Włochy: Najwyższy alarm sanitarny w Prato
Najwyższy alarm sanitarny ogłoszono w mieście Prato w Toskanii, gdzie mieszka duża społeczność chińskich imigrantów. Około 2 tys. z nich wraca do domu we Włoszech z Chin, gdzie panuje epidemia koronawirusa; byli tam na obchodach powitania Nowego Roku.

Chińska wspólnota w Prato jest jedną z największych w Europie - liczy 23 tys. osób.
Burmistrz miasta Matteo Biffoni oświadczył w mediach: "Będziemy nadzwyczaj ostrożni, alert będzie najwyższy".
Jak podkreślił, w związku ze wstrzymaniem przez Włochy bezpośrednich połączeń lotniczych z Chinami, imigranci pochodzący z tego kraju będą wracać przez Moskwę, Abu Zabi, Stambuł i inne miasta. Następnie przypomniał, że wszyscy zostaną skontrolowani na włoskich lotniskach, gdzie - zgodnie z rozporządzeniem Ministerstwa Zdrowia - pasażerom mierzona jest temperatura.
Władze sanitarne regionu Toskania poinformowały w poniedziałek, że w tzw. autoizolacji w domu jest już około 400 dzieci, które w ostatnim czasie wróciły z Chin. Nie chodzą one do przedszkoli i do szkół, co jest krokiem w ramach prewencji. Wszyscy są codziennie badani. W Prato takich dzieci jest 270, pozostałe mieszkają we Florencji i innych toskańskich miastach. W ten sposób odpowiedziano na zgłaszane postulaty, by wszystkich umieścić w obowiązkowej kwarantannie.
Od wtorku w rejonie Prato i Florencji działać będzie ambulatorium, głównie dla Chińczyków, w którym diagnozowane będą przypadki podejrzeń co do wirusa Covid-19, jak oficjalnie został nazwany. Punkt ten władze regionalne urządziły we współpracy z konsulatem Chińskiej Republiki Ludowej.
Dotychczas we Włoszech zanotowano trzy przypadki koronawirusa. Chorzy to dwoje chińskich turystów z miasta Wuhan, epicentrum epidemii oraz włoski naukowiec, który został stamtąd ewakuowany.
Na wszystkich włoskich lotniskach od chwili wprowadzenia stanu kryzysowego pod koniec stycznia w związku z koronawirusem skontrolowano ponad 1,5 mln pasażerów z zagranicy - podała Obrona Cywilna.
Z Rzymu Sylwia Wysocka