Reklama

Reklama

​Dramatyczne nagrania z karetek. "My działamy jak w stanie wojny"

Załogi karetek coraz częściej słyszą komunikat: nie ma miejsc. Reporter "Wydarzeń" Polsat News dotarł do dramatycznych rozmów ratowników z dyspozytorami.

Reklama

Reporter "Wydarzeń" Polsat News Artur Molęda dotarł do zapisu korespondencji między załogami karetek a dyspozytornią. Wynika z niego, że w szpitalach brakuje miejsc dla pacjentów. Służby medyczne toczą nierówną walkę z trzecią falą pandemii. 

Reklama

Ratownik: - Przyjechaliśmy na Szaserów i dostaliśmy informację od lekarza tutaj z SOR-u na kontenerach, że czas oczekiwania nieznany. Mają minus pięć miejsc.

- Niestety, na Solcu pani doktor odpisuje mi pacjenta. Mówi, że nie ma miejsc. W wózkowni trzymają pacjentów - przyznaje inny ratownik.

- Ja jestem świadoma, że nigdzie nie ma wolnych miejsc. Nigdzie - odpowiada dyspozytorka. 

Znaczny wzrost liczby pacjentów 

- My działamy, jak w stanie wojny. Jeszcze rok temu to było niewyobrażalne, żeby czekać z pacjentem na przykład w ciężkim stanie po kilka godzin - mówi Magdalena Kompińska, ratownik medyczny.

Nieprzyjmowanie pacjentów przez szpitale ze względu na brak miejsc unieruchamia zespół pogotowia, który w tym czasie mógłby pomagać już innej osobie.

W Warszawie w ciągu doby liczba wezwań do pacjentów z koronawirusem sięga 300. To o 100 więcej niż tydzień temu.

Dyspozytor: - Mam dobrą i złą wiadomość. Miejsca w Grodzisku są, ale Wielkopolskim.

Więcej w Polsat News.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje