikorski - człowiek bez frakcji
Przedmiotem poważniejszego sporu będzie określenie Sikorskiego mianem człowieka lojalnego, choć również tej tezy broniłbym bez cienia wątpliwości.
Przeciw niej używana jest bogata polityczna biografia Sikorskiego. Zaczynał w rządzie Olszewskiego, gdzie był wiceministrem obrony, a jego bezpośrednim przełożonym był Jan Parys. W koalicyjnym rządzie Buzka pełnił funkcję wiceministra spraw zagranicznych (jego bezpośrednim przełożonym był wówczas Bronisław Geremek). W rządach PiS po roku 2005 był już ministrem obrony, a skończył jako wielokadencyjny szef MSZ w rządach Tuska.
Pamiętajmy jednak, że z PiS-u to nie on odszedł, ale został stamtąd brutalnie wypchnięty. I to nie przez Jarosława Kaczyńskiego (mimo że to on podjął decyzję polityczną), ale przez Lecha Kaczyńskiego.
O ile Jarosław Kaczyński (podobnie jak Donald Tusk) wiedział, że Sikorski jest politycznym solistą, człowiekiem bez frakcji, który nigdy nie podniesie ręki na swego lidera, to Lech Kaczyński odczuwał wobec Sikorskiego ogromną niechęć, uważając go za konkurenta do stanowiska prezydenta państwa, który w dodatku znalazł się za blisko brata.
Tusk uważa Sikorskiego za najbezpieczniejszy wybór, ponieważ Sikorski jest od zawsze (i chyba już na zawsze pozostanie) politycznym solistą. Otacza się co najwyżej grupką bezpośrednich współpracowników z kierowanych przez siebie ministerstw, a jego największą polityczną ambicją jest nadal zostanie prezydentem RP (tym razem w wyborach 2030 roku).
Suwerenni wobec Tuska? Gatunek na wymarciu
Oczywiście można powiedzieć, że lojalni wobec Tuska są wszyscy członkowie jego otoczenia. Jeśli nie z miłości, to z instynktu samozachowawczego. Ludzi wobec Tuska suwerennych można policzyć na palcach jednej ręki, a jeśli zawęzilibyśmy to kryterium do suwerennych i tolerowanych przez Tuska (choćby na senackim zesłaniu, z racji długoletniego stażu ich burzliwego związku), wówczas lista byłaby jednoosobowa i zawierała wyłącznie nazwisko Schetyny.
Marcin Kierwiński, który powrócił na stanowisko szefa MSWiA z zesłania prowadzącego przez brukselskie "cmentarzysko słoni" (cyt. za jak zawsze złotoustym Bartłomiejem Sienkiewiczem) przez zalewowe tereny Dolnego Śląska, jest absolutnie lojalny wobec Tuska (dopóki Tusk rozdaje karty), ale popularność czy rozpoznawalność nie jest jego najmocniejszą stroną.
Podobnie jest z Tomaszem Siemoniakiem, dodatkowo osłabionym przez odesłanie go ponownie na stanowisko koordynatora służb specjalnych bez rangi szefa MSWiA. Trzaskowski był zawsze uważany przez Tuska za człowieka niewygodnego, gdyż "dysponującego własną frakcją w PO" (Nitras, Nowacka, Pomaska...), nawet jeśli prezydent Warszawy nigdy tej swojej frakcji do gier politycznych w Platformie nie użył.
Dalej zaczyna się już w ogóle pustynia nierozpoznawalności, którą otwiera minister finansów (mimo dwuletniego stażu na tym z pozoru ważnym stanowisku, które w dawnych lepszych czasach zajmowali ludzie tacy jak Balcerowicz, Kołodko czy Hausner), a zamykają inni nowo mianowani ministrowie z KO.
I właśnie dlatego Tusk uznał, że Sikorski nadaje się do roli Ewy Kopacz. Nadaje się do ewentualnego obsadzenia nim ostatniego szańca, na którym będzie się musiała bronić w 2027 roku "liberalna Polska".
A że jest najbardziej konserwatywnym spośród jej obrońców? To może go jedynie uczynić skuteczniejszym w Polsce i w całym dzisiejszym zachodnim świecie, w którym lewica ("kulturowa") oszalała, liberalny salon popadł w dekadencję, a jedyny ważny spór odbywa się pomiędzy konserwatystami (do których bez wątpienia należy Sikorski) i coraz bardziej oszalałym alt-rightem.
Cezary Michalski













