Reklama

Reklama

"Wpuśćcie w końcu tych ludzi do Polski!" Iwona Hartwich wyjaśnia swój wpis ws. migrantów

- Nie chcę, aby wpuszczano do Polski cały Afganistan. Ale jeżeli na granicy są kobiety i dzieci, ludzie bez butów, to musimy im pomóc - przekonuje w rozmowie z Interią Iwona Hartwich. Posłanka KO przyznaje, że otrzymuje groźby i czuje się zagrożona. Wyjaśnia także, co miała na myśli pisząc kilka miesięcy temu, żeby "wpuścić w końcu tych ludzi do Polski".

"Wpuśćcie w końcu tych ludzi do Polski! Kim są, ustali się później! Od czego macie służby?" - napisała 20 sierpnia na Twitterze Iwona Hartwich. Wpis był szeroko komentowany, na posłankę KO spadła fala krytyki. 

Teraz, w obliczu eskalacji sytuacji na granicy, wielu komentatorów przypomina wpis, jako dowód na nieodpowiedzialną postawę opozycji. 

"Musimy im pomóc"

Posłanka nie wycofuje się ze swoich słów. - Napisałam to 20 sierpnia. Wówczas sytuacja była inna, niż teraz. Miałam na myśli kilkanaście osób, w tym dzieci, które koczowały w Usnarzu Górnym. Chodziło mi o pomoc humanitarną dla kobiet i dzieci - tłumaczy w rozmowie z Interią. - Nie chcę, aby wpuszczano do Polski cały Afganistan. Ale jeżeli są tam kobiety i dzieci, ludzie bez butów, to musimy im pomóc - podkreśla. 

Reklama

Jej zdaniem, "Polska sobie nie radzi z tym kryzysem". - W dalszym ciągu mogę pytać, gdzie mamy służby. W tym momencie na granicy powinny być już wojska NATO i funkcjonariusze Frontexu - uważa. 

Hartwich otrzymuje groźby

Hartwich przyznała w rozmowie z Interią, że m.in. w związku ze swoją postawą wobec migrantów, otrzymuje groźby. - Czuję się zagrożona, boję się o moich współpracowników i syna, który jest radnym KO. Dostaję dziesiątki pogróżek, jestem wyzywana - czy ja mogę spać spokojnie? - zastanawia się. 

Jak mówi, "trwa na nią nagonka". - Jestem prawie codziennie atakowana w mediach publicznych za mój wpis, w którym brakuje ostatniego zdania "Od czego macie służby?", a jest ono kluczowe - podsumowuje.

Więcej na temat sytuacji na granicy polsko-białoruskiej piszemy w tym miejscu.

Reklama

Reklama

Reklama