Reklama

Reklama

Dr Monika Sajkowska: Dzieci bardzo rzadko ujawniają swoje traumatyczne doświadczenia

Po czym poznać, że dziecko może być wykorzystywane seksualnie, jak można mu pomóc, a czego na pewno nie robić w rozmowie z Justyną Kaczmarczyk wyjaśnia dr Monika Sajkowska, prezeska Zarządu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Eksperci podkreślają, że wykorzystywanie seksualne zostawia w dziecku ślad na lata. Jakie konsekwencje takich wydarzeń z dzieciństwa pozostają w dorosłym?

- Wycofanie albo agresja, autodestrukcja - próby samobójcze, samookaleczanie, zaburzenia odżywiania, depresja - to niektóre z konsekwencji traumatycznych przeżyć z dzieciństwa. Badania pokazują, że w około 1/3 przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci działa tzw. syndrome of resilience, czyli pojawia się pewna odporność. Dziecko przeżywa trudne emocje i cały ten dramat, natomiast nie ma konsekwencji związanych z zaburzonym funkcjonowaniem. W pozostałych przypadkach negatywne następstwa wykorzystywania seksualnego mogą zdeterminować całe życie skrzywdzonego dziecka.

Reklama

Kiedy powinna nam się zapalić czerwona lampka, sugerująca, że dziecko może być wykorzystywane seksualnie?

- Trzeba podkreślić, że poza objawami medycznymi, takimi jak uszkodzenia genitaliów, ślady spermy w narządach płciowych, ciąża czy choroby płciowe przenoszone drogą płciową, nie ma objawów, które są specyficzne tylko dla wykorzystywania seksualnego. Ale są takie, które mogą budzić podejrzenia, że do wykorzystania doszło. To m.in. zachowania seksualne dziecka nieadekwatne do etapu jego rozwoju.

Jak się przejawiają?

- Na przykład dziecko kompulsywnie się masturbuje, nawiązuje kontakty seksualne z innymi dziećmi, dotyka ich genitaliów w sposób, który nie jest rozwojowo uzasadniony. Także gdy używa określeń, których nie powinno znać, albo kiedy rysuje sceny przedstawiające akty seksualne lub symuluje je na zabawkach. Mogło się zdarzyć, że inspiracją do takich odtworzeni nie są doświadczenia dziecka, tylko to co zobaczyło na filmach pornograficznych. To jednak również jest krzywdzeniem dziecka - kontakt dziecka z przedstawieniami pornograficznymi również jest pewną formą wykorzystywania seksualnego. Podsumowując: zaburzenia relacji społecznych, autodestrukcja, nieadekwatne zachowania seksualne, zaburzenia zdrowia psychicznego - to główne kategorie konsekwencji. Ale pamiętajmy, że każdy przypadek jest inny. Takie objawy nie są jednoznaczne.

A co sprawia szczególną trudność w poznaniu, że dane dziecko jest krzywdzone?

- Charakterystyczne dla wykorzystywania seksualnego jest to, że dzieci bardzo rzadko ujawniają swoje traumatyczne doświadczenia. Często są manipulowane, zastraszane przez sprawcę, czasem boją się, wstydzą się, czują się winne, często w wyniku manipulacji, którą stosuje sprawca. Czasem boją się obciążać swoich najbliższych tą straszną sytuacją, która je spotkała. Niekiedy po prostu nie wierzą, że ktokolwiek im pomoże. Szacuje się, że jedynie około 10 proc. doświadczeń wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie jest ujawniane przez ofiary.

To mało.

- Tak, bardzo niewiele. Ale łatwo to zrozumieć. Mówimy o zdarzeniu czy zdarzeniach, w których najczęściej uczestniczy tylko dziecko i  sprawca. Nie ma świadków. Sprawca oczywiście nie ma interesu w ujawnieniu. Symptomy, które mogą zaobserwować inni są najczęściej niespecyficzne i nie są kojarzone z doświadczeniem wykorzystywania. Dziecko nie ma gotowości ujawniania - boi się, wstydzi, czuje się winne. To jest pułapka, z której bardzo trudno się wydostać.

Co może zrobić dorosły, który podejrzewa, że ma do czynienia z krzywdzonym dzieckiem?

- Po pierwsze należy zapobiegać temu, żeby w ogóle do wykorzystywania seksualnego doszło. Myślimy czasem, że dzieci są za małe, żeby je edukować na tak trudny temat. Edukacja seksualna dzieci jest często dużą trudnością dla rodziców, a rozmów o zagrożeniach wykorzystywaniem seksualnym nawet sobie nie wyobrażają. A tymczasem ważne jest, by przekazać dziecku podstawowe zasady: że są różne rodzaje dotyku, również te "złe", że intymne części ciała są chronione, że dziecko ma prawo powiedzieć "nie" i że zawsze, kiedy je coś niepokoi, może zwrócić się do rodziców o pomoc. To są zasady, które zrozumie nawet małe dziecko. Być może wtedy będzie bardziej asertywne, a w sytuacji, w której dzieje się coś złego, będzie, wiedziało, że może powiedzieć o tym rodzicom.

- Ale pytała pani o identyfikację sytuacji, gdy już doszło do skrzywdzenia. Zawsze kiedy widzimy, że w zachowaniu dziecka zaszła jakaś znacząca zmiana - było radosne, towarzyskie, a teraz izoluje się, jest zamknięte i smutne, kiedyś dobrze się uczyło, nagle zaczyna się mieć złe wyniki - to znak, że coś trudnego się dzieje. Trudno przesądzać co, dlatego tak ważny jest kontakt z dzieckiem i gotowość usłyszenia nawet bardzo trudnej prawdy. Zdarza się, że opiekunowie świadomie bądź nie, zaprzeczają symptomom, które obserwują. Nie chcą dowiedzieć się, co zdarzyło się dziecku, bo sami się tego boją i czują, że sobie z tym nie poradzą. Zostawiają dziecko same z tajemnicą. Znamy przecież historie, kiedy rodzice - mimo relacji dzieci o wykorzystywaniu - podpisywali petycje, żeby trener, dyrygent czy ksiądz nadal uczył ich dziecko, bo jest autorytetem, wspaniałym człowiekiem. Tak trudno jest się nam pogodzić z tym, że coś burzy obraz świata zbudowany na normach społecznych, naszych przekonaniach i potrzebach. Czasami, jeśli jakaś informacja do tego obrazu nie pasuje, odrzucamy ją, by rozwiązać ten dysonans poznawczy. Nie wierzymy dziecku, nie dostrzegamy jego cierpienia.

Jeśli jednak zauważymy objawy wykorzystywania, o których pani mówi, i co dalej? Jakie kroki podjąć?

- Musimy zapewnić dziecko, że to, co się zdarzyło, nie jest jego winą. Dzieci często obwiniają się, że pozwoliły na taką sytuację, a sprawca utwierdza je w tym przekonaniu. Nie możemy natomiast zapewnić dziecka, że zachowamy tę informację w tajemnicy. Mamy prawny i moralny obowiązek podjęcia interwencji, jeśli dowiadujemy się, ze doszło do wykorzystywania seksualnego małoletniego. Po raz kolejny zawiedlibyśmy zaufanie dziecka, gwarantując mu że to, co usłyszymy, zostanie między nami.

- Możemy powiedzieć dziecku, że takie sytuacje zdarzają się dzieciom. To ważne, żeby dziecko nie odczuwało stygmatu i osamotnienia. Ważna jest rozmowa i uprzedzenie dziecka, że musimy zgłosić taką sytuację. Powinniśmy przygotować je do udziału w procedurach karnych, które zapewne zostaną uruchomione, a dziecko prawdopodobnie będzie przesłuchiwane jako świadek w tej sprawie.

A co z odseparowaniem od sprawcy?

To jest oczywiście kluczowa sprawa. Trzeba zaznaczyć, że do wykorzystywania seksualnego dochodzi w bardzo różnych relacjach i sytuacjach. Często tragedia ma miejsce w domu rodzinnym, a sprawca to osoba spokrewniona z dzieckiem. Wówczas zapewnienie bezpieczeństwa dziecku spoczywa na osobach bliskich, które mogą je wspierać. Do wykorzystywania seksualnego dziecka może dojść też w szkole, klubie sportowym czy na parafii. Wtedy odpowiedzialni za bezpieczeństwo dziecka są nie tylko opiekunowie, ale też przełożeni podejrzanego i organy ścigania. W ich gestii jest zadbanie o to, żeby sprawca nie miał  kontaktu nie tylko z ofiarą, ale z dziećmi w ogóle.

Rozmawiała Justyna Kaczmarczyk.

***
Monika Sajkowska - doktor socjologii, adiunkt w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW w latach 1997-2007. Prezeska Zarządu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Inicjatorka i redaktorka naczelna kwartalnika "Dziecko Krzywdzone. Teoria, Badania, Praktyka" w latach 2002-2017.  Członkini rad społecznych Rzecznika Praw Obywatelskich i Rzecznika Praw Dziecka. Autorka i współautorka badań na temat problemu krzywdzenia dzieci w Polsce. Autorka publikacji naukowych i popularnonaukowych dotyczących problemu krzywdzenia dzieci.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy