Reklama

Reklama

Szef GIS: Szczepienia przeciw COVID-19 to jedyne antidotum

- Regiony, gdzie jest niska wyszczepialność budzą moje ogromne obawy. Potencjalnie są to obszary szybkiego rozprzestrzenienia się wirusa. W tej chwili poziom zakażeń mamy stosunkowo niski, więc czujemy się bezpieczni. Niejednokrotnie zapominamy o pandemii, sytuacja może się jednak diametralnie zmienić - mówi Interii szef GIS Krzysztof Saczka. - Osoba niezaszczepiona naraża zdrowie swoje i swoich bliskich, a także może przyczyniać się do powstawania nowych mutacji - dodaje, apelując, by szczepić się przeciw COVID-19.

Jolanta Kamińska, Interia: Przed nami czwarta fala. Kiedy się jej spodziewać, jakie są prognozy GIS-u?

Główny Inspektor Sanitarny Krzysztof Saczka: - Tego typu prognozy zależą przede wszystkim od czynników, jakie weźmiemy pod uwagę i tego, które z nich będą miały większe znaczenie w modelowaniu. Najważniejsze są jednak czynniki mogące zapobiec potencjalnemu wzrostowi zakażeń. To przede wszystkim kwestia szczepień: szczepionki są niezwykle bezpieczne, a liczba zgłaszanych NOP-ów jest marginalna. Szczepienia to jedyne antidotum, które pozwala nam walczyć z pandemią i przerywać łańcuchy zakażeń. Drugi czynnik to zachowania społeczne. Nadal musimy przestrzegać reżimu sanitarnego, unikać dużych skupisk ludzi, a kiedy się w nich znajdujemy - stosować maskę i dystans. Te dwa czynniki mogą przeciwdziałać potencjalnemu wzrostowi zakażeń.

Reklama

Najgroźniejszy obecnie, jak ostrzegają lekarze, jest wariant Delta. Nosiciel może zakazić od pięciu do ośmiu innych osób.

- Ze wszystkich znanych nam wariantów, ten wykazuje się najwyższą zakaźnością i szybciej wypiera inne. Dlatego apeluję, by się szczepić i zachowywać reżim sanitarny. W ten sposób ograniczamy ryzyko powstawania nowych mutacji.

Rządzący powtarzają to jak mantrę odkąd rozpoczęła się akcja szczepień. Do części Polaków te apele trafiają. Ale jest i druga grupa "nieprzekonanych". Są regiony w Polsce, gdzie zaszczepiło się kilkanaście procent mieszkańców.

- Te regiony budzą moje ogromne obawy. Potencjalnie są to obszary szybkiego rozprzestrzenienia się wirusa. W tej chwili poziom zakażeń mamy stosunkowo niski więc czujemy się bezpieczni. Niejednokrotnie zapominamy o pandemii, sytuacja może się jednak diametralnie zmienić. Przypomnijmy sobie przełom roku: byliśmy już na końcu jesiennego wzrostu zakażeń. Ludzie uznawali, że jest bezpiecznie i można wrócić do normalnego życia. Jednak specjaliści przestrzegali, że to nie koniec i że możemy mieć wkrótce potężny wzrost zachorowań. I tak się stało. W tej chwili mamy powtórkę. Poziom zakażeń jest zdecydowanie niższy - około 100 przypadków dziennie, następuje jednak zmiana trendu. Współczynnik reprodukcji "R" w niektórych regionach przekroczył już wartość 1.

To oznacza, że jedna osoba chora zakaża jedną osobę.

- I zaczynamy obserwować wzrost zakażeń. Jeśli mutacja Delta "trafi" teraz w środowiska, gdzie są osoby niezaszczepione, gdzie występują duże skupiska ludzi i nie przestrzega się tam reżimu sanitarno-epidemiologicznego, to niestety - w tych miejscach możemy się liczyć z szybkim i dużym wzrostem liczby zakażonych. 

Jak szybkim i jak dużym?

- Jak pani wspomniała, jedna osoba może zakażać od pięciu do ośmiu osób. Jeśli jedna osoba zakazi pięć osób, to każda z tych osób w ciągu następnych 3-4 dni zakazi kolejnych pięć osób. W ciągu kilku tygodni możemy mieć kilkaset zakażeń. A teraz wyobraźmy sobie, że startujemy od kilku zakażeń. W rezultacie doprowadzi to do kilku tysięcy zakażeń dziennie.

Za jaki procent zakażeń odpowiada aktualnie wariant Delta?

- W tej chwili szacujemy, że jest to około 50 proc. W Inspekcji Sanitarnej mamy zarejestrowanych ponad 200 przypadków tego wariantu, które wystąpiły od końca marca.

Znaczący wzrost zakażeń czeka nas jeszcze w wakacje?

- Na razie sytuacja jest ustabilizowana, nie obserwujemy dużych ognisk. Większość przypadków to indywidualne zakażenia. Mamy jedynie ogniska rodzinne. Do końca wakacji sytuacja powinna wyglądać stabilnie. Ale czy tak faktycznie będzie - czas pokaże.

Czwartej fali powinniśmy się zatem spodziewać we wrześniu?

- Jeśli nasze zachowania będą odpowiedzialne, to jesienny wzrost może okazać się niewielki i symboliczny. Jeśli jednak nie będziemy się szczepić i przestrzegać reżimu, to wzrost może być nawet na poziomie kilkunastu tysięcy zakażeń dziennie. Obecnie, przy tym poziomie zaszczepienia społeczeństwa, wciąż jest duże ryzyko zakażenia wirusem.

Ludzie są zmęczeni pandemią, chcą odreagować. Z odpowiedzialnością, o której pan inspektor mówi, jest bardzo różnie. Może zamiast apeli, potrzebujemy restrykcji dla osób niezaszczepionych?

- Obecnie nie ma konkretnych planów w tej sprawie. W tej chwili - zgodnie z Narodowym Programem Szczepień - poszukujemy rozwiązań, które mają przekonać społeczeństwo do słuszności szczepienia i pokazać, jak ważna i odpowiedzialna jest to decyzja. Nie tylko w stosunku do siebie, ale także wobec naszych najbliższych. Jeśli się zaszczepimy, to jest duże prawdopodobieństwo, że nie będziemy stanowić ryzyka dla ludzi wokół nas.

Niedawno sugerował pan coś innego. "Może dojść do takiej sytuacji, że w Polsce też pewnego rodzaju zasady będą wdrożone w takim kontekście, aby osoby, które są zaszczepione nie były narażane na ryzyko przez osoby, które nie są zaszczepione" - to pańskie słowa.

- Mogę jedynie powtórzyć. Jestem przeciwnikiem dzielenia społeczeństwa, ale osoba niezaszczepiona naraża zdrowie swoje i swoich bliskich, a także wszystkich pozostałych osób, z którymi ma kontakt i może przyczyniać się do powstawania nowych mutacji.       

Regiony, gdzie jest niski poziom wszczepienia, to kandydaci na kolejne lockdowny?

- Na bieżąco analizujemy sytuację, wsłuchujemy się w głosy ekspertów. Nie wiemy, w jaki sposób będzie rozprzestrzeniał się wirus i z jaką mutacją będziemy mieli do czynienia, czy będzie występować w określonych ogniskach, czy będzie to transmisja rozproszona. W tej chwili jest stanowczo zbyt wcześnie, by przesądzać o tego typu decyzjach. 

Jak często osoby zaszczepione się zakażają?

- Szczepienia znacząco chronią nas przed zakażeniem, ale nie dają stuprocentowej gwarancji. To kwestie bardzo indywidualne i zależne od tego, w jaki sposób nasz układ odpornościowy zareaguje na szczepionkę i wytworzy odpowiedni poziom przeciwciał. Jeśli obserwujemy sytuację epidemiologiczną w Polsce, w Wielkiej Brytanii, Izraelu, to obecnie zakażenia dotyczą osób niezaszczepionych, a w tej grupie dominują osoby młode. Dlatego osoby niezaszczepione nie mogą czuć się bezpiecznie. Tylko osoby zaszczepione mają w zasadzie pewność, że jeśli ewentualnie dojdzie do zakażenia, to przejdą je w sposób łagodny. 

Pandemia była jak nagła pobudka. Okazało się, że Państwowa Inspekcja Sanitarna wymaga reform. W jakiej kondycji dziś jest Sanepid? 

- W trakcie pandemii Inspekcja Sanitarna przeszła niezwykle duże przeobrażenie. Na początku byliśmy służbą niedoinwestowaną i niedoszacowaną. Brakowało narzędzi, nawet tak podstawowych jak telefony. Pracownicy musieli wykazać się dużym heroizmem, by realizować zadania. Aktualnie doposażyliśmy stacje. Wdrażamy nasz nowy, informatyczny System Ewidencji Państwowej Inspekcji Sanitarnej czyli SEPIS. Wiosenna fala zakażeń pokazała, że Inspekcja funkcjonuje zupełnie inaczej i jest w stanie realizować wszystkie zadania, w tym te związane z epidemią.

Jeszcze jesienią pracownicy przyznawali, że są skrajnie przemęczeni. Pracowali dłużej, na trzy zamiany i w weekendy. Samorządowcy domagali się wówczas zwiększenia zatrudnienia w jednostkach sanepidu. Tak się stało?

- Samo zwiększanie zatrudnienia, bez zmian organizacyjnych, wdrożenia odpowiednich narzędzi, szczególnie informatycznych, nie jest w stanie usprawnić pracy. Fala wiosenna pokazała jednak, jak zwiększyły się możliwości Inspekcji Sanitarnej. Ogromna większość spraw była załatwiana w ciągu trzech godzin, a 96 proc. w ciągu doby. Wdrożyliśmy nową funkcjonalność, tzw. "wirtualną stację". To pozwoliło nam "odmiejscowić" się od tych powiatowych struktur i popatrzeć na realizację zadań przez pryzmat portfela całego województwa.

Co to oznacza w praktyce?

- Dzięki temu nie mamy już takich sytuacji, że pracownicy zakażeni w jednej stacji "wypadli" z realizacji zadań i musieli być na miejscu zastąpieni przez osoby z innej stacji. Jesienią pracownicy z innych województw wyjeżdżali na Śląsk czy do Małopolski. Obecnie zadania mogą być realizowane zdalnie. Tak się działo już na wiosnę. Mogliśmy z dowolnego miejsca w kraju wspomagać region, który tego potrzebował.

Zatem zatrudnienia nie zwiększono, bo jak pan mówi, wystarczyło lepsze zarządzanie i informatyzacja pracy?

- Tak. W jesiennej fali zakażeń pracownicy Inspekcji byli wspomagani przez pracowników z wielu różnych instytucji administracji publicznej. Mimo to, nadal wywiady epidemiologiczne były przeprowadzane z dużą zwłoką. Natomiast w fali wiosennej skala tego wsparcia była zdecydowanie niższa, a my byliśmy w stanie zrealizować wszystkie zadania. W szczycie zakażeń w ciągu jednego dnia przeprowadziliśmy ponad 38 tys. wywiadów epidemiologicznych. Gwarantuję, że Inspekcja Sanitarna obecnie jest w stanie przeprowadzić ich znacznie więcej własnymi siłami.

Rozmawiała Jolanta Kamińska 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy