Reklama

Reklama

Nowe fakty ws. wypadku w Czechach. "Polski kierowca nie uciekł"

Kierowca polskiego tira nie uciekał z samochodu tuż przed zderzeniem z czeskim Pendolino, do którego doszło na przejeździe kolejowym w Studence, niedaleko od Ostrawy - mówi RMF FM polska konsul Maria Kowacz. W wyniku wypadku zginęło dwóch pasażerów pociągu, trzy osoby - w tym maszynista - są w stanie krytycznym, a kilkanaście zostało ciężko rannych.

Polska ciężarówka wjechała na strzeżony przejazd na czerwonym świetle za dwoma innymi pojazdami, które zdążyły odjechać przed opuszczeniem barierek. Kierowca tira do ostatniej chwili próbował uciec przed rozpędzonym pociągiem.

- On jeszcze podjechał 3-4 metry do przodu, co uratowało mu życie - powiedziała polska konsul w Ostrawie Maria Kowacz. 

Siła uderzenia była tak duża, że szoferka w której siedział Polak oddzieliła się od reszty pojazdu i naczepy. Kierowca tira wyszedł z wypadku praktycznie bez szwanku. Po przejściu badań w ostrawskiej klinice, w tym testu na trzeźwość, ma zostać przesłuchany przez policję. Wtedy prawdopodobnie usłyszy zarzuty.

Reklama

Po zderzeniu z ciężarówką pociąg był w stanie zatrzymać się dopiero po przejechaniu dwóch kilometrów. Na miejsce zdarzenia przyjechało osiem karetek pogotowia i śmigłowiec medyczny. Wypadku nie przeżyło dwóch pasażerów Pendolino. Rannych przewieziono do szpitali w Ostrawie, Nowym Jiczynie, Bilovci. 

Katastrofa spowodowała straty materiale szacowane na 90 mln koron - podała czeska inspekcja drogowa.

(mal)

Grzegorz Kwolek

CZYTAJ TAKŻE NA RMF24.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy