Reklama

Reklama

Przemysław Czarnek reaguje po tekście Interii: To skandal

- Robienie sztucznych odsiewów tylko po to, by wyciągnąć od studentów pieniądze, to skandal, który będę wyjaśniał. Jeszcze dziś piszę pismo w tej sprawie - mówi Interii minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek po tym, jak nagłośniliśmy sprawę zaniżania zdawalności egzaminów na dwóch uczelniach medycznych.

Reklama

Interia we wtorek opisała sprawę, jaka miała miejsce po jednym z wykładów w Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Trzej profesorowie (jeden z Gdańska, dwóch z Bydgoszczy), myśląc, że mikrofony są wyłączone, debatowali nad problemem zbyt wysokiej zdawalności na egzaminach w dobie nauczania zdalnego.

Reklama

"Rozmawialiśmy już o tym, że zdawalność jest zdecydowanie za wysoka w formie zdalnej. Coś musimy z tym zrobić" - mówi wprost jeden z bydgoskich wykładowców.

"Wybrałem najlepszych studentów i robię dla nich specjalny test, też stacjonarny. Taki, że po cztery punkty mi piszą. Najlepsi" - opowiada naukowiec.

- Tworzenie sztucznych wymogów tylko po to, by robić jakieś odsiewy, jest kompletnie niezrozumiałe. Zwłaszcza na kierunkach lekarskich, kiedy potrzebujemy mnóstwa lekarzy, bo za mało wykształciliśmy ich w poprzednich dekadach - przekonuje minister Czarnek w rozmowie z Interią.

Szefa resortu edukacji i nauki szczególnie zbulwersował fragment tzw. "funduszu Morysia". Były rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego chwali się na nagraniu, że dzięki niemu i jego metodom uczelnia otrzymuje dodatkowe środki.

"Anatomię powtarza z reguły... to jest tak zwany 'fundusz Morysia' na uczelni, bo kosztuje to 8 tys. zł. (...) Pieniądze dostaje uczelnia" - mówi prof. Moryś.

Jak twierdzi jedna ze studentek, z którą rozmawialiśmy, powtarzanie anatomii na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym to dziś wydatek rzędu 10,6 tys. zł.

"Mam obowiązek zareagować"

- Zgadzam się, że sesja zdalna nie jest miarodajna, co jest jasne dla wykładowców, naukowców i studentów, ale w tym przypadku chodzi o coś innego. Nie można tworzyć sztucznych wymogów, by studenci powtarzali rok tylko po to, by zapłacić za jego powtarzanie - grzmi Czarnek.

- Napiszę w tej sprawie pisma z prośbą o wyjaśnienia do rektorów obu uczelni. Oczywiście w porozumieniu z ministrem zdrowia - zapewnia.

Konsultacja z resortem zdrowia jest potrzebna, bo zgodnie z prawem uczelnie medyczne podlegają pod Ministerstwo Zdrowia. W tym przypadku jest to Gdański Uniwersytet Medyczny. Bydgoskie Collegium Medicum to z kolei oddział Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, którego formalnym zwierzchnikiem jest Czarnek. Można się więc spodziewać dalszego rozwoju wydarzeń w tej sprawie.

- Skoro państwo ujawniliście tę budzącą oburzenie wśród studentów sprawę, o której wcześniej nie mieliśmy wiedzy, to mam obowiązek zareagować. Uważam to za swój obowiązek, po prostu, bo takie działania, jakie zostały ujawnione, jeśli by się potwierdziły, to musiałyby być ocenione jako nieuczciwe - nie ukrywa Czarnek.

Łukasz Szpyrka

Przekaż 1 proc. na pomoc dzieciom - darmowy program TUTAJ

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy