Reklama

Nie żyje 10-latek leczony w Łodzi. Zmarł na chorobę grypopodobną

Sezon infekcji wirusowych uderzył ze zdwojoną siłą i dotyka przede wszystkim najmłodszych. Z tego powodu szpitale dziecięce pękają w szwach. Niektóre placówki podjęły decyzję o zamknięciu swoich oddziałów. Smutny finał walki o zdrowie spotkał 10-letniego chłopca, który trafił na oddział intensywnej terapii. Mimo starań lekarzy, dziecka nie udało się uratować.

Do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi trafił 10-letni chłopiec z powodu ciężkiego przebiegu sezonowej, grypopodobnej infekcji. "Mimo przewiezienia dziecka na oddział intensywnej terapii, nie udało się go uratować" - wiadomość o tragedii przekazuje Dziennik Łódzki. 

W podobnym stanie na oddział trafił 16-latek. Jego organizm okazał się jednak silniejszy. Choć nie bez trudności, lekarzom udało się wyleczyć nastolatka. 

Grypa zaatakowała. Szpitale przepełnione

Szpitale w całej Polsce odnotowują lawinowy wzrost zachorowań wśród dzieci. Do największej takiej placówki w Gdańsku w ciągu miesiąca zgłosiło się 1300 najmłodszych pacjentów chorych na grypę i RSV - wylicza lekarz województwa pomorskiego Jerzy Karpiński. Podkreślił, że przez tydzień na Pomorzu zachorowało ponad 20 tys. dzieci i młodzieży.

Reklama

- Kiedy u dziecka występują objawy podwyższonej temperatury, kaszlu, bóle mięśniowe czy osłabienie, dziecko powinno otrzymywać bardzo dużą ilość płynów, ewentualnie leki przeciwgorączkowe i może pozostać w domu - powiedział Karpiński.

Zaznaczył, że jeżeli w ciągu dwóch dni u dziecka będzie utrzymywała się wysoka temperatura - dotyczy to zwłaszcza małych dzieci - to rodzice bezwzględnie powinni zgłosić się do lekarza.

"Obłożenie na oddziałach ratunkowych"

Na Pomorzu rodzice mogą zgłosić się do największej placówki - Szpitala Dziecięcego Polanki w Gdańsku albo do jednego z 16-tu szpitali specjalistycznych, które mają oddziały pediatryczne.

- W Szpitalu Dziecięcym Polanki w Gdańsku w poprzednim tygodniu nie było wolnych łóżek. Teraz są dwa, trzy wolne łóżka, ale to się może w każdej chwili zmienić - stwierdził lekarz wojewódzki.

- Na oddziałach ratunkowych również odnotowujemy obłożenie. Zdarza się, że w ciągu dnia na oddział zgłasza się od kilkudziesięciu do nawet 150 pacjentów - powiedział Karpiński.

Zaznaczył, że jeżeli nie ma zagrożenia życia, to pacjenci są odsyłani na dalsze leczenie do domów. - Nie mamy w tej chwili sytuacji, w której trzeba by było wyłączać oddziały pediatryczne czy lokować pacjentów na korytarzach - ocenił.

Zawieszona działalność pediatrii w Cieszynie

Inną decyzję podjął szpital powiatowy w Cieszynie. Ten zawiesza swoją działalność pediatryczną aż na trzy miesiące: od 1 stycznia do 31 marca 2023 r.  Dyrektor placówki Czesław Płygawko poinformował w piątek, że przyczyną jest "brak kadry medycznej, koniecznej do zabezpieczenia udzielania świadczeń".

Placówka podała, że najbliższe szpitale, w których mali pacjenci z Cieszyna i okolicy znajdą pomoc, to: "pediatryk" w Bielsku-Białej, Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju oraz Miejskie Zakłady Opieki Zdrowotnej w Żorach.

- Największe obłożenie łóżek dla dzieci jest w trzech województwach: podlaskim, podkarpackim i lubelskim. 0,5 proc. stanowią najmłodsi z COVID-19; 20 proc. - z wirusem RSV i ok. 10. proc. to dzieci z wirusem grypy - wyliczał w piątek wiceminister zdrowia Waldemar Kraska. Zaznaczył, że na Mazowszu jest więcej dzieci z grypą niż z wirusem RSV.

Wyraził nadzieję, że jesteśmy w szczycie zachorowań. - Nie chciałbym jednak wyrokować, czy w następnych tygodniach będzie faktycznie spadek zachorowań, bo być może - jeszcze nie - ocenił Kraska.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: pediatria | szpitale dziecięce | Grypa | śmierć dziecka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy