Reklama

Reklama

​"Państwo w Państwie": Szaleńcza jazda po mieście, pięć uszkodzonych aut. Sprawczyni bezkarna

Kilka samochodów doszczętnie zniszczonych, ogromne straty finansowe. To efekt wypadku, który spowodowała kobieta lecząca się psychiatrycznie. Nie spotkała jej za to żadna kara. Sąd nawet nie odebrał jej prawa jazdy, tłumacząc, że z powodu choroby nie może odpowiadać za swoje czyny. Ofiary poważnego wypadku nie dostaną ani grosza odszkodowania - ustalili reporterzy programu "Państwo w Państwie" emitowanego w telewizji Polsat i Polsat News.

Reklama

Pięć uszkodzonych samochodów, trzy całkowicie zniszczone i przeznaczone do kasacji. Tak zakończyła się szaleńcza jazda ulicami miasta. Samochód prowadzony przez młodą kobietę przeciął pas zieleni, doszczętnie rozbił ustawione barierki i na przeciwległym pasie spowodował karambol. 

Reklama

- W pewnym momencie zobaczyłam, jak z naprzeciwka leci na mnie samochód. Dosłownie widziałam go w powietrzu... To była scena jak z jakiegoś filmu akcji. Nagle poczułam potężne uderzenie - opowiada pani Maryla Adamek-Gnyp, jedna z poszkodowanych w wypadku.

Okazało się, że młoda kobieta prowadziła samochód bez ważnego ubezpieczenia OC. Oznacza to tyle, że żadna firma ubezpieczeniowa nie wypłaci ofiarom odszkodowania. Sprawa trafiła do sądu. Ofiary domagały się, aby olbrzymie szkody naprawiła z własnej kieszeni kierująca autem.


- Wszystkie koszty, jakie ponieśliśmy, wynoszą około 100 tys. zł. Samochód został kompletnie zniszczony, nie ma szans, żeby go naprawić. Dodatkowo musieliśmy wynająć inne auto, żeby dojeżdżać do pracy. To są ogromne koszty, których nikt nam nie chce zwrócić - tłumaczy Mirosław Adamek, ojciec pani Maryli.

Sąd uznał, że kobieta jest niewinna, bo nie może odpowiadać za swoje czyny. W momencie popełnienia wypadku miała być niepoczytalna. Od jakiegoś czasu leczy się psychiatrycznie i bierze leki, które pozwalają jej normalnie funkcjonować. Przed wypadkiem świadomie zrezygnowała z ich przyjęcia.

- Jeśli ktoś ma coś takiego, jak niepoczytalność, to nie powinien w ogóle wsiadać do samochodu. Przecież to jest tykająca bomba na drodze, nigdy nie wiadomo, co się w takiej sytuacji może stać. Szczęście, że nikogo nie zabiła - mówi Krzysztof Perliński, poszkodowany w wypadku.

Jednocześnie sąd uznał, że istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, że taka sytuacja się powtórzy. Kobieta, zdaniem sądu, nie stanowi żadnego zagrożenia na drodze i nie można jej dyskryminować ze względu na chorobę, na którą cierpi. Zwrócono jej prawo jazdy zatrzymane przez policję na miejscu karambolu.

- Tę kobietę przebadali biegli i z ich strony padło takie stwierdzenie, że prawdopodobieństwo spowodowania takiego wypadku po raz kolejny w przypadku tej pani, jest takie samo, jak w przypadku osoby zdrowej - tłumaczy Barbara Markowska z sądu okręgowego.

Wypłaty odszkodowania poszkodowanym odmówił również Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. Instytucja oznajmiła, że wypłaca pieniądze tylko, gdy jest wskazany winny spowodowania wypadku. Skoro w tej sytuacji winnego nie ma - nie ma też pieniędzy.

- Jeżeli sprawcy nie można przypisać winy, to my nic nie możemy zrobić. To nie jest nasza uznaniowość, my jesteśmy ograniczeni przepisami prawa, a te są tutaj jednoznaczne - mówi Damian Ziąber z Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego.

Ofiary walczą o odzyskanie pieniędzy, ale również o to, aby zabrać sprawczyni prawo jazdy. Ich zdaniem stwarza ona zagrożenie na drodze i spowodowanie przez nią kolejnego wypadku to tylko kwestia czasu. 

Program "Państwo w Państwie" co niedzielę o 19:30 w telewizji Polsat i Polsat News.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy