Reklama

Reklama

Spojrzeć w oczy postaciom Dolabelli. Wystawa malarstwa Tomasza Dolabelli w nowoczesnej oprawie

Połączenie baroku z nowoczesnością, zabawa światłem, kolorem i lustrzanym odbiciem aż wreszcie przeniesienie zwiedzającego do pełnej przepychu Wenecji - wszystko to łączy scenografia wystawy "Dolabella. Wenecki malarz Wazów" w Zamku Królewskim w Warszawie. Z autorką scenografii Żanetą Govenlock, rozmawiała Interia.

Interia: Zacznijmy od bohatera wystawy, Tomasza Dolabelli. 

Reklama

Żaneta Govenlock: - Wystawa jest poświęcona weneckiemu malarzowi, Tomaszowi Dolabelli, który działał w Polsce na zaproszenie Zygmunta III Wazy. Pracował na przestrzeni całej dynastii Wazów w I połowie XVII wieku. Obrazy, które są prezentowane na wystawie były malowane na zamówienie kościołów i klasztorów. Do dzisiaj tam wiszą i tam można je podziwiać, ale nie zawsze dobrze im się można przyjrzeć, bo często wiszą w miejscach, do których trudno dotrzeć. 

Ekspozycja ma niezwykłą oprawę, która dodaje jej głębi, kształtu. Opowiedzmy o niej. Powiedzmy o wyjątkowej scenografii wystawy.

- Opracowując scenografię nie szukałam inspiracji w bogatych wnętrzach kościołów, natomiast chciałam te barokowe obrazy pokazać w dość surowej i współczesnej aranżacji.

Wizję przestrzenną wystawy warunkuje wiele elementów między innymi architektura zastana wnętrz, w których planowana jest wystawa. Tutaj w Zamku, niektóre z nich są klasycystyczne, w miarę proste, część z nich niska, niezbyt dobrze dostosowana do takich działań. W związku z tym poszukiwałam charakterystycznych silnych form, które mogłyby się stać dominantami w poszczególnych salach pozwalając na wyraziste jednoznaczne prezentowanie dzieł. W wystawiennictwie elementy scenograficzne zawsze pełnią służebną rolę. Powinny jednak oddziaływać tak, by całość była interesująca i sugestywna. 

Opowiedzmy też o pracy scenografa wystaw, o Pani pracy. Jak wygląda od kulis przygotowanie ekspozycji? 

- Projekt wystawy zawsze powstaje na bazie scenariusza, który jest przygotowany przez historyka sztuki - autora myśli merytorycznej. Dla tej wystawy Jerzy Żmudziński zbudował scenariusz dwuczęściowy. Pierwsza część wprowadza widza w świat, w którym Dolabella kształtował się i wychowywał i gdzie budował swój warsztat malarski. To jest część poświęcona XVI-wiecznej Wenecji. Prezentowane tam obiekty pokazują jej bogactwo i przepych jej rzemiosła artystycznego. Poznajemy weneckie malarstwo, poprzez obrazy jeszcze nie samego Dolabelli, ale mistrzów ze szkoły weneckiej. Chodzi o pokazanie wzorców na podstawie których Dolabella się kształtował. Zadaniem scenografii w tej sali jest wciągnięcie widza w świat wenecki, zachwycić go bogactwem weneckiego rzemiosła, jego kunsztu i jednocześnie pokazać splendor tego miasta. Jednym z obiektów jest obraz pokazujący fragment XVI-wiecznej Wenecji. Powiększenia fragmentów tego obrazu wykorzystałam do iluzyjnego przeniesienia widza w tamten świat. 

Jakie to są fragmenty? Rozumiem, że dzięki nim zwiedzający może przenieść się w czasie. 

- Pierwsza część to abstrakcyjny fragment weneckiego nieba, aby poprzez błękit nieba i wody wprowadzić widza w gorący klimat Wenecji. Natomiast w drugiej sali są powiększenia pokazujące codzienne życie wenecjan nad kanałem. W zbliżeniu możemy przyjrzeć się ich strojom.

W sali, o której mówimy prezentowane jest rzemiosło artystyczne. W gablotach można obejrzeć wspaniałe weneckie szkło i koronki. Wenecjanie otaczali się ogromną ilością doskonałych tkanin, które sami produkowali. I właśnie jednym z elementów scenografii tej sali jest symboliczne przedstawienie weneckich welurowych draperii, które pojawiały się w pałacach.  Ale na wystawie nie jest to tkaninowa draperia tylko sugestia - tworzywowe faliste ściany, malowane farbą o odpowiednio dobranym kolorze i strukturze. Ważne jest jeszcze światło, które podkreśla rytmy i czerwony kolor tej "kotary". 

Ta przepiękna czerwień ma polski akcent... 

- Dalej w sali mamy księgę, w której pokazana jest rycina słynnego w owych czasach owada - czerwca polskiego. Z chitynowych pancerzy tych owadów był wytwarzany czerwony barwnik, który okazał się najdoskonalszym barwnikiem w tamtym czasie i był w ogromnych ilościach eksportowany z Polski, także do Wenecji. Służył jako pigment do wytwarzania farb malarskich i do barwienia tkanin. Dlatego ta czerwień została użyta jako kolor przewodni wystawy.

W jaki świat wkracza zwiedzający patrząc na obrazy Dolabelli?

- W kontraście do pierwszej części wystawy pokazującej bogactwo Wenecji, kolejne sale poświęcone malarstwu samego Dolabelli są dość surowe. Ponieważ większość obrazów była poddawana konserwacji, zanim przyjechała do Zamku, chciałam aby sale oddawały klimat pracowni konserwatorskiej, miejsca gdzie możemy się bardzo zbliżyć do tych obrazów. Obrazy zostały powieszone bardzo nisko, w przeciwieństwie do tego jak wiszą w kościołach i klasztorach.

Bardzo ważnym elementem jest to, że na co dzień obrazy są w większości w bardzo bogatej oprawie. Często są to rozrzeżbione złocone ramy lub silne przestrzenne detale architektoniczne.

Większość z tych obrazów przyjechała bez ram, co tworzyło wyzwanie, jak je powiesić, jak eksponować, żeby były efektowne. 

Jedna z sal prezentuje  obrazy lunetowe z Kościoła Mariackiego z Kaplicy Montelupich. Ich kształty są bardzo zaskakujące, nieregularne, wynikające z architektury. Powiesiłam je nisko na prostych, bryłowych ścianach bez elementów ozdobnych.

W budowaniu scenografii ważną rolę odgrywa światło. 

- Światło jest dla mnie bardzo istotnym elementem scenografii. Poświęcam dużo pracy na zaprojektowanie, realizację i ustawienie oświetlenia projektowanych wystaw. Każdy eksponat jest oświetlany oddzielnie, bardzo precyzyjnie i w przemyślany sposób. Obrazy są tak oświetlone, aby jak najwierniej odwzorować kolory, uczytelnić szczegóły i fakturę. Poza tym światło odpowiednio prowadzone jest medium budującym nastrój i klimat.

Na wystawie najlepiej widać to w sali, w której prezentowane są wielkoformatowe obrazy z klasztoru oo. Dominikanów w Krakowie. Wszystkie wyjęte z bogatej oprawy architektonicznej, niektóre z nich są półokrągłe. Pomysłem na ich pokazanie było zbudowanie świetlistych ścian, oderwanych od rzeczywistej architektury sali. 

Ściany wykonane są z konstrukcji szkieletowej ze sklejki i obleczone białą tkaniną ze światłem wewnątrz. Po powieszeniu na nich wielkich obrazów - stało się coś nieoczekiwanego. Obrazy dostały szczególnego blasku, tak jakby świeciły własnym, wewnętrznym światłem. Nawiązuje to do magicznych momentów kiedy czasem słońce przesuwając się gdzieś wysoko po ścianach kościoła trafi na fragment któregoś z obrazów i możemy  zobaczyć smugę oświetlającą jego fragment.

A kolejna sala? 

- W następnej sali wiszą dzieła, które przyjechały z różnych kościołów, najczęściej bez ram, w tym cztery obrazy z kaplicy królewskiej w kościele na Bielanach w Krakowie. Moją inspiracją do projektu prezentacji tych obrazów były skrzynie, w których obrazy zostały  przetransportowane między kościołem a wystawą. Zaproponowałam głębokie, proste ramy z niekonwencjonalnym  sposobem zawieszenia obrazów na stalowym krzyżaku. Starałam się uzyskać efekt zawieszenia tych wielkich obrazów w przestrzeni. Całość oświetlana jest poprzez tylny tkaninowy ekran, zapewniając rozświetlenie i odrealnienie całej formy. Natomiast same obrazy dostają światło od frontu.

Centralnym punktem sali jest obraz ołtarzowy "Zdjęcie z krzyża", który wisi w ogromnej, rzeźbionej złoconej ramie w  nawie głównej Kościoła Bożego Ciała w Krakowie, na wysokości ponad 20 metrów. Na wystawie został postawiony praktycznie na podłodze. Sięga do sufitu więc wypełnia całą wysokość sali. Obraz otoczony jest od tyłu złotymi ścianami w formie absydy (pomieszczenie na rzucie półkola, półelipsy lub wieloboku, dostawione do bryły budynku, często świątyni i otwarte do jej wnętrza - przyp.red.).

Przechodząc dookoła możemy poprzez szczelinę zobaczyć odwrocie obrazu. A stając przed obrazem, zaskakujące jest, że postaciom z obrazu możemy spojrzeć prosto w oczy. Dolabella nie tak to planował i dlatego może nam się wydawać, że sposób malowania jest dość schematyczny, brutalny, co paradoksalnie nadaje dziełom cechy malarstwa współczesnego.

A jak budowana jest scenografia wystawy? Skąd przychodzą inspiracje? 

- Proces zaczyna się od rozmowy ze scenarzystą, czyli osobą która opracowała wystawę od strony naukowej, stworzyła jej scenariusz i dokonała wyboru eksponatów. Ja dostaję scenariusz, który jest opisem idei wystawy wraz z  listą i zdjęciami obiektów.

Pierwszym konkretnym krokiem projektowym jest rozłożenie obiektów pomiędzy poszczególnymi salami. Jest to znalezienie kompromisu pomiędzy scenariuszem, wielkością i ilością sal oraz wymaganiami poszczególnych obiektów. To jest początek, a potem jest zastanawianie się nad rozwiązaniami plastycznymi, wyznaczeniem idei scenograficznej spajającej każdą część ekspozycji. W tym wypadku było to poszukiwanie sposobów na pokazanie bogactwa i potęgi ówczesnej Wenecji i skontrastowanie tego z prostymi i surowymi formami w dalszej części ekspozycji

A jak długo trwa praca nad przygotowaniem wystawy?  

- Bywają wystawy, które robi się dość szybko. Ale w tym wypadku byłam zaproszona do pracy nad scenariuszem ponad 2 lata temu. Przy wystawach, które są tak złożone merytorycznie ten  proces przeważnie tyle trwa.

Czy na jakieś elementy należałoby zwrócić szczególną uwagę? 

- Ważne w zaprojektowanej scenografii są elementy iluzji. Na przykład w jednej z sal eksponowany jest feretron (obustronnie malowany, przenośny obraz religijny - przyp. red.), przed którym umieściłam lustra. Wchodzący do sali widz ma wrażenie, że uczestniczymy w procesji, w której niesiony jest ten feretron. Dodatkowo lustra umożliwiają jednoczesne oglądanie tego dwustronnego obiektu z obu stron.

Warto też od czasu do czasu spojrzeć w górę. 

Uważam, że ciekawe jest  przedstawienie stropu ramowego. W oryginalnym wnętrzu jest on przymocowany do fizycznego stropu. Na wystawie też chciałam wyeksponować go nad głowami zwiedzających. Zaprojektowałam konstrukcję bazująca na elementach z których budowane są estrady na koncertach plenerowych. Więc jest widoczna współczesna forma słupów aluminiowych a pod nią wisi malowany strop z piękną bogato zdobioną pozłacaną ramą. Dużym wyzwaniem było oświetlenie tego stropu, aby widz z każdego miejsca mógł dobrze obejrzeć go, przy  jednoczesnym zachowaniu efektowności wnętrza.

Tu również zastosowałam lustra, ustawione skośnie, które od wejścia zawiadamiają widza, że jest tutaj coś interesującego do obejrzenia nad głową. Inaczej miałby poczucie, że wchodzi do pustej sali. 

Ważnym elementem wystawienniczym stosowanym na moich wystawach są różne formy multimediów. Tak i tutaj, na wystawę wprowadza widza wielka animacja wybranych fragmentów draperii z obrazów Dolabelli, rzutowana bezpośrednio na ścianę Wielkich Schodów.

Rozmawiała Ewa Wysocka 

Wystawa "Dolabella. Wenecki malarz Wazów" w Zamku Królewskim w Warszawie potrwa do 6 grudnia.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje