Reklama

Masło, ser, kapusta. Fala kradzieży w polskich sklepach

Od stycznia do października w Polsce dokonano prawie 30 proc. więcej kradzieży niż w analogicznym okresie w ubiegłym roku. Złodzieje łasili się na alkohol, elektronikę i wyroby tytoniowe. Przed świętami kradną także atrakcyjnie zapakowane towary i podstawowe, droższe produkty, takie jak masło czy ser. W Tomaszowie Mazowieckim (woj. łódzkie) grupa mężczyzn postanowiła pójść jeszcze dalej dalej i ukraść… beczki z kiszoną kapustą i ogórkami. - Teraz najwięcej zdarza się kradzieży bezczelnych. Ludzie ładują towar do koszyka i wybiegają ze sklepu - mówi Interii Radosław Skowierzak związany ze sklepami Lewiatan.

Noc z 11 na 12 grudnia. Dyżurny tomaszowskiej komendy policji otrzymuje zgłoszenie od operatora monitoringu miejskiego. Ten zauważył trzech podejrzanie zachowujących się mężczyzn, którzy toczyli beczki po zaśnieżonej ulicy. 

- Skierowany na miejsce patrol zatrzymał trio. Wpadli, kiedy toczyli jedną z beczek. Twierdzili, że robią to dla zabawy - mówi Interii asp. szt. Aleksandra Cieślak z Komendy Powiatowej Policji w Tomaszowie Mazowieckim. Zanim na miejscu zjawili się funkcjonariusze, zdążyli przetoczyć już dwie inne beczki. Policjanci znaleźli je za ogrodzeniem pobliskiej ulicy. Była w nich... kiszona kapusta i kiszone ogórki.

Reklama

Podążając śladami na śniegu, funkcjonariusze dotarli do pomieszczenia gospodarczego sklepu, w którego drzwiach została zerwana kłódka. To stąd skradziono towar.

- Mężczyźni zostali zatrzymani i trafili do policyjnego aresztu. Podejrzani to mieszkańcy Tomaszowa w wieku 36, 37 i 45 lat, którzy byli już wcześniej notowani za konflikty z prawem - dodaje asp. szt. Aleksandra Cieślak. Grozi im do 10 lat więzienia. 

Kradną więcej. Powód? Kryzys i inflacja i... zmiany w przepisach

Polacy w całym 2022 roku kradli częściej. Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że od stycznia do października dokonano o 29,5 proc. więcej kradzieży w sklepach, niż w analogicznym czasie w 2021 r.

- Obserwowany ostatnio wzrost kradzieży sklepowych spowodowany jest kilkoma czynnikami - zarówno ubożeniem społeczeństwa powodowanym przez kryzys i inflację jak i niekorzystnymi zmianami w prawie, chociażby przyjętą nowelizacją kodeksu karnego - komentuje Interii Maciej Ptaszyński, wiceprezes Polskiej Izby Handlu. Obecnie kradzież rzeczy wartych do 500 zł to wykroczenie, za które grozi maksymalnie 30 dni aresztu. Przestępstwem zagrożonym karą nawet do pięciu lat pozbawienia wolności jest kradzież powyżej tej kwoty. 

Po tym, jak prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację Kodeksu Karnego, próg kradzieży zostanie podniesiony do 800 zł. To oznacza, że złodzieje będą mogli ukraść towar wart 300 zł więcej, nie popełniając przestępstwa, a jedynie wykroczenie.

W ocenie branży handlowej jest to zmiana niedopuszczalna. - To ukłon w stronę złodziei, który ma bardzo negatywny odbiór społeczny, nie tylko w środowisku handlowym - zwłaszcza wobec kryzysu ekonomicznego, który dotyka większość Polaków. Zwiększanie tego progu uderza w uczciwych przedsiębiorców. Już obecna kwota 500 zł jest uznawana za rażąco zbyt wysoką - podkreśla Ptaszyński.

- Zmiana na 800 zł jest przyzwoleniem i zachętą do dokonywania kradzieży. Wskutek sklepowych kradzieży każdy mały sklep traci rocznie towar wart kilkadziesiąt tysięcy złotych. To równowartość kilku lub kilkunastu palet towaru - wyjaśnia.

Więcej kradzieży w okresie zimowym. Dzień jest krótszy, a towar łatwiej schować

Maciej Ptaszyński przytacza badania przeprowadzone przez firmy Crime&tech i Checkpoint Systems. Zgodnie z nimi najbardziej narażona na kradzieże w Polsce jest właśnie branża spożywcza (50,4 proc. przypadków). - Odsetek strat w przypadku polskich firm handlu detalicznego wynosi aż 1,5 proc. obrotu - dodaje.

I wskazuje, że sprzedawcy detaliczni odnotowują większy poziom strat niż ich średnia wartość oraz więcej rabunków i kradzieży sklepowych w sezonie zimowym. - Jest to spowodowane atrakcyjnie opakowanymi produktami świątecznymi, skróceniem dnia, możliwością ukrycia skradzionych rzeczy pod ubraniem, większą rotacją personelu oraz większą liczbą klientów - wymienia.

Radosław Skowierzak, prezes zarządu J-S Sp. z o. o. prowadzącej sklepy Lewiatan w województwie śląskim i małopolskim potwierdza: - Oczywiście, że te kradzieże widać. Nie ma ostatnio dnia, aby w którymś ze sklepów, jakie prowadzimy, ich nie było. Mówię o kradzieżach stwierdzonych, bo co innego pokazują remanenty. Procentowo towaru ginie jeszcze więcej.

Co kusi złodziei? - Kradną kawy, czekolady i bombonierki, kosmetyki, masło i sery żółte. Czekolady kradzione są na handel, upłynniane są na bazarach. Nawet wskazywaliśmy policji, gdzie te punkty istnieją, nikt nic z tym nie zrobił. Pod święta nasze stałe klientki kradną droższe masło. Nie takie po 7 zł, tylko po 13 zł. To klientela starsza, 70-80-letnie panie. Sery też giną najdroższe, nie te najtańsze. Co ważne, to nie jest kradzież z głodu, z biedy, to na pewno. My u nas tego nie obserwujemy. Chleb, mąka, makaron nie są ze sklepu wynoszone - mówi Skowierzak.

Maja Szewczyk, dyrektor Działu Komunikacji Korporacyjnej Kaufland Polska również potwierdziła nam, że sieć zauważyła wzrost przypadków kradzieży w porównaniu z rokiem ubiegłym. Tu złodzieje interesują się również podstawowymi produktami.

Monitoring, bramki, ochrona

- Kradzieże to zjawisko, którego doświadcza cała branża handlu detalicznego, my również obserwujemy je w naszych marketach. Żeby zapobiegać tego typu incydentom, w sklepach Kaufland stosujemy szereg rozwiązań - posiadamy monitoring, współpracujemy z ochroną oraz korzystamy z systemu zabezpieczeń towarów - dodaje Maja Szewczyk z Kaufland Polska.

Sklepy stosują różne zabezpieczenia. Aleksandra Robaszkiewicz z Lidl Polska wymienia: - Instalujemy w naszych obiektach monitoring, poza tym współpracujemy z profesjonalnymi firmami ochroniarskimi. Szkolimy naszych pracowników na wypadek różnych nieprzewidzianych zdarzeń, aby bez względu na sytuację reagowali właściwie. W sklepach korzystamy ze specjalnych bramek wyjściowych, otwierających się po zeskanowaniu paragonu. Ponadto w każdym z nich jest obecny pracownik ochrony, który na bieżąco czuwa nad bezpieczeństwem klientów i personelu.

Trudniej mają mniejsze markety, choć i te wyposażone są w kamery. Jak podkreśla Radosław Skowierzak, w ostatnim czasie więcej złodziei udaje się złapać. - Wieszamy plakaty z ich wizerunkiem, zgłaszamy sprawy na policję - mówi. 

I dodaje: - Teraz najwięcej zdarza się kradzieży bezczelnych. Ludzie ładują towar do koszyka i wybiegają ze sklepu. Mamy też w sklepach bramki antykradzieżowe, one dzwonią, ale rewizja czasami nic nie wykazuje. Klienci potrafią sobie chować towar w takie miejsca, gdzie nie mamy prawa ich sprawdzać.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: kradzież | Boże Narodzenie | policja

Reklama

Reklama

Reklama