Reklama

Reklama

Prezes opolskich struktur PSL oskarża posła Kowalskiego o pomówienie

Złożyłem do odpowiednich służb zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez posła na Sejm Janusza Kowalskiego - poinformował Marcin Oszańca, prezes opolskich struktur PSL.

Sprawa dotyczy wypowiedzi posła na Sejm Janusza Kowalskiego (Solidarna Polska) w poniedziałkowej audycji Radia Opole. Parlamentarzysta mówił o swoim negatywnym stanowisku w sprawie subwencji ze strony państwa polskiego na nauczanie niemieckiego jako języka mniejszości.

Kowalski: To wyłudzenia, okradanie państwa

"Te 236 mln zł to w dużej części są pieniądze, trzeba jasno powiedzieć, wyłudzane od polskiego państwa, kosztem innych mniejszości. Najlepszym potwierdzeniem jest stanowisko szefa opolskiego PSL-u, który wprost mówi, że zapisał polskie dziecko, swoje dziecko (na naukę języka mniejszości), po to żeby nie płacić z własnej kieszeni, skoro może zapłacić budżet państwa. (...) Jeżeli na terenie RP jest około 150 tysięcy obywateli deklarujących się jako mniejszość niemiecka, a za te 236 mln finansujemy naukę języka niemieckiego dla 50 tysięcy dzieci, to gołym okiem widać, że te proporcje są zaburzone. Maksymalnie, może z 15-18 tysięcy dzieci, które powinny być objęte tym systemem. Innymi słowy, na ponad 30 tysięcy dzieci są po prostu te pieniądze wyłudzone, w taki sposób, że rodzice wypisują deklaracje, że ich dzieci należą do mniejszości niemieckiej i chcą się uczyć niemieckiego jako języka ojczystego, a uczciwi polscy rodzice tego nie robią" - powiedział Kowalski.

Reklama

Nazwisko Marcina Oszańcy, prezesa opolskich struktur PSL było wymienione w audycji dwukrotnie.

"Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, w której składam fałszywe oświadczenie, że moje dziecko będzie się uczyć języka niemieckiego jako języka mniejszości tylko dlatego, jak pan Oszańca z opolskiego PSL-u, żeby z własnych pieniędzy nie zapłacić za naukę. To jest moim zdaniem nieuczciwe wobec polskich rodziców, ale też nieuczciwe wobec mniejszości. (...) Jestem już w kontakcie z ministerstwem edukacji w tej sprawie, będziemy uszczelniać ten system. (...) Koniec z tą patologią dla mniejszości niemieckiej, która wyłudza te pieniądze. Mówię tutaj ogólnie o mniejszości, dlatego że działacze mniejszości wprost o tym mówią, że te pieniądze idą na utrzymanie szkół. Nie ma zgody na wyłudzanie i na okradanie polskiego państwa" - powiedział poseł Kowalski.

Marcin Oszańca reaguje

W środę prezes opolskiego PSL poinformował media, że złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa określonego w artykule 212 kodeksu karnego (pomówienie) przez posła na Sejm Janusza Kowalskiego.

- Nie chodzi tu już nawet o moją osobę, ale o wszystkich rodziców, którzy chcąc zapewnić możliwie dobre wykształcenie swoim dzieciom, w dobrej wierze i korzystając z możliwości, jakie daje im polskie prawo, zapisali swoje dzieci na naukę języka niemieckiego jako języka mniejszości. Tu słowo wyjaśnienia. W 2013 roku, jak wiele osób nie mających niemieckich korzeni, zamieszkałem w jednej z miejscowości pod Opolem, gdzie mniejszość niemiecka jest w większości. To mała wioska, gdzie nie ma szkół językowych. W szkole, dzięki subwencji, którą dostają samorządy, a nie mniejszość niemiecka, zorganizowano lekcje niemieckiego jako języka mniejszości. I mój syn z tej możliwości skorzystał. Oświadczam, że nie musiałem deklarować ani swojej, ani jego przynależności do mniejszości niemieckiej, bo takiego wymogu nie ma. Taką możliwość daje między innymi Europejska Karta Języków Regionalnych i Mniejszościowych, którą Polska ratyfikowała, a dokładniej jej zapis mówiący o "zapewnieniu udogodnień, możliwości osobom nieposługującym się językiem regionalnym lub mniejszościowym, a żyjącym na obszarze, gdzie jest on używany, do jego nauki, jeśli mają takie życzenie" - podkreśla Oszańca.

Zdaniem Oszańcy, który jest zastępcą wójta w jednej z opolskich gmin, ograniczenie dostępu do nauki języka niemieckiego w ramach subwencji oświatowej dla wsparcia mniejszości narodowych, uderzy przede wszystkim w małe miasteczka i wsie regionu, bo właśnie tam są największe skupiska mniejszości.

- Wiele z tych szkół działa dzięki tej subwencji, dając dzieciom szansę na naukę dodatkowego języka - także tym nie należącym do mniejszości - bo mieszkają tam rodziny mieszane i ludzie, którzy przyjechali tu po 1945 roku. Dla mnie stanowisko posła Kowalskiego, który chce ograniczać dostęp do edukacji obywatelom swojego państwa jest kompletnie niezrozumiałe i sprzeczne z deklaracjami jego obozu, który rzekomo tak troszczy się o równe szanse dla mieszkańców ośrodków oddalonych od większych miast - powiedział Oszańca.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy