Reklama

Reklama

Warszawa: Śmigłowiec LPR lądował na Placu Bankowym

Warszawa jest jednym z miejsc, gdzie część karetek nie wyjeżdża do pacjentów - przyznał wiceminister zdrowia Waldemar Kraska. W poniedziałek w południe w centrum stolicy lądował helikopter, który do szpitala zabrał pacjenta z zasłabnięciem. Śmigłowiec został wezwany, bo dyspozytor nie miał wolnej karetki naziemnej. Chory trafił do szpitala.

Po godzinie 12 w poniedziałek na Placu Bankowym w Warszawie wylądował śmigłowiec LPR. Maszyna przyziemiła na parkingu przed budynkiem Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy.

- Załoga Lotniczego Pogotowia Ratunkowego została wezwana do zasłabnięcia. Pacjent został przewieziony do szpitala - podała rzeczniczka LPR Justyna Sochacka.

Braki karetek w Warszawie. Pilne spotkanie z Ministerstwie Zdrowia

Lądowanie śmigłowca zabezpieczała stołeczna straż pożarna i nadzór ruchu komunikacji miejskiej. - Dyspozytor 112 nie miał do dyspozycji załogi naziemnej, dlatego wezwał LPR - powiedziała rzeczniczka pogotowia. Według niej było to jednak "zdarzenie jednostkowe". Dodała także, że ostatnio pogotowie lotnicze z podobnych powodów interweniowało w Warszawie przez kilka dni na początku września.

Reklama

- Z naszego punktu widzenia jest to narażanie budżetu państwa na niepotrzebne dodatkowe wydatki - w ten sposób rzecznik Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego "Meditrans" SPZOZ w Warszawie Piotr Owczarski skomentował w poniedziałek lądowanie śmigłowca LPR w centrum Warszawy.

- Taką decyzję podjął dyspozytor medyczny, który - jak zakładam - prawdopodobnie nie miał dostępnej karetki, czyli naziemnego zespołu ratownictwa medycznego - powiedziała Justyna Sochacka, rzecznik Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

"Narażanie budżetu państwa na niepotrzebne dodatkowe wydatki"

Owczarski, pytany przez dziennikarzy, czy była to "pokazówka", odparł: "nie mnie oceniać". - Natomiast, jeżeli wiemy, że w stacjach wyczekiwania stoją gotowe do niesienia pomocy zespoły ratownictwa medycznego i ktoś podnosi z ziemi śmigłowiec, a koszt takiej operacji nie jest tani, to jest pytanie: o co tutaj chodzi, dlatego że zespoły były wolne i były gotowe do tego, żeby w to miejsce wyjechać - powiedział Owczarski.

- Z naszego punktu widzenia jest to narażanie budżetu państwa na niepotrzebne dodatkowe wydatki, ponieważ ambulanse są, jest to centrum miasta, na samej ul. Hożej stacjonuje pięć zespołów ratownictwa medycznego, w związku z tym te zespoły mogły w siedem minut dojechać na plac Bankowy - zapewnił.

- W dniu dzisiejszym z 80 zespołów, które pełnią dyżury w Warszawie i rejonie operacyjnym, w którego skład wchodzą gminy ościenne, nie wyjechało 20 zespołów ratownictwa, co oznacza, że 60 zespołów jest w pełnej gotowości - powiedział. - W związku z tym wszyscy pacjenci mogą czuć się bezpiecznie, karetka do nich dojedzie w przewidzianym przez ustawodawcę czasie - podkreślił. 

Do tego lądowania odniósł się także Mazowiecki Urząd Wojewódzki. Ewa Filipowicz, rzecznika prasowa wojewody mazowieckiego, przekazała, że twierdzenia rzecznika "Meditrans" nie są zgodne z rzeczywistością. - Lotniczy zespół ratownictwa medycznego został zadysponowany zgodnie z procedurą, ponieważ w danym momencie mógł najszybciej dotrzeć do pl. Bankowego, aby udzielić pilnej pomocy medycznej osobie będącej w stanie nagłego zagrożenia życia - poinformowała. - LPR jest jednostką systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego - podkreśliła w przekazanym komunikacie.

Przypomniała przy tym, że wojewoda zarządza dyspozytornią medyczną i tylko urząd wojewódzki ma pełen dostęp do systemu informującego o dostępności karetek - na tej podstawie dysponowane są zespoły. - W związku z trwającym protestem ratowników, w momencie przyjęcia zgłoszenia na pl. Bankowy nie było w okolicy dostępnej karetki, która mogłaby dotrzeć do pacjenta w stanie zagrożenia życia. Niezwłoczne podjęcie działań ratowniczych ma kluczowe znaczenie dla dalszego rokowania. Stąd w skład systemu ratownictwa medycznego wchodzą naziemne, wodne i lotnicze zespoły ratownictwa medycznego - aby pomoc kierować jak najszybciej - wskazała. - Niezrozumiałym jest, dlaczego przedstawiciele WSPRiTS "Meditrans" - nie mając dokładnej wiedzy o stanie zdrowia pacjenta, publicznie negują zadysponowanie pomocy do osoby w stanie zagrożenia życia - dodała.

Kraska: Brak dialogu między ratownikami a pracodawcami

- W kraju jest kilka miejsc, gdzie karetki nie wyjeżdżają do pacjentów - powiedział w poniedziałek wiceminister zdrowia Waldemar Kraska. - Problem, który jest w Warszawie, ale także w woj. kujawsko-pomorskim i w Wielkopolsce wynika z braku dialogu między pracodawcą a ratownikami - zaznaczył polityk.

Ocenił, że apel ratowników do marszałka województwa mazowieckiego Adama Struzika o odwołanie z funkcji m.in. dyrektora Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego "Meditrans" SP ZOZ w Warszawie jest "aktem rozpaczy". W weekend w stolicy w ramach protestu nie jeździła część karetek "Meditransu".

- Oni chcą pracować, oni są gotowi nieść pomoc Warszawiakom, ale potrzebują rozmowy, dialogu. A wiemy, że pan dyrektor przebywa w tej chwili na urlopie. Ta sytuacja nie jest komfortowa dla nas wszystkich, a szczególnie dla warszawiaków, którzy są w pewnym procencie pozbawieni pomocy, jeśli chodzi o ratownictwo medyczne - mówił.

Ratownicy medyczni podzieleni. Część twierdzi, że porozumienie z ministrem zdrowia nie obowiązuje, a protest trwa

Wiceminister na konferencji prasowej po spotkaniu z ratownikami warszawskiego "Meditransu" przypomniał, że 21 września Komitet Protestacyjny Ratowników Medycznych, Związek Pracodawców Ratownictwa Medycznego SP ZOZ i Ministerstwo Zdrowia porozumieli się w kluczowych kwestiach. Podkreślił, że na mocy tego porozumienia minister zdrowia zobowiązał się do zwiększenia od października budżetu na zadania ZRM w celu sfinansowania dodatku wyjazdowego. Pracodawcy zaś zobowiązali się do wypłaty od 1 października br. członkom ZRM dodatku wyjazdowego w wysokości 30 proc. wynagrodzenia zasadniczego dla pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę albo godzinowej stawki w przypadku umów cywilnoprawnych.

Pracodawcy zobowiązali się również do zapewnienia pracownikom zatrudnionym na podstawie umów cywilnoprawnych stawki za godzinę pracy nie niższej niż 40 zł. Wskazana stawka, jak zaznaczano, nie obejmuje dodatku wyjazdowego.

Według Kraski w większości placówek pogotowia na terenie kraju pracodawcy podpisali porozumienia z pracownikami.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL