Reklama

Reklama

Wyrok ws. immunitetu Igora Tulei. Sędzia Dariusz Mazur: To orzeczenie na politycznie zamówienie

- To jest orzeczenie na polityczne zamówienie - twierdzi w rozmowie z Interią sędzia Dariusz Mazur, rzecznik stowarzyszenia "Themis". Jest też przekonany, wyrok zostanie zaskarżony do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Przypomnijmy, w środę Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego prawomocnie uchyliła immunitet sędziemu Igorowi Tulei. W praktyce oznacza to, że prokuratura będzie mogła postawić mu zarzuty. Sędzia został również zawieszony w czynnościach orzeczniczych, a jego wynagrodzenie obniżone o 25 procent. To całkowita zmiana, bo w I instancji, w czerwcu tego roku, immunitet sędziego nie został uchylony.

Reklama

Jak był powód wniosku prokuratury? Chodziło o podejrzenie ujawnienia informacji ze śledztwa oraz danych i zeznań świadka w sprawie postępowania dotyczącego obrad Sejmu w Sali Kolumnowej sprzed niemal czterech lat (grudzień 2016), które zostało dwukrotnie umorzone przez prokuraturę. Rok później Sąd Okręgowy w Warszawie pod przewodnictwem Tulei uchylił decyzję prokuratury o pierwszym umorzeniu śledztwa. Sędzia zezwolił wówczas mediom na rejestrację ustnego uzasadnienia postanowienia sądu. Według prokuratury naraziło to prawidłowy bieg dalszego śledztwa.

Jak uzasadnił sędzia ID Sądu Najwyższego Piotr Niedzielak, "zachowanie, co do którego zezwoliliśmy na pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności karnej, było po prostu ewidentne".

- Przedmiotowa sprawa jest niezwykle ocenna i szczerze powiedziawszy wniosek prokuratora w tym zakresie jest co najmniej niedopracowany, zarówno w tej warstwie samego opisu czynu, jak i w warstwie uzasadnienia - powiedział Niedzielak. Dodał jednak, że "jeśli chodzi o zachowanie, które jest przedmiotem uchwały, co do którego zezwoliliśmy na pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności karnej, to w ocenie sądu odwoławczego ono jest po prostu ewidentne i nie trzeba prowadzić żadnych szczególnych dowodów, żeby uznać, że to uzasadnione podejrzenie popełnienia przez sędziego tego czynu zachodzi". - Wystarczający w tym względzie jest materiał utrwalony przez media, a w szczególności ostatnie nie mniej niż sześć, do 15 minut tego materiału - dodał.

Tymczasem, jak dzisiaj przekonuje sędzia Dariusz Mazur, zarządzając jawność, Tuleya "był absolutnie w prawie". - To sąd o tym decyduje. Zresztą, nie było sprzeciwu prokuratora. 

Jego zdaniem widać jednak, że rząd zaostrzył kurs, o czym świadczy również zapowiedź weta unijnego budżetu, ale także wyznaczenie Piotra Schaba na prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie. - To tak, jakby ktoś nam, sędziom, napluł w twarz - mówi Dariusz Mazur.

Przypomnijmy, Piotr Schab to rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych.

Sędzia Mazur przypomina, że "podstawą zawieszenia Tulei miało być to, że zarządził jawność posiedzenia przy rozpoznaniu zażalenia na postanowienie prokuratora o umorzeniu śledztwa". - Co ciekawe, Izba Dyscyplinarna SN zarządziła dzisiaj jawność posiedzenia również w sprawie, która jest na etapie postępowania przygotowawczego. Paradoksalnie, postąpiła podobnie jak sędzia Tuleya. W jego przypadku to ma być naruszenie prawa, ale w innym już nie. Jak widać, miara nie jest ta sama - twierdzi rzecznik Stowarzyszenia Sędziów Themis.

Co dalej? - Nie mam cienia wątpliwości, że nasze państwo będzie musiało zwrócić obcięte wynagrodzenie z odsetkami. Nie ma szans, żeby orzeczenie wydane przez organ, który nie jest sądem mogło utrzymać się w razie zaskarżenia do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka - mówi sędzia Mazur, przekonując, że "nie ma też wątpliwości, iż takie zaskarżenie będzie".



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy