Reklama

Reklama

Fala porwała pięć osób. Koniec akcji ratunkowej w Jantarze

Akcja ratunkowa w Jantarze, gdzie pomocy potrzebowało pięciu plażowiczów, została zakończona. Służby nie odnalazły zaginionej osoby. Gdy silne fale porwały jedną osobę, inni utworzyli łańcuch życia, by do niej dotrzeć. Prąd był jednak tak silny, że topić zaczęły się cztery kolejne osoby. Udało się je wydobyć na brzeg. Dwie osoby były reanimowane i zostały przewiezione do szpitala.

Jak przekazał oficer prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Nowym Dworze Gdańskim kpt. Jakub Czaplicki akcja poszukiwawcza na lądzie i w wodzie została zakończona. - Nikogo nie udało się odnaleźć - podkreślił i dodał, że służby, które brały udział w akcji poszukiwawczej wróciły do swoich baz.

Oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Nowym Dworze Gdańskim sierż. szt. Karolina Figiel przekazała, że akcja nie zostanie wznowiona, ponieważ do tej pory służby nie otrzymały informacji o zaginięciu jakiejkolwiek osoby.

Wskazała, że plażowicze, którzy weszli do wody po godz. 13 i utworzyli łańcuch życia w poszukiwaniu osoby topiącej się, mogły zostać wprowadzone przez kogoś w błąd i w wodzie mogło nikogo nie być.

Reklama

Prąd porwał pięć osób

Rzecznik Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa Rafał Goeck przekazał, że SAR otrzymał zgłoszenie o 12.24. - Zostaliśmy zawiadomieni, że w wodzie topi się kilka osób - relacjonował Goeck. Dodał, że łańcuch życia, który utworzono w wodzie składał się z czterech osób.

Po dotarciu na miejsce, ratownicy ustalili, że trzy osoby biorące udział w łańcuchu życia znajdują się na brzegu, z czego dwóm podawany jest tlen, a jedna osoba jest resuscytowana. - Po kilku minutach ratownikom udało się odnaleźć w wodzie kolejną, nieprzytomną osobę - dodał Goeck.

Wskazał, że dwie osoby zostały przetransportowane śmigłowcami LPR do szpitali w Gdańsku i Olsztynie.

Goeck dodał, że wciąż trwa akcja poszukiwawcza osoby, która była poszukiwana przez poszkodowanych, którzy utworzyli w wodzie łańcuch życia.

Rafał Goeck ocenił, że warunki nie są odpowiednie do kąpieli, ponieważ fale mają ok. 70 centymetrów.

Niebezpieczne warunki na kąpieliskach wzdłuż Mierzei Wiślanej utrzymują się od kilkunastu godzin. Służby poinformowały, że we wtorek, również w Jantarze, w wodzie zginął 32-letni mężczyzna.

Na plaży obowiązywał zakaz kąpieli

Jak dowiedziała się Interia, na miejscu był zakaz kąpieli.  

Policjantka podkreśliła, że nad wodą wywieszone są czerwone flagi zakazujące kąpieli w morzu z uwagi na bardzo wysokie fale i silne prądy wsteczne. Mimo to część plażowiczów zbagatelizowała ostrzeżenia i weszła do wody.

- Spośród grupy tworzącej łańcuch życia pięć osób zostało porwanych przez falę. Wszyscy zostali wyciągnięci, lecz osoba, którą próbowali ratować, zaginęła - powiedziała oficer prasowa. - Jedna osoba jest reanimowana, dwie osoby są w stanie ciężkim, zaś kolejne dwie w stanie dobrym. Na miejsce przyleciało Lotnicze Pogotowie Ratunkowe - dodała.

Reanimacja trwała około 30 minut. Gdy poszkodowaną osobę zabierała pogotowie, miała czynności życiowe.

Policjanci ustalają wszystkie okoliczności zdarzenia oraz zabezpieczają miejsce zdarzenia.

Ratownicy nie mają jednak pewności, czy ktoś przebywa jeszcze w wodzie, bo na brzegu nie ma nikogo, kto zgłosiłby zaginięcie.

Pierwsze informacje podały media

Jako pierwszy o akcji poinformował trójmiejski reporter Radia Zet Maciej Bąk.

Informacje potwierdził także Dyrektor Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa Sebastian Kluska na swoim Twitterze.

Na miejscu pojawiła się ekipa Polsat News. Kamery pokazały, że morze jest wzburzone, ratownicy prowadzą akcję poszukiwawczą na pontonowych łodziach i skuterze, a inni z brzegu wypatrują poszkodowanego przez lornetki.  

Około pół godziny po otrzymaniu zgłoszenia, wpłynęło kolejne o innej osobie, topiącej się dwa wejścia dalej. Wyciągnęły ją osoby postronne. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy