Reklama

Reklama

Kalisz: Wyrok dla instruktora jazdy. Pod wpływem alkoholu i narkotyków zabił 14-latka

Sąd Okręgowy w Kaliszu podwyższył wyrok dla instruktora nauki jazdy i wymierzył mu 12 lat bezwzględnego więzienia. - Kara 10 lat więzienia nosi cechy rażącej łagodności i wymaga korekty – powiedziała SSO Maria Siwek-Walczak. 42-letni Mateusz J. spowodował wypadek, w którym zginął 14-latek. Mężczyzna był pod wpływem alkoholu i narkotyków.

Przed Sądem Okręgowym w Kaliszu w czwartek, 14 lipca, odbyła się rozprawa apelacyjna w sprawie śmiertelnego wypadku, spowodowanego przez pijanego i odurzonego kokainą instruktora nauki jazdy. W wypadku zginął 14-letni chłopiec.

Tragiczny wypadek w Kaliszu. Zginął 14-latek

Do tragicznego wypadku doszło 1 stycznia 2021 r. na ulicy Piłsudskiego w Kaliszu. Prowadzone przez oskarżonego bmw zderzyło się czołowo z volkswagenem golfem, którym jechała czteroosobowa rodzina z powiatu ostrowskiego. W wypadku poszkodowani zostali pasażerowie volkswagena: 43-letni mężczyzna, jego 42-letnia żona oraz dwóch synów w wieku 14 i 15 lat. Kierowca bmw nie doznał poważnych obrażeń ciała.

Reklama

Najciężej ranny 14-latek zmarł w kaliskim szpitalu. Jego matka trafiła na oddział neurochirurgiczny z licznymi złamaniami oraz urazem kręgosłupa.

W chwili zdarzenia 42-latek był pod wpływem alkoholu - miał prawie 2,5 promila - i pod wpływem kokainy w stężeniu odpowiadającym 0,5 promila alkoholu. Jechał z prędkością 163 km/h w miejscu, gdzie obwiązywało ograniczenie do 70 km/h. Zdaniem biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków komunikacyjnych kierujący bmw ponosi całkowitą winę za spowodowanie wypadku.

W pierwszej instancji 42-letni Mateusz J. usłyszał wyrok - 10 lat i 8 miesięcy więzienia oraz dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Apelacje od wyroku Sądu Rejonowego w Kaliszu wnieśli prokurator, obrońca oskarżonego oraz pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych.

Instruktor chciał powołać świadka, którego poznał w więzieniu

Prokurator zarzucił wyrokowi rażącą niewspółmierność kary. Wniósł o wymierzenie kary łącznej 13 lat więzienia i podanie wyroku do publicznej wiadomości. Pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych domagał się maksymalnego wyroku, czyli 14 lat więzienia.

Obrońca oskarżonego zawnioskował natomiast o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy sądowi I instancji do ponownego rozpoznania, ewentualnie zmianę wyroku poprzez orzeczenie łącznej kary czterech lat więzienia i orzeczenie środka karnego w postaci zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych na okres 10 lat.

Z kolei 42-letni Mateusz J. domagał się powołania dwóch świadków, którzy mieliby poświadczyć, że nie wykonał manewru wyprzedzania, a jedynie chciał uniknąć zderzenia z poprzedzającym go pojazdem. Stwierdził, że kierowca tego pojazdu chciał wymusić na nim zatrzymanie, by ukraść auto metodą "na stłuczkę". Na dowód chciał powołać dwóch świadków z więzienia.

- Przytrafił mi się taki cud w areszcie śledczym. Odnalazł się świadek, który był 1 stycznia 2021 na miejscu zdarzenia - powiedział oskarżony.

Prokurator Rafał Michalak nie omieszkał skomentować tych słów. - Ze swojej praktyki wiem, że cuda w zakładach karnych się zdarzają i z tego, co mówi oskarżony mamy kolejny cud, że oskarżony znalazł świadka, który miałby umniejszyć jego odpowiedzialności karnej - powiedział.

Pojechał po nugetsy dla syna. Był pod wpływem narkotyków

Sąd odwoławczy podwyższył karę więzienia do 12 lat więzienia i zasądził podanie wyroku do publicznej wiadomości.

- Oskarżony spowodował śmierć młodej osoby, przed którą było całe życie. Wyjechał z domu pod wpływem alkoholu i kokainy z błahego powodu - po nugetsy dla syna. Kara 10 lat więzienia nosi cechy rażącej łagodności i wymaga korekty" - powiedziała w uzasadnieniu SSO Maria Siwek-Walczak.

Wskazała niektóre okoliczności obciążające oskarżonego, jak brawurowa jazda przed wypadkiem, zachowanie oskarżonego po wypadku, który nie był zainteresowany udzielaniem pomocy pokrzywdzonym. - Najpierw zadzwonił do żony informując ją o tym, że rozbił samochód, nie wspominając nawet, że są ranni. Nie wezwał pomocy, twierdził też, że za kierownicą siedziała jego żona - wskazała sędzia.

Dodała, że podczas procesu "oskarżony przepraszał za to, co uczynił, ale z jego wypowiedzi wynika, że nie poczuwa się do winy i koncentrował się na własnej osobie. Zapomniał, że to jego zachowanie było przyczyną tego zdarzenia". 

Zdaniem sędzi kara 10 lat więzienia nosiła cechy rażącej łagodności, dlatego wymagała korekty.

Rodzice zmarłego chłopca Małgorzata i Mateusz Szymczakowie po wyroku powiedzieli, że cieszą się podwyższenia wyroku. - Ale on nigdy nie złagodzi bólu, jaki pozostanie z nami. Nie potrafimy wybaczyć śmierci naszego dziecka. Żadna kara nie jest w stanie zrekompensować naszego cierpienia. On wyjdzie z więzienia, a nasz syn już nigdy do nas nie wróci. Przykro jest patrzeć, jak koledzy syna dorastają, a my nasze dziecko odwiedzamy na cmentarzu - powiedzieli.

Wyrok jest prawomocny.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy