Reklama

Reklama

Niemcy: Zagrali w tenisa stołowego, teraz zapłacą 1100 euro kary

Mieli negatywne wyniki testów i podczas lockdownu w połowie marca zdecydowali się zagrać w tenisa stołowego na świeżym powietrzu. Rozgrywkę wkrótce przerwała policja, która zarzuciła pięciu nastolatkom z bawarskiego F​üssen złamanie obostrzeń sanitarnych. Zakładały one, że spotkania w takich grupach są dozwolone, pod warunkiem, że uczestnicy pochodzą z maksymalnie dwóch gospodarstw domowych. Za złamanie obostrzeń nastolatkowie muszą zapłacić teraz ok. 1100 euro, a władz nie przekonało tłumaczenie o zachowywaniu dystansu. - W pięcioosobowej rozgrywce tenisa stołowego nie da się grać "bezkontaktowo" - stwierdziły służby.

Przed trzema tygodniami do pięciu nastolatków z Füssen dotarły decyzje o nałożeniu grzywien na łączną kwotę 1100 euro. Każdy z nich musi zapłacić po po 175 euro kary i dodatkowo 28,50 euro opłaty administracyjnej, czyli 203,50 euro. Luis K. i Max D. w rozmowie z niemieckimi mediami podkreślili, że nie mieli pojęcia o tym, że zabawa na świeżym powietrzu będzie kosztownym złamaniem prawa



- Zwracaliśmy uwagę na to, aby zachowywać dystans podczas gry i byliśmy przetestowani. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że sport na świeżym powietrzu będzie złamaniem obostrzeń - przekazali podczas rozmowy z niemieckim dziennikiem Bild. 

"Byliśmy nieświadomi łamania obostrzeń"

- Jesteśmy uczniami szkół średnich, otrzymujemy tylko kieszonkowe. Ta grzywna 200 euro jest zbyt wysoka - dodali.

Zgodnie z regulacjami, które obowiązywały w Bawarii w połowie marca, spotkania pięciu osób były dozwolone, ale tylko wtedy, gdy ich uczestnicy pochodzili z dwóch gospodarstw domowych. Urząd powiatowy w Ostallgäu, który ukarał nastolatków grzywnami, napisał w uzasadnieniu, że "w pięcioosobowej rozgrywce tenisa stołowego nie da się grać w taki sposób, aby między graczami nie dochodziło do kontaktów". 

Reklama

Decyzji władz nie rozumieją rodzice 18-latków, którzy są zdania, że "sporty na świeżym powietrzu nie stwarzają ryzyka infekcji". - Podczas wielu demonstracji uczestnicy nie zachowują dystansu, a niektórzy z nich atakują policjantów. To zwykle uchodzi sprawcom na sucho. Gdy porównamy te sytuacje z protestów do gry w tenisa, nałożona grzywna wydaje się być nieproporcjonalnie wysoka - stwierdził ojciec Luisa.

Przeprosiny nie przekonały władz do anulowania kary

Luis zdecydował się nawet pisemnie przeprosić lokalny urząd zdrowia. "Mimo zimowych temperatur świadomie umówiłem się na spotkanie na świeżym powietrzu. Nigdy nie chciałem narażać zdrowia własnego lub innych ludzi podczas niebezpiecznej pandemii" - napisał.

Bawarski urząd nie zdecydował się na anulowanie grzywny. Jej wysokość została jedynie obniżona z 250 do 175 euro.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje