Reklama

Reklama

RMF: Gleba w Krakowie skażona. Przekroczone normy

W próbkach gruntu obok składowisk przy ul. Dymarek w Krakowie stwierdzono m.in. 137-krotne przekroczenia dopuszczalnych wartości pestycydami i prawie 40-krotne WWA (wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych). W wodach podziemnych natomiast odnotowano przekroczenia m.in. manganu, arsenu i fenoli. Te ostatnie, według dr Mariusza Czopa z AGH są przekroczone i to znacznie. "W największym stężeniu i absolutnie katastrofalnym występują fenole, które przekraczają dopuszczalne normy 400 razy, czy nawet 500 razy" – wyjaśnia w rozmowie z RMF FM.

Przypomnijmy, że w październiku 2019 roku Główny Inspektorat Ochrony Środowiska przedstawił wyniki badań składowisk krakowskiej huty. Według WIOŚ, który podjął się ich interpretacji, odpady huty nie wpływają na wody podziemne, wody powierzchniowe oraz gleby.

Wtedy też w sprawę włączył się Urząd Miasta Krakowa. Urzędnicy Wydziału Kształtowania Środowiska chcieli upewnić się, co do stanu miejskich gruntów. Po rozeznaniu rynku wybrali firmę Geoeko, która miała przeprowadzić stosowne badania. 

Uwagi do zlecanych przez urząd badań miała Komisji Kształtowania Środowiska. Radni zwracali uwagę, że zakres tych badań powinien być dużo szerszy, a metody powinny być weryfikowane przez niezależnych ekspertów. Chodzi o sposób przeprowadzenia tych badań, liczbę i głębokość odwiertów. 

Reklama

- Po to są w naszej opinii eksperci i po to są uczelnie krakowskie, żeby można było skonsultować z nimi zakres badań  - podkreślał Łukasz Maślona, radny miasta Krakowa. Jak zaznaczał, badanie powinno objąć cały teren w obszarze huty, który należy do miasta czyli prawie 300 ha terenów. - Chcemy dowiedzieć się prawdy, więc badania muszą być dokładniejsze. To ogromny, 300-hektarowy teren, na którym ścieki, szlamy i odpady przez ponad pół wieku składował ogromny zakład produkcyjny. Jeśli chcemy, żeby zdrowie krakowian nie było zagrożone, musimy zrobić dokładne i porządne badania. Jeśli mieszkańcy mają tam kiedyś spacerować ze swoimi dziećmi, to musimy mieć 100 proc. pewności, że będą bezpieczni  - wyjaśnia radny. 

Rejon badań i wyniki

Do poboru próbek wybrano trzy działki w bezpośrednim sąsiedztwie składowisk odpadów. Jedną w okolicach osiedla Pleszów i dwie nieopodal przy ul. Dymarek i ul. Karowej. Otwory zostały wykonane zgodnie z kierunkiem spływu wód. Według studium zagospodarowania przestrzennego miasta Krakowa, o których mowa powyżej, to tereny budowlane.

- Zrobiliśmy trzy odwierty, zostało pobranych sześć próbek gruntu i trzy próbki wód podziemnych - tłumaczy Ewa Olszowska-Dej, zastępca dyrektora Wydziału Kształtowania Środowiska. 

- W próbkach gruntów, które zostały pobrane na głębokości do 25 cm stwierdzono przekroczenia wartości dopuszczalnych zanieczyszczeń pestycydami i substancjami ropopochodnymi. Jeśli chodzi o wody podziemne to tutaj stwierdzono przekroczenia: chlorków, fenoli oraz metal i pierwiastków takich jak: arsen, wapń, mangan oraz sód - tłumaczy. Czy to oznacza, że zanieczyszczenia przemieszczają się spod składowisk wodami podziemnymi? - Aby można było to potwierdzić lub wykluczyć, konieczne będą jeszcze dalsze analizy - tłumaczy Olszowska-Dej. Dopytywana o WWA, czyli wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, stwierdza, że "świadczy to o związkach ropopochodnych".

Inne zdanie na temat pochodzenia WWA ma dr Mariusz Czop, którego poprosiliśmy o wydanie opinii na podstawie wyników WKŚ. Naukowiec wyjaśnia, że wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne pochodzą z wielu różnych źródeł. Najważniejszym z nich jest - jak wyjaśnia - niecałkowite spalanie węgla, czy też węglowodorów lub biomasy.

W największych ilościach powstają one w przemyśle chemicznym, koksowniczym i metalurgicznym. Są to związki bardzo trwałe w środowisku, w obrębie którego głównie w glebach kumulują się przez wiele lat. Niestety charakteryzują się własnościami kancerogennymi i mutagennymi, stąd tak wysokie ich zawartości w badanych próbkach stanowią poważny problem ­- wyjaśnia.

Normy są przekroczone nawet 137 razy

Ponadto naukowiec wyliczył, że dla niektórych zanieczyszczeń normy są przekraczane i to znacznie. W badanych próbkach gleby wykryto bardzo wysokie stężenia kancerogennych i mutagennych pestycydów, dla których dopuszczalne normy są przekroczone nawet 137 razy. Na drugim miejscu występują wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (WWA), również bardzo niebezpieczne substancje rakotwórcze i mogące powodować zmiany genetyczne, które są przekroczone nawet do 40 razy. Do tego dochodzą dwukrotne przekroczenia stężeń substancji ropopochodnych z grupy olejów mineralnych - wyjaśnia dr Mariusz Czop z AGH. A w wodach gruntowych ? - pyta reporter RMF MAXXX. W wodach podziemnych sytuacja jest o wiele poważniejsza dlatego, że wszystkie badane próbki wody są V klasy jakości, najgorszej z możliwych. W największym stężeniu i absolutnie katastrofalnym występują fenole, które przekraczają dopuszczalne normy 400 razy, czy nawet 500 razy. Fenole są szkodliwe dla wszystkich organizmów żywych i także mogą powodować nowotwory i uszkodzenia genetyczne.

W wynikach WKŚ stężenia fenoli w wodzie podziemnej wynoszą w granicach od 1,5 mg/l do nawet 4 mg/l. Dr Czop wyjaśnia, że w przepisach prawnych pojawiają się dwie wartości normatywów dla stężeń fenolu w środowisku wodnym. Według Europejskiej Agencji Chemikaliów (ECHA) graniczna wartość stężeń fenolu w środowisku wód śródlądowych nie powodująca zagrożeń, tzw. "PNEC aqua - freshwater" wynosi 0,008 mg/l, czyli stężenia fenoli w zbadanych wodach podziemnych przekraczają ten poziom nawet 500 razy. Natomiast według normy dla III klasy jakości wody w Polsce, która wynosi 0,010 mg/l, stężenia fenoli w badanych próbkach są przekroczone do 400 razy.

Według specjalisty fenole jak i inne składniki wymywane są z kompleksu składowisk przy ul. Dymarek. Jest ono najbardziej prawdopodobnym, czy też najpoważniejszym ogniskiem zanieczyszczenia. Fenole w tym przypadku powstają w procesach "okołometalurgicznych", w niewielkich ilościach występują w odpadach lub ściekach przemysłowych, skąd przechodzą do wód podziemnych.  

Jak uważa Dr Czop woda podziemna nie tylko bezpośrednio przy składowiskach, ale również w pewnej odległości od nich ma najgorszą V klasę jakości. Powodem ich zanieczyszczenia jest składowisko, które według aktualnych przepisów w takiej lokalizacji nie mogłoby się znaleźć i nie ma wymaganych zabezpieczeń. Chodzi o izolację dna oraz systemów przejmowania i oczyszczania odcieków - dodaje.

Przypomnijmy fenole ale nie w aż tak dużych stężeniach występowały także w  pierwotnych wynikach badań WIOŚ, które inspekcja przesłała w piśmie do m.in. krakowskich radnych. Otrzymali je też, Dominik Jaśkowiec - przewodniczący Rady Miasta oraz Henryk Kowalczyk - minister środowiska, Paweł Ciećko - Główny Inspektor Ochrony Środowiska, Piotr Ćwik - wojewoda małopolski oraz Jacek Majchrowski - prezydent Krakowa.

Konieczna remediacja?

Wydział Kształtowana Środowiska zamierza teraz zgłosić wyniki swoich badań do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. To ta instytucja podejmie decyzję, czy zanieczyszczenie sięga takich wartości, że konieczna jest remediacja - wyjaśnia dyrektor Olszowska-Dej. Wyniki zostały też wysłane do Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska, bo jest też ważne to, aby stwierdzić ewentualne źródło tych zanieczyszczeń - przyznaje.

Dodajmy, że firma Geoeko w swoim sprawozdaniu informuje, że: "Nie znaleziono żadnych podstaw, aby wnioskować, że stwierdzone zawartości substancji w glebie, ziemi i wodzie podziemnej na terenie ww. działek, są pochodzenia naturalnego"

Sprawą składowisk odpadów zajmuje się prokuratura. Również Fundacja Frank Bold, zajmująca się prawem ochrony środowiska, złożyła do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska zgłoszenie bezpośredniego zagrożenia szkodą w środowisku.

Przemek Błaszczyk

Opracowanie: Monika Kamińska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL