Reklama

Reklama

Pierwszy raz w życiu poszłam do wróżki. To, co mi powiedziała, kompletnie mnie zaskoczyło

Spoconymi ze stresu dłońmi wybrałam numer mieszkania. Z domofonu rozległ się miły kobiecy głos. "Piąte piętro" - usłyszałam. Stres zaczął ustępować podekscytowaniu. Pierwszy raz w życiu szłam do wróżki. I zaraz miałam dowiedzieć się, jaka czeka mnie przyszłość.

Na co dzień wyznaję podejście rozsądne i poparte nauką. Nie wierzę w spiski ani w to, że szczepionki powodują autyzm, a homeopatia i wlewy z witaminy C leczą. Daleko mi do szurów i mądrości rodem z Instagrama Edyty Górniak czy Tamary Gonzales Perei. 

Mimo całego mojego rozsądku nie zaprzeczam istnieniu Boga czy podświadomym procesom myślowym, takim jak intuicja. Jestem przekonana, że o wielu sprawach wciąż nie wiemy, a nauka na obecnym etapie rozwoju nie jest w stanie wyjaśnić nam wszystkiego (choć liczę na to, że ludzkość dożyje czasów, gdy się to zmieni!).

Reklama

Pierwszy raz poszłam do wróżki

Wierzę też, że są osoby, które mają tak duży kontakt ze swoją duchowością, że ich poznanie jest głębsze i "widzą więcej" od innych. Składa się na to oczywiście zarówno wysoki poziom empatii i otwartości, ale możliwe, że i coś jeszcze. Coś, czego nie jesteśmy w stanie podporządkować zdrowemu rozsądkowi.

A że ostatnio w moim życiu nastąpiło sporo dużych zmian, które sprawiły, że zapragnęłam zacząć robić rzeczy, których zawsze chciałam spróbować, a na które nigdy wcześniej nie było ani czasu, ani przestrzeni, to stwierdziłam, że to dobry moment, by w końcu wybrać się... do wróżki.

Wróżka znaleziona w Google Maps

Zapewne dawniej do wróżki szło się z polecenia, lecz ja nie znałam nikogo, o kim wiedziałam, że odbywa takie wizyty. Zdecydowałam się więc na najprostszy możliwy krok - swoją wróżkę znalazłam w internecie. Po przejrzeniu Google Maps zdecydowałam się wybrać taką z największą liczbą pozytywnych opinii. 

Wróżka, którą wybrałam, oprócz setek komplementów, miała również profesjonalną stronę, z której dowiedziałam się, że jest autorką eksperckich artykułów do ezoterycznych pism. Zatem nie dość, że trafiłam na profesjonalistkę, to jeszcze na prawdziwą celebrytkę w swoim zawodzie! Pełna entuzjazmu napisałam maila z pytaniem o cenę jej usług.

Ile kosztuje wizyta u wróżki?

Odpowiedź ścięła mnie z nóg.

"Pełen rozkład kart Tarota na życie zawodowe, osobiste oraz uczuciowe plus odpowiedzi na pytania oraz wróżba na osobę ze zdjęcia to koszt 300 zł. Trwa od godziny do półtorej godziny." 

300 zł to było zdecydowanie więcej, niż byłam gotowa wydać. Ba, takich pieniędzy nie bierze ode mnie nawet moja terapeutka. Zdecydowałam się szukać dalej.

Stwierdziłam, że tym razem spróbuję po sąsiedzku. Znalazłam wróżkę, która przyjmowała w dzielnicy, w której mieszkam. Nie wyglądała tak profesjonalnie jak poprzednia i miała zaledwie kilka opinii, ale wszystkie pozytywne.

Telefon odebrała rzeczowa kobieta o miłym głosie. Okazało się, że za wizytę bierze 100 złotych, zatem było mnie na nią stać. Sprawnie umówiłyśmy termin i kilka dni później pojawiłam się pod wskazanym adresem.

Gdy dzwoniłam domofonem, drżały mi ręce. A co, jeśli to jakaś stara oszustka, która chce wyciągnąć ode mnie pieniądze? Jakaś oszołomka, która nie dość, że nagada mi bzdur, to jeszcze "przepowie" złe rzeczy i zostawi ze zmartwieniami?

Domofon dzwonił i dzwonił, aż w końcu się wyłączył. Nikt nie odebrał. Pomyślałam, że może niechcący pomyliłam numer mieszkania, więc na wszelki wypadek raz jeszcze sprawdziłam adres, po czym zadzwoniłam znowu. I znów to samo - cisza.

Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer wróżki, ale tu również nikt nie odebrał. Napisałam zatem wiadomość z prośbą o wyjaśnienie. "Albo o mnie zapomniała, albo wywróżyła, żeby mnie nie przyjmować, albo umarła" - pomyślałam z rezygnacją i wróciłam do domu.

Tego samego dnia dostałam wiadomość, że moja wróżka przeprasza, ale nie zapisała do mnie telefonu, a pilnie musiała iść do pracy, by zastąpić chorą koleżankę. Następne spotkanie mam gratis.

Rozkładanie kart Tarota - tak wygląda wizyta u wróżki

W końcu udało nam się spotkać. Mój stres wrócił ze zdwojoną siłą, ponieważ w międzyczasie dostałam ofertę pracy, którą wahałam się przyjąć. Trochę chciałam sprawdzić, czy mojej wróżce uda się wyczytać o tym z kart. Jeśli nie - będę miała pewność, że mam do czynienia z szarlatanką.

Drzwi otworzyła mi niska kobieta, ubrana w ciemne, zwiewne szaty i z namalowanym na czole niebiesko-złotym symbolem. Tuż zza niej na przywitanie wybiegł ku mnie mały, radosny piesek. 

Popatrzyłam na nią i nie mogłam powstrzymać nieufnego, kwaśnego uśmiechu. Dokładnie tak to sobie wyobrażałam. Ezoteryczna otoczka, która ma mnie wprowadzić w odpowiedni nastrój i stylówka godna Sybilli Trelawney z "Harry’ego Pottera". 

Po wejściu do mieszkania uderzył mnie mocny zapach kadzidła. Z głośników wydobywała się nastrojowa muzyka. Przedpokój był oddzielony ciemną kotarą od reszty mieszkania.

"Zapraszam do pokoju po lewej" - powiedziała kobieta. 

Wchodząc do niego, nie mogłam powstrzymać głośnego: "Wow". Ściany były obwieszone obrazami i zdjęciami. Kolorowe, psychodeliczne firanki odcinały dostęp do światła słonecznego. W centrum pokoju stał mały kwadratowy stół oraz dwa duże fotele. 

Kiedy usiadłyśmy, piesek mojej gospodyni momentalnie wskoczył mi na kolana i zajął strategiczną pozycję do pieszczot. Przyznałam na głos, że się stresuję.

- Dlaczego?

- W końcu będziemy rozmawiać o przyszłości. Trochę się martwię, że z kart wyjdzie coś złego.

- Nie ma powodu do obaw - odpowiedziała moja rozmówczyni z ciepłym uśmiechem. 

Tasując karty, zapytała mnie, czy przyszłam do niej z polecenia. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że mam teraz czas wypróbowywania nowych rzeczy w swoim życiu i że znalazłam ją w internecie. A że urzęduje blisko mojego domu i ma kilka dobrych opinii, to postanowiłam spróbować.

- Miałabym więcej opinii, bo mam wielu zadowolonych klientów, którzy do mnie wracają, lecz niestety ludzie wstydzą się pisać pod nazwiskiem, że byli u wróżki. Chociaż uważam, że pomimo że żyjemy w bardzo katolickim kraju, to łatwiej jest Polakom przyjść do wróżki niż pójść do terapeuty. Pokutuje myślenie, że do psychoterapeuty chodzą przecież tylko chorzy psychicznie, a nikt nie chce dostać takiej łatki.

Wróżka. Co się dzieje w pokoju za kotarą?

W końcu nadszedł czas wróżenia. Wróżka poprosiła mnie o trzykrotne przełożenie kart z talii ręką, którą nie piszę i wylosowanie z powstałej kupki kilku kart, które następnie rozłożyła przed sobą. 

- Widzę, że skończyłaś niedawno ciężką relację. Z człowiekiem, który cię zdominował, a nawet tobą manipulował. To już się skończyło, ale wyszłaś z tego nieufna wobec mężczyzn i generalnie ludzi.

Starałam się, by nie było widać, że mentalnie zbieram szczękę z podłogi. Skąd ona wiedziała? Mój zdrowy rozsądek podpowiedział mi, że kobiety po trudnych związkach to pewnie większość klientek siedzącej przede mną pani, więc mogła trafić w ciemno. Ostrożnie przyznałam jej rację.

- Przechodziłaś teraz przez bardzo trudny okres, ale nie martw się - on się wkrótce skończy. Otworzyło się też przed tobą nowe wyzwanie zawodowe, które da ci poczucie bezpieczeństwa i dobre pieniądze. 

Zbaraniałam. - To prawda, mam teraz atrakcyjną propozycję nowej pracy, wobec której mam bardzo pozytywne odczucia. Ale waham się, czy ją przyjąć. Mam ambitne plany dotyczące obecnej pracy, a tu nagle wyskakuje nowa oferta i to w branży, którą chciałam już na dobre zostawić.

- Z planami tak bywa, że życie je weryfikuje. I nagle okazuje się, że ma wobec nas zupełnie inne plany od tych naszych. Według kart ta oferta pracy przyszła do ciebie z góry. Nie wiem, czy wierzysz, czy nie wierzysz w Boga lub jakieś wyższe istoty, ale karty mówią, że otaczają cię one teraz szczególną opieką. Może w to wątpiłaś, może sądziłaś, że jesteś sama, bo było bardzo trudno, ale one są i cię wspierają. Ta praca jest od nich, to jest pomoc, dar dla ciebie. 

Moje oczy zaszły łzami. Próbowałam się opanować, ale było już za późno. Rozkleiłam się i zaczęłam przecierać oczy rękawami bluzy. Dokładnie tak się czułam po rozpadzie mojego związku. Było również trudno w kontekście zawodowym - jakiś czas temu zmieniłam branżę, zarabiałam mało i byłam zniechęcona. Moja nowa branża, która miała się okazać kreatywna i rozwijająca, w rzeczywistości oferowała same nudne projekty, przy których mój mózg się lasował. 

Wizyta u wróżki - czy warto?

Wyciągnęłam karty jeszcze dwa razy. Usłyszałam kilka pozytywnych zapowiedzi dotyczących przyszłości i jedną trudną prawdę na swój temat, z którą zdecydowanie się zgadzam.

- W kontekście pracy masz tendencję do zostawiania rzeczy, gdy tylko pojawiają się trudności. Jesteś trochę jak dziecko w piaskownicy, któremu ktoś zepsuł babki z piasku. A ono, zamiast zawalczyć lub spróbować postawić te babki od nowa, zbiera swoje manatki i przenosi się do innej piaskownicy. Nie zbudujesz nic solidnego w ten sposób. Tymczasem widać z kart, że pochodzisz z rodziny, gdzie wpojono ci wartości rozsądnego zarządzania pieniędzmi i zarabiania. Skorzystaj z tego.

Między słowami wróżka opowiedziała mi również co nieco o sobie. 

- Pochodzę z Mazur, moja matka i babka były szeptuchami. Ja też od dzieciństwa wróżyłam swoim przyjaciółkom, ale moja matka nie chciała, żebym szła tą drogą, co one. Chowała przede mną karty. Ale ja i tak grzebałam po całym domu, aż w końcu je znajdowałam - śmiała się. 

W pewnym momencie usłyszałyśmy dzwonek domofonu. To była następna klientka. Mimo że nie musiałam płacić za tę wizytę, to czułam się tak oczyszczona i zadbana, że wyciągnęłam z portfela pieniądze. 

Kiedy wyszłam na świeże powietrze, czułam, że z mojej klatki piersiowej zniknął ucisk, który siedział tam od dawna. W końcu poczułam nadzieję na lepsze. 

Patrząc na to doświadczenie z perspektywy czasu, gdy opadły już pierwsze emocje, widzę, że wiele rzeczy mogło wydarzyć się przypadkowo. Możliwe, że wcale nie było tam tyle magii, ile mi się wydawało. Wiem jednak jedno: wróżka, u której byłam, to z całą pewnością bardzo empatyczna kobieta, która umie czytać ludzi i sprawiać, że się przy niej czują lepiej. Ze spotkania wyszłam naładowana pozytywnie i z nadzieją, której tak dawno już nie czułam.

Całe doświadczenie było zatem tego warte.

Dane autorki do wiadomości redakcji.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy