"The Washington Post": Metoda Tuckera Carlsona
Tucker Carlson wyleciał z Fox News, wychwalał Rosję i krytykował atak USA na Iran, co nie spodobało się w Białym Domu. Wciąż jednak jest jednym z najbardziej liczących się głosów w USA. Wpływowy 56-latek niebywale zręcznie łączy znajomość z Donaldem Trumpem, antysystemowość, żonglowanie teoriami spiskowymi ze szczyptą prawdziwego dziennikarstwa.

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. Co piątek w ramach cyklu "Interia Bliżej Świata" publikujemy najciekawsze teksty opiniotwórczych zagranicznych gazet. Założony w 1877 r. dziennik "The Washington Post", z którego pochodzi poniższy artykuł, to najstarsza gazeta w USA. Jej dziennikarze 73-krotnie zdobywali nagrodę Pulitzera.
Kilka dni po amerykańskich nalotach na cele nuklearne w Iranie były dziennikarz Fox News, Tucker Carlson, złożył radykalną deklarację: "Myślę, że wycofam się odrobinę z internetu i dzięki temu będę mądrzejszą osobą".

Aby pokazać swoje zaangażowanie w życie offline, Carlson spędził następne trzy tygodnie na rozmaitych wywiadach: z komentatorem Saagarem Enjetim; prezydentem Iranu Masoudem Pezeshkianem; libertarianinem Scottem Hortonem; byłym komandosem Navy SEAL Robem O'Neillem; sekretarzem Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej Robertem F. Kennedym Jr; kongresmenką Marjorie Taylor Greene (republikanka ze stanu Georgia); reporterką Liz Collin; i byłym gospodarzem Fox News Claytonem Morrisem.
To blisko 14 godzin "wycofywania się z internetu" - w tym "płatne partnerstwa" z takimi firmami jak chipsy tortilla firmy Masa. - Mam ich pełen garaż - powiedział Carlson w reklamie, która pojawiła się w jego wywiadzie z Hortonem.
Atak Izraela i USA na Iran. Carlson wykorzystał "swój moment"
Wspomniane rozmowy tête-à-tête stanowią punkt kulminacyjny ekscytującego okresu w karierze Carlsona i jego niezależnego talk show. Był on jednym z tych, którzy najbardziej otwarcie wyrażali swój sprzeciw wobec ataków USA na Iran, a jego komentarze odbiły się echem w kluczowych okręgach.

"To oczywiste, że bardzo niewielu wyborców Trumpa poparłoby wojnę o zmianę reżimu w Iranie. Donald Trump głośno opowiadał się przeciwko takiemu lekkomyślnemu szaleństwu" - napisał Carlson 5 czerwca w poście na Facebooku.
Jak argumentował we wpisie, wojna z Iranem "mogłaby z łatwością zabić tysiące Amerykanów" już w pierwszym tygodniu jej trwania, a także doprowadzić do "załamania naszej gospodarki, ponieważ rosnące ceny ropy wywołują niemożliwą do opanowania inflację".
Niemniej 21 czerwca Trump przeciwstawił się wskazówkom Carlsona, gdy w operacji o nazwie Midnight Hammer siły amerykańskie uderzyły w obiekty nuklearne Fordow, Natanz i Isfahan. Operacja ta dała za to Carlsonowi nowy zestaw tematów do omówienia.
Główny atut Tuckera Carlsona i figura "elit"
Carlson pokazał, że aby przyciągnąć uwagę widzów, trzeba dużo mówić. Owo gadanie może dotyczyć praktycznie wszystkiego - od szkoleń żołnierzy marynarki wojennej, przez amerykańskie i izraelskie przypinki do klapy po bunkry - o ile pogadanka ta spełnia kilka kryteriów:
1) sytuuje Carlsona i jego sojuszników przeciwko często nieokreślonej grupie elit nienawidzących Ameryki;
2) nakreśla wizję katastrofy, które czeka nas wszystkich, jeśli owe elity dopną swego.

Kiedy w kwietniu 2023 roku Carlson stracił swój program nadawany o godz. 20 w Fox News, nikt nie był pewien, czy kiedykolwiek uda mu się wrócić do miejsca, w którym będzie mógł regularnie, w mediach głównego nurtu, wygłaszać swoje potępiające i obraźliwe sądy. Pamiętacie, jak stwierdził, że imigracja czyni Stany Zjednoczone "brudniejszymi"?
Nie, jak na razie nie odzyskał tego stopnia trollingowego potencjału. Odejście z Fox News oznacza bowiem koniec oglądalności w przedziale 3-4 miliony widzów, koniec lawiny reakcji w mediach społecznościowych i koniec z kubkami z twarzą Erika Wemple'a (dziennikarz "The Washington Post"; autor tego artykułu - red.).
Wpływy Carlsona w Białym Domu
Jednak kogo to wszystko obchodzi? Po zwolnieniu z Fox News Carlson zabezpieczył swoje wpływy u Trumpa, lobbując na rzecz JD Vance'a jako kandydata na wiceprezydenta USA, przemawiając na Narodowej Konwencji Republikanów, torpedując nominację Mike'a Pompeo do drugiej administracji Trumpa itd.
- Gdyby Tucker Carlson zdecydował, że chce być republikańskim kandydatem na prezydenta (w 2028 roku), myślę, że tak by się stało - ocenił niedawno Jonathan V. Last z Bulwark w rozmowie z Chrisem Cillizzą.

Dyskusja na temat ataków na Iran oraz ich reperkusji pokazała, że Carlson zawzięcie strzeże swojej pozycji, atakując wrogów, wychwalając Trumpa i oczywiście mówiąc, mówiąc i mówiąc.
Tak, on rzeczywiście nadal się liczy. Ale jak do tego doszło? Oto kilka spostrzeżeń:
Jest wręcz stworzony do robienia podcastów
W czerwcowym wywiadzie z senatorem Tedem Cruzem (republikanin ze stanu Texas), Carlson stwierdził w 72. minucie nagrania: "Chciałbym zakończyć, pytając cię konkretnie o to, jak może rozwinąć się sytuacja w Iranie".
Finalnie Carlson i Cruz paplali jeszcze kolejne 46 minut.
Spośród wszystkich ludzi, którzy prowadzą niekończące się podcasty, niewielu czuje się w tym formacie tak dobrze, jak Carlson. Był długodystansowcem, jeszcze zanim zraził się do Waszyngtonu (z wzajemnością). "Po jedzeniu, wodzie i seksie najsilniejszym ludzkim pragnieniem może być rozmowa z kimś interesującym" - napisał w 2003 roku w książce "Politicians, Partisans and Parasites: My Adventures in Cable News".

Fox News wychwycił ów dar gadaniny swojego pracownika. W lutym 2021 roku firma ogłosiła zawarcie z Carlsonem umowy "w celu dostarczania flagowych treści" dla swojej sieci streamingowej Fox Nation, co zapoczątkowało wysyp długich rozmów między nim a różnymi komentatorami na rustykalnym tle.
I wszystko działało, dopóki stacja nie zwolniła Carlsona po ujawnieniu jego prywatnej korespondencji - co miało miejsce za sprawą pozwu Dominion Voting Systems (Carlson podsycał teorie o sfałszowaniu wyborów prezydenckich w 2020 r. - przyp. red.). Do tej pory nieznany jest jednak dokładny powód jego zwolnienia.
Lubi się zgadzać
Kiedy w 2016 r. Carlson po raz pierwszy pojawił się na antenie Fox News w prime time'ie (moment największej oglądalności telewizji w ciągu dnia; zazwyczaj jest to okres między godz. 17 a 22 czasu lokalnego - red.), toczył regularne bitwy ze swoimi ideologicznymi przeciwnikami.
Jego strategia była następująca: krzyczał na nich i dogadywał, aż skończył mu się czas. Zauważyłem, że lewicowi antagoniści Carlsona stopniowo znikali z programu, co finalnie wytworzyło harmonijną atmosferę między gospodarzem a jego gośćmi.
Ta atmosfera - relaksujący format ogólnej zgody - przetrwała przeskok z Fox News do Tucker Carlson Network. To oczywiste, że Carlson zdobył rozgłos, wytykając Cruzowi brak wiedzy na temat Iranu, ale jego chlebem powszednim bynajmniej nie są bojowe tyrady. Preferuje raczej przyjacielskie rozmowy: o amerykańskim wywiadzie z Mattem Taibbim, o przygotowywaniu się do wielkiej katastrofy ze swoim sąsiadem, czy o wolności słowa z Glennem Greenwaldem.
Zauważyłem, że lewicowi antagoniści Carlsona stopniowo znikali z programu, co finalnie wytworzyło harmonijną atmosferę między gospodarzem a jego gośćmi.
- Przez cały czas dochodzisz do tych samych wniosków, co ja. Przynajmniej na Twitterze - powiedział Carlson Greenwaldowi w zeszłym roku.
"Dość umiarkowany"
Kiedy 13 czerwca Izrael rozpoczął atak na irańskie obiekty nuklearne, nawiązała się dyskusja na temat możliwego zaangażowania USA w działania wojenne na Bliskim Wschodzie. To była woda na Carlsonowski młyn, na której mógł dalej pichcić swoją antywojenną retorykę.
W swojej książce "Ship of Fools" z 2018 r. Carlson argumentował, że zarówno republikanie, jak i demokraci w ostatnich dziesięcioleciach dryfowali w kierunku entuzjazmu wobec rozmieszczania amerykańskich sił za granicą. "Charakterystyczną cechą amerykańskiej polityki zagranicznej jest, poza głupotą, niezachwiane poczucie własnej wartości. Bez względu na to, jak często jest w błędzie i ile katastrof nieumyślnie wywołuje, nigdy nie czuje się z tym źle" - napisał Carlson.
Jako że temat jest mu bliski, Carlson przekonywał na X o niebezpieczeństwach interweniowania, apelując jednocześnie do interwencjonistów, w tym gospodarzy Fox News Seana Hannity'ego i Marka Levina. Połączył się nawet ze Stevem K. Bannonem i obaj rozprawiali o tym, jak zaangażowanie USA w atak na Iran naruszyłoby filar MAGA - postulat zakończenia "odwiecznych" wojen. "Dość umiarkowane" podejście, zażartował Carlson w programie. Potem pogawędził sobie również z Cruzem.

I przebijał się. Jak donosi "The New York Times", doradcy Trumpa "zwrócili szczególną uwagę na wypowiedzi Tuckera Carlsona, wpływowego podcastera i byłego gospodarza Fox News, który był zdecydowanie przeciwny przyłączeniu się Stanów Zjednoczonych do Izraela w walce z Iranem. Niektóre komentarze Carlsona rozwścieczyły Trumpa, który zaczął narzekać na niego zarówno publicznie, jak i prywatnie".
O Trumpie można mówić różne rzeczy, ale jedno jest pewne: on wie, jak kogoś obrazić. - Nie wiem, co opowiada Tucker Carlson. Niech idzie do telewizji i powie to tak, aby ludzie go wreszcie wysłuchali - powiedział prezydent.
Atakuje, ale rozważnie
Przez wiele tygodni Carlson sprzeciwiał się ofensywie militarnej przeciwko Iranowi. Aż ta w końcu nadeszła. Czy to nie idealny moment na gniewną tyradę porywczego dziennikarza?
Zgadza się: zrugał Levina i Cruza. - Ci ludzie nie powinni mieć dostępu do żadnej władzy. Rzucili kostką w życie twoje i twoich dzieci - powiedział Carlson w programie Emily Jashinsky po tym, jak Trump ogłosił zawieszenie broni między Izraelem a Iranem.
- Zadaj sobie pytanie: Czy Mark Levin w ogóle martwi się o Stany Zjednoczone? Choć odrobinę? Odpowiedź brzmi: nie! - grzmiał na łączach.

Jeśli zaś chodzi o Trumpa, który autoryzował amerykańskie ataki, Carlson stwierdził: "Jestem bardzo wdzięczny, że doprowadził to do końca". Następnie przypisał prezydentowi powstrzymanie lobby opowiadającego się za zmianą reżimu w Iranie. - Myślę, że powinniśmy być mu wdzięczni. Myślę, że powinniśmy być wdzięczni Bogu - przekonywał.
To całkiem niezłe zagranie, Tucker. Ta urocza laurka pokazuje, że Carlson nie będzie narażał swojego dostępu do Trumpa z powodu jakiś zasad.
Gdy posłucha się Carlsona wystarczająco długo, można wyczuć jego desperacką chęć podkreślenia własnego znaczenia. Często robi to, cytując swoje rozmowy z Trumpem.
Szczypta dziennikarstwa
Krytycy Carlsona szydzili z niego za wywiad z prezydentem Iranu Pezeshkianem. Być może tęsknili za amerykańską tradycją grillowania pariasów, dyktatorów i zaprzysięgłych wrogów Stanów Zjednoczonych.

A może po prostu brakuje im nosa do newsów: Pezeshkian powiedział w wywiadzie m.in. że rząd Izraela próbował go zamordować. "The Wall Street Journal", "Newsweek", "The New York Post", Reuters, "Financial Times", "The Guardian" i inne gazety opisały tę rozmowę.
Epizod ten potwierdza wizerunek Carlsona jako jednego z największych "zmiennokształtnych" w historii amerykańskich mediów.
W jednej chwili wypluwa z siebie biały nacjonalizm, w następnej kłamstwo oświęcimskie, w kolejnej sprzedaje teorię spiskową na temat 6 stycznia (szturm na Kapitol Stanów Zjednoczonych - red.), by zaraz potem opowiedzieć o rzekomym ataku demona, który pozostawił go całego we krwi, obwinić aborcję za huragany, a przez moment zabrzmieć jak dziennikarz BBC.
---
Tekst przetłumaczony z "The Washington Post". Autor: Erik Wemple
Tłumaczenie: Nina Nowakowska
Tytuł i śródtytuły oraz skróty pochodzą od redakcji.
Więcej tekstów "Washington Post" możesz znaleźć w płatnej subskrypcji.







