Reklama

Reklama

Nieścisłości w Armenii w sprawie porozumienia. Masowe protesty

Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Armenii Armen Grigorjan o zawieszeniu broni, obwiązującym od środy między Armenią i Azerbejdżanem powiadomił w telewizji. W środę w stolicy kraju - Erywaniu - doszło do masowych manifestacji. Protestujący domagali się dymisji rządu. W czwartek rano Nikol Paszinian, premier Armenii powiadomił, że żaden dokument nie został podpisany. Media informują też o kolejnych atakach Azerbejdżanu.

Według AP Grigorjan poinformował o zawieszeniu broni między Armenią i Azerbejdżanem w telewizji państwowej. W dwudniowych walkach o Górski Karabach zginęło 155 żołnierzy po obu stronach.

W środę w stolicy Armenii przed budynkiem rządu doszło do protestu. Mieszkańcy domagali się dymisji rządu po oświadczeniu premiera o przygotowaniu traktatu pokojowego

Premier Armenii: Nie podpisano żadnego dokumentu 

BNN Armeinia w czwartek przekazała jednak, że Nikol Paszinian, premier Armenii, zapewnił, że "żaden dokument ani nie został podpisany, ani przygotowany". 

Reklama

Wezwał także żołnierzy do obrony granic państwa, obywatelom zalecił "by nie ulegali manipulacjom". 

Z kolei Arkadiusz Legieć, analityk ds. Kaukazu i Azji Centralnej w programie Europa Wschodnia w środę przekazywał, że Nikol Paszinian, premier Armenii zapowiedział zaakceptowanie warunków Azerbejdżanu

Jak podaje CNN, Azerbejdżan nie informował o zawieszeniu broni

W czwartek rano włoskie media powiadomiły, że Azerbejdżan przeprowadził kolejny atak na Armenię

Walki pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem

Do wznowienia walk pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem doszło w nocy z poniedziałku na wtorek. Erywań oskarżał Baku o przeprowadzenie "prowokacji na dużą skalę" oraz ostrzelanie kilku przygranicznych miast. Rząd w Baku z kolei ogłosił, że to Armenia rozpoczęła wymianę ognia, bombardując pozycje wojsk azerskich, przeprowadzając prowokacje na granicy i rozstawiając miny.

Ponowny wybuch ciężkich walk między pozostającymi od dekad w sporze państwami wzbudził obawy społeczności międzynarodowej o rozpoczęcie kolejnego konfliktu zbrojnego na obszarze poradzieckim. Agencja Reutera jest zdania, że w konflikt mogą zaangażować się wspierająca Armenię Rosja i pomagająca Azerbejdżanowi militarnie i politycznie Turcja.

Spór o Górski Karabach

Armenia i Azerbejdżan od dziesięcioleci toczą spór o Górski Karabach, zamieszkany przez Ormian separatystyczny region będący de iure częścią Azerbejdżanu. Najkrwawsze starcia pomiędzy Ormianami i Azerami o Górski Karabach toczyły się w latach 1988-1994, po których teren stał się rządzonym przez Ormian i wspieranym przez Armenię quasi-państwem. Do ostatniej odsłony tego konfliktu doszło w 2020 roku, gdy Azerbejdżan podjął próbę odzyskania kontroli nad tym terytorium. Zginęło wówczas ponad 6,6 tys. osób.

Po sześciu tygodniach walk, w trakcie których Baku uzyskało znaczną przewagę i zdobycze terytorialne, podpisano trójstronne porozumienie o zawieszeniu broni; sygnatariuszami dokumentu są Armenia, Azerbejdżan oraz Rosja jako gwarant. Azerbejdżan utrzymał zdobyte na Ormianach tereny a także przejął kontrolę nad trzema rejonami przylegającymi do Górskiego Karabachu. Moskwa rozlokowała w regionie około 2 tys. żołnierzy, jako siły pokojowe.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy