Reklama

Reklama

Niedźwiedzie szaleją w Tatrach. Można je spotkać nawet w miastach

Niedźwiedzie coraz bardziej dokazują w Tatrach i to po obu stronach granicy. Coraz częściej można je spotkać już nie tylko na turystycznych szlakach, ale nawet na ulicach czy w przydomowych ogródkach.

- Jest ich dużo więcej w tym roku - mówi jeden z mieszkańców ulicy Bogdańskiego w Zakopanem, którą co roku jesienią odwiedzają niedźwiedzie. - Wczoraj na łące blisko Doliny Strążyskiej je widziałem, a cztery dni temu tutaj u sąsiada były cztery sztuki w ogrodzie. I zmieniły się godziny, bo kiedyś chodziły tylko późnym wieczorem, a teraz jest to ósma rano, albo 19 wieczorem - powiedział.

Także na Słowacji niedźwiedzie dają się we znaki mieszkańcom podtatrzańskich miejscowości. - Nasi pracownicy parku narodowego mówią, że jest rekordowa liczba spotkań z niedźwiedziami - zauważa Peter Dziurilla, dziennikarz słowackiej telewizji, który zajmuje się tą tematyką. - Wczoraj rano wyjeżdżaliśmy z domu, a na ulicy był przewrócony kosz i obok niego niedźwiedź. Jest to związane także z tym, że wielu właścicieli pensjonatów u nas nie zamyka swoich koszy i robią to celowo, żeby pokazać turystom, że maja ciekawa atrakcję, bo niedźwiedzie co noc do nich przychodzą - mówi.

Reklama

To bardzo niebezpieczne - ostrzega zastępca dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego Filip Zięba. - Robimy wszystko, by do takich sytuacji nie dopuszczać. Sytuacja jest taka, że niedźwiedzię próbują nam schodzić do miasta. Mamy z tymi niedźwiedziami problemowymi, stały kontakt. Mają one założone obroże GPS, co zdecydowanie ułatwia nam pracę. Próbujemy przeciwdziałać tym zejściom. Są one odstraszane. Oczywiście czasami te niedźwiedzie są sprytniejsze od nas, ale w jakimś stopniu staramy się doprowadzić do tego, by trzymały dystans do człowieka. Walczymy o to, by niedźwiedzie w dzień nie chodziły między ludźmi, a takie sytuacje mają miejsce po słowackiej stronie. Nam zależy na tym, żeby te niedźwiedzie czuły respekt do człowieka i trzymały bezpieczny dystans - mówi.

W TPN tym problemem na co dzień (i co noc) zajmuje się siedem osób. W ciągu ostatniego tygodnia odłowili oni i założyli obroże telemetryczne już czterem niedźwiedziom. Wszystkie z nich to były samice, które przyprowadzały do Zakopanego swoje młode.

Te niedźwiedzie są stale śledzone, dzięki sygnałom wysyłanym przez obroże i straszone. Czasami wystarczy, że w pobliżu pojawi się samochód służby parku, zrobi hałas i zaświeci światłami. Czasami jednak trzeba niesfornym niedźwiedziom "dać klapsa". Do tego wykorzystywane są specjalne gumowe kule, które nie wyrządzają zwierzętom krzywdy, ale dają sygnał, że w rejonie miasta nie są mile widziane.

Maciej Pałahnicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy