Reklama

Benedykt XVI będzie sądzony po śmierci. Chodzi o tuszowanie pedofilii

Proces Benedykta XVI ws. tuszowania pedofilii wśród niemieckich księży będzie kontynuowany mimo jego śmierci - informują niemieckie media. Zmarłego w tej sprawie reprezentuje niemiecka kancelaria prawna. Emerytowany papież odszedł w sylwestrowy poranek w wieku 95 lat. Jego pogrzeb odbędzie się w czwartek w Watykanie.

Proces toczy się w sądzie rejonowym w miejscowości Traumstein w Bawarii. "Chociaż śmierć strony w zasadzie skutkuje przerwaniem zgodnie z art. 239 kodeksu postępowania cywilnego" - powiedziała rzeczniczka sądu Andrea Titz, cytowana przez portal TAG24.de. 

"W niniejszej sprawie nie ma to jednak zastosowania, ponieważ zmarłego reprezentował przedstawiciel ustawowy" - dodała. Papież-emeryt był reprezentowany przez kancelarię prawną i nie pojawiał się w sądzie. Sprawa dotyczy przełomu lat 70. i 80. XX wieku, kiedy Joseph Ratzinger był arcybiskupem Monachium i Fryzyngi.

Reklama

"Pozew będzie kontynuowany ze spadkobiercą lub spadkobiercami zmarłego" - powiedziała adwokat powoda, Andreas Schulz dla Niemieckiej Agencji Prasowej. 

Benedykt XVI tuszował przypadki pedofilii?

Latem 2022 roku Peter H. przyznał, że jako dziecko był molestowany przez księdza. Powództwo cywilne wytoczył nie tylko swojemu oprawcy, ale również Ratzingerowi, jego następcy - 94-letniemu kardynałowi Friedrichowi Wetterowi oraz całej archidiecezji Monachium-Fryzynga

Wcześniej, w styczniu 2022 roku, niemiecka kancelaria prawna przygotowała raport dla archidiecezji Monachium i Fryzyngi, z którego wynika, że Joseph Ratzinger wiedział o czterech przypadkach pedofilii w jego archidiecezji, jednak nie podjął żadnych działań. 

Papież-emeryt w reakcji na ten raport napisał list, w którym przyznał, że "do tego błędu niestety doszło". Zapewnił, że "nie był on zamierzony" i mam nadzieję, że "jest wybaczalny". 

"Do ofiar wykorzystywania seksualnego kieruję słowa głębokiego współczucia i ubolewam z powodu każdego przypadku" - oświadczył. Pisał też, że "wkrótce stanie w obliczu ostatniego sędziego w swoim życiu".

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy