Reklama

Reklama

Polka uwięziona w Kongu. Kończy się żywność. "Drogi ucieczki nie ma"

Najpierw na misję spadły pociski, potem front odciął ich od świata. W Ntamugendze, niewielkiej wiosce w Północnym Kivu w Kongo, niczym w potrzasku, przebywa obecnie pięć tysięcy cywili i polska zakonnica. W środę siostra Agnieszka Gugała ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów pisze: "Znów zaczyna się wymiana ognia. Póki co nie ma nadziei na to, że negocjatorzy z Czerwonego Krzyża dotrą do naszej wsi". Nie myli się. Do dziś nikt po nich nie przyszedł. Jedyny ratunek to korytarz humanitarny. O ten, od kilku dni z całych sił, walczy Fundacja Dobra Fabryka.

Ntamugenga, malutka wioska w Północnym Kivu w Republice Demokratycznej Konga. Szczególnie bliska polskiej fundacji Dobra Fabryka. Od ośmiu lat fundacja finansuje tam jedyny w promieniu kilkudziesięciu kilometrów prężnie działający szpital i kluczowy w regionie ośrodek dożywiania. Oba prowadzone przez Zgromadzenie Sióstr od Aniołów. To tam uwięziona jest polska misjonarka siostra Agnieszka Gugała i pięć tysięcy szukających ratunku cywili.

Siostra Agnieszka Gugała: Mamy zabitych i rannych

W niedzielę rano Ntamugenga znalazła się w samym środku starcia między kongijskimi siłami rządowymi a rebeliantami z ugrupowania M23.

Reklama

- Front przełamał się akurat na wysokości tej wioski. Tam nigdy nie było spokojnie, ale sytuacja wszystkich zaskoczyła. Nikt się nie spodziewał, że rebelianci ruszą w głąb kraju i tak szybko uda im się przełamać front - mówi Interii Mateusz Gasiński, prezes zarządu Fundacji Dobra Fabryka.

Wielu cywili instynktownie szukało schronienia wokół szpitala fundacji. - Jest tam obecnie jedna Polka, siostra Agnieszka Gugała, która otworzyła swoją misję dla cywili. W niewielkim domu tej misji przebywa obecnie 500 osób. Kolejne 5 tys. cywili skupionych jest wokół szpitala - relacjonuje Gasiński.

Tyle że walki nie oszczędziły i tego miejsca. Na terenie misji Sióstr od Aniołów wybuchły trzy pociski, raniąc ukrywające się tu kobiety i dzieci. 

- Mamy zabitych i rannych. Lekarze ewakuowali się na samym początku, w związku z tym cały personel szpitala stanowi teraz dwóch pielęgniarzy i jeden laborant - przekazała siostra Agnieszka Gugała, przełożona misji i dyrektorka szpitala w Ntamugendze. W Kongu jest od siedmiu lat. Wcześniej przebywała też na misji w Rwandzie.

Siostra Agnieszka aktualnie jest jedyną polską zakonnicą w tym miejscu. Towarzyszy jej jedna Rwandyjka i jedna Kongijka. Od poniedziałku większość czasu siostry spędziły, chowając się razem z dziećmi w łazience, w środkowej części budynku. Z obawy, że jakaś zabłąkana kula może wpaść przez okno i kogoś ranić. - Za każdym razem, kiedy dzwoniliśmy, dokoła słychać było wybuchy i ostrzał z karabinów, taką regularną bitwę - opowiada Mateusz Gasiński, prezes Fundacji Dobra Fabryka.

W środę przed południem misjonarka pisze: "Wieczorem i w nocy było spokojnie, ale teraz znów zaczyna się wymiana ognia. W szpitalu nie ma już żadnego lekarza".

Są za to pacjenci w ciężkim stanie, w tym dwie postrzelone dziewczynki. "Póki co nie ma jednak nadziei na to, że negocjatorzy z Czerwonego Krzyża dotrą do naszej wsi" - dodaje zakonnica.

Szpital i misja znalazły się na terenie kontrolowanym przez rebelię.

Ntamugenga. "Odcięto jedyną drogę, za chwilę braknie żywności"

Siostra Agnieszka od kilku dni prowadzi rozmowy z kongijskim Czerwonym Krzyżem dotyczące ewakuacji osób ciężko rannych i kobiet w ciąży. - Jest ryzyko, że będą potrzebowały cesarskiego cięcia, a nie mamy lekarza - przyznaje zakonnica.

- Póki co, sygnał od Czerwonego Krzyża był taki, że nie są w stanie w tej kwestii zrobić absolutnie nic. Ewakuacji przeprowadzić się nie da - mówi Mateusz Gasiński z Dobrej Fabryki.

Sytuacji nie ułatwiają ostatnie wieści: front odciął jedyną drogę do miejscowości. Misja lada dzień może mieć problemy z zapasami żywności. Siostra Agnieszka zapewnia, że póki co, nie brakuje leków. Ale co będzie dalej, tego nie wie nikt.

- W najbliższych godzinach największym wyzwaniem będzie zabezpieczenie żywności - mówi Mateusz Gasiński.

Dobra Fabryka: Apelujemy o korytarz humanitarny

Fundacja od kilku dni apeluje wszędzie, gdzie tylko może o zawieszenie broni i ewakuację cywili. - Wszystkie nasze działania skupiają się obecnie na tym, aby jak najszybciej uruchomione zostały korytarze humanitarne, umożliwiające ludności cywilnej opuszczenie terenu objętego walkami - mówi Mateusz Gasiński.

Dobra Fabryka prowadzi także na swych stronach interwencyjną zbiórkę. - Bo w pierwszej chwili, kiedy tylko będzie taka możliwość, będziemy próbowali dotrzeć do Ntamugengi z pomocą humanitarną - słyszymy w Dobrej Fabryce.

Szpital w buszu. "Bywało, że lekarze operowali przy świetle z komórki"

Zarządzany przez siostrę Agnieszkę Gugałę szpital w Ntamugendze Dobra Fabryka finansuje od ośmiu lat.

- To jest szpital w buszu, w wiosce, do której nie da się dojechać innym samochodem niż takim z napędem na cztery koła. Wyposażyliśmy szpital w profesjonalny sprzęt, mieliśmy trzech lekarzy, dobrze wyszkolony personel - wspomina Mateusz Gasiński.

Placówka w Ntamugendze jest jedyną w obrębie kilkudziesięciu kilometrów. Rocznie realizuje ponad 15 tys. przyjęć ambulatoryjnych, ok. 4,5 tys. hospitalizacji, ponad 1 tys. porodów, z czego 30 proc. z nich to cesarskie cięcia.

- Cesarki, leczenie malarii, ale też bardziej skomplikowane operacje. Wsparcie darczyńców Dobrej Fabryki pozwoliło także rozpocząć współpracę z jedynym onkologiem we wschodnim Kongu i umożliwiło pomoc cierpiącym na nowotwory. W Demokratycznej Republice Konga chorzy na raka wciąż nie mają dostępu do diagnostyki, leczenia ani nawet opieki paliatywnej. Przy szpitalu działał też ośrodek dożywiania, od ośmiu lat skutecznie walczymy w okolicy z problemem choroby głodowej - wymienia Mateusz Gasiński, prezes Fundacji Dobra Fabryka.

Przeszkodą w działalności szpitala nie było nawet to, że w okolicy nie ma prądu. - Prąd musieliśmy robić sobie sami, najpierw z generatorów, a obecnie zasilanie bloku operacyjnego, podstawowych urządzeń diagnostycznych i aparatury do tlenoterapii zapewnia sfinansowana przez fundację instalacja fotowoltaiczna. Ale pamiętamy czasy na początku projektu, kiedy lekarze operowali przy świetle z latarek telefonów. Są to zupełnie polowe warunki - mówi Gasiński.

Demokratyczna Republika Konga. "Tam nigdy nie było spokojnie"

Od dziesięcioleci mieszkańcy Konga uciekają przed przemocą, żyjąc w skrajnych warunkach. Niedożywienie, ubóstwo, słaby dostęp do wody pitnej, wybuchające ciągle epidemie. 77 proc. populacji żyje za mniej niż 1,90 dolara dziennie. 13,6 miliona osób pozbawionych jest dostępu do bezpiecznych źródeł wody i właściwych urządzeń sanitarno-higienicznych.

Wszystko to sprawia, że potrzeby humanitarne w Demokratycznej Republice Konga należą do najwyższych na świecie. 

Pomimo iż oficjalnie wojna domowa zakończyła się w 2003 r., Demokratyczna Republika Konga wciąż nękana jest przemocą samozwańczych rebelii. Za ofensywę we wschodniej prowincji Kiwu Północne odpowiedzialni są rebelianci z ugrupowania M23. Grupa w kwietniu ogłosiła zawieszenie broni, jednak ponownie zaatakowała w czwartek w okolicach posterunków wojskowych w Rutshuru w prowincji Kiwu Północne. Wschodnie prowincje mają dla rebeliantów strategiczne znaczenie z uwagi na ich wielkie bogactwa mineralne

Irmina Brachacz

Irmina.brachacz@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy