Reklama

Reklama

Śpiewała w klubach polonijnych. "Kora była powściągliwa, Niemen boski"

- Kora była powściągliwa, Niemen za to boski. Siedzi obok mnie przy barze i nagle rzuca: "ładnie śpiewasz". Niech mi pan to napisze na kartce, bo nie uwierzę - odparłam wówczas lekko oszołomiona - opowiada Bożena Hutnicka-Chorabik. Artystka przez lata występowała w kultowych polonijnych klubach w Chicago. - Przychodzili tam ludzie chcący się zabawić, poznać, zagłuszyć tęsknotę do kraju. Uważnie obserwowałam relacje między nimi, bo ze sceny zawsze widać więcej.

 Chicago. 1988 rok. Na północy 26 lokali. Na południu 14. "Cardinal", "Zagłoba", "Cisza Leśna", "Fantazja", "Europejska", "Syrena", "Pod Kominkiem" i inne. 27-letnia Bożena, zwana też "Hutką", ma w czym wybierać. We wrześniu przylatuje z grupą Starlight na półroczny kontrakt sponsorowany przez Przedsiębiorstwo Państwowe Polska Agencja Artystyczna "Pagart".

- Z zawodu jestem aktorką. Pracowałam wtedy w teatrze dramatycznym w Płocku. Gaża nie wystarczała na to, by wyżywić się przez miesiąc. Czasem dostawałam kiełbasę spod lady. Ameryka była spełnieniem marzeń o uginających się od produktów półkach oraz dobrobycie.

Reklama

Trafia do restauracji "Kongresowa" na rogu Milwaukee Ave i Belmont Cragin. Wraz z kolegami z zespołu dostają właściwie nieumeblowane mieszkanie nad salą. Występy? Piątek, sobota, niedziela. Od dwudziestej pierwszej do czwartej nad ranem.

- W jedną noc zarobiłam tysiąc dolarów z napiwków. Dziesięć razy za sto dolarów - ze specjalną dedykacją - zaśpiewałam piosenkę "Gdzie ty, Gdzie Ja". Dla porównania, moja dniówka wynosiła 70 dolarów. Napiwki dawali Cyganie, Polacy byli biedni. Jeden z nich nawet upatrzył mnie sobie. "Będziesz moja? - zapytał. "To nauczę cię kraść!" - uciekałam, aż się kurzyło - wspomina.

"Przychodzili, by zagłuszyć tęsknotę do kraju"

Przygoda w "Kongresowej" kończy się po tym, jak kolega z zespołu zasypia... podczas smażenia kotletów.

- Wezwano straż pożarną i zaraz potem gość nas wyrzucił. Stałam na tym Belmoncie z walizką i myślę: trzeba wracać. Nie podobało mi się. Jednak dałam Chicago szansę i zostałam.

Bożena trafia do kolejnych lokali polonijnych. Łącznie około dziesięciu. Przez pięć lat jest też wokalistką weselną.

- Nie zawsze było miło i przyjemnie. Jedna z właścicielek knajpy sugerowała, że moim zadaniem w przerwach jest namawianie mężczyzn na kupno drinków. Proponowała od tego procent. Długo tam nie zabawiłam.

Jaki typ klienta odwiedzał te kluby? - Zapracowany od poniedziałku do piątku i chcący poimprezować w weekendy. Zabawa, poznanie ludzi, upicie czy zagłuszenie tęsknoty do kraju. Wielu zostawiło rodziny i przyjechało zarobić, a telefony były wtedy dość drogie - mówi artystka.

Ze sceny widzi więcej. - Jak na dłoni miałam relacje międzyludzkie. Pan młody zerkający nie na żonę, a kobietę z boku z głębokim dekoltem. Albo mężczyzna tańczy i podrywa jedną, a na parkingu za moment widzi się z drugą.

Niespełna 30-letnia "Hutka" obserwuje, rozmawia i chłonie atmosferę wielkiego miasta. - Interesują mnie inni i umiem słuchać. Lubiłam też wchodzić w interakcje z widzami. Czasem zapraszałam ich przed mikrofon, kazałam śpiewać.

Jakie piosenki Polonia uwielbia najbardziej? - Wspomnianą "Gdzie Ty, Gdzie Ja", "Mamma Maria", "Kawiarenki", "Kapitańskie Tango", utwory Bajmu, Maanamu... Kochali też rytm wszelkich polek - wspomina piosenkarka.

Wśród gości są stali bywalcy. Jeden wielbiciel przychodzi do niej podczas każdej przerwy i opowiada o tym, ile par butów zdarł dziś na dachu. - Czasem, nad ranem, siadałam na krześle w rogu, przykrywałam ramionami i "udawałam, że mnie nie ma" (śmiech).

"Cardinal Club" w Chicago. Bywały tam największe polskie gwiazdy

W pewnym momencie Bożena trafia do najlepszego w tamtych czasach klubu "Cardinal". Prowadzi go Włodzimierz Wander - prekursor rythm and bluesa w Polsce, związany m.in. z zespołami Polanie i Niebiesko-Czarni.

W "Cardinalu" gra wtedy cała rzesza polskich artystów, jak choćby Majka Jeżowska, Krystyna Prońko, Karin Stanek, Czesław Niemen, Stan Borys, Piotr Fronczewski, Helena Majdaniec, Urszula Dudziak, Perfect, czy Krzysztof Krawczyk.

Tam dzieje się wszystko. Występy na żywo, jedzenie, striptiz. Można zakupić nawet kwiaty dla wybranki. Publiczność mieszana, Amerykanie uwielbiają tu wpadać.

"Hutka" dołącza do zespołu Wanderband. Występuje obok wspomnianego Włodzimierza Wandera, Ryszarda Sygitowicza, Janusza Piątkowskiego i Andrzeja Dylewskiego.

- To był zaszczyt i szkoła życia. Znakomici muzycy. Tam też poznałam swojego męża, Janusza Chorabika. Hobbistycznie rejestrował nasze występy. W "Cardinalu" rodziły się przyjaźnie, miłości.

Kogo z dużych polskich nazwisk pamięta najlepiej?

- Kora była powściągliwa, Niemen za to boski. Siedzi obok mnie przy barze i nagle rzuca: - Ładnie śpiewasz. - Niech mi pan to napisze na kartce, bo nie uwierzę - odparłam wówczas lekko oszołomiona. To miejsce odwiedzał też Stan Borys, niegdyś mój sąsiad.

W Wietrznym Mieście na stałe zostaje sporo rodzimych artystów. Nie mają łatwo. Najczęściej pracują na dwa etaty - rano fabryka lub własny biznes, w weekendy muzyka. Co słabsi psychicznie wpadają w alkoholizm.

"Hutka, co ty tu robisz?"

Początek lat dwutysięcznych. Czasy świetności polskich klubów powoli mijają. "Cardinal" zamyka się w 2003 roku.

- Młodzi ludzie nie chcieli już przychodzić. Występy live zastępują didżeje. Obserwowanie tego fragmentu nocnego życia Chicago było wielką przygodą i refleksją nad tym, jakie podjęliśmy kroki, za które trzeba było - lub nie - zapłacić mówi artystka.

Bożena wciąż związana jest ze sceną. Wróciła do swoich ulubionych piosenki autorskiej i poezji śpiewanej.

- Rzemiosło. Nazywam to rzemiosłem. Kiedy przyleciała do mnie znajoma - aktorka Grażyna Zielińska - zapytała: - "Hutka", co ty tu robisz? - Gram - odparłam. Przecież zagrałam tyle ról w teatrze życia - wokalistki, nauczycielki, niani, żony, mamy. Długo by wymieniać. Myślałam, że nigdy nie poczuję się tu jak u siebie, ale Polska to już nie moje ulice. To w Chicago jest mój dom.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy