Reklama

Reklama

Wygrał z sanepidem spór o kwiaciarnię na lodowisku. Pieniędzy nie odzyskał

Kiedy w czasie pandemii zamknięto obiekty sportowe, zamienił prowadzone przez siebie lodowisko w kwiaciarnię na lodzie. Za ten fortel szczeciński sanepid nałożył na przedsiębiorcę 60 tys. zł kary. Pan Tomasz udowodnił przed sądem, że decyzja urzędników była bezprawna. Ale sanepid, mimo wyroku, całej pobranej kwoty zwrócić mu nie chce. - To czysta złośliwość. Kara za to, że ośmieliłem się z nimi walczyć - mówi w rozmowie z Interią Tomasz Fornalski.

W styczniu ubiegłego roku mówiły o nim wszystkie media. Kiedy rząd ogłosił, że zamyka z powodu pandemii COVID-19 obiekty sportowe, właściciel lodowiska "Lodogryf" w Szczecinie zamienił ślizgawkę w kwiaciarnię na lodzie.

- Nie mogliśmy finansowo pozwolić sobie na zamknięcie lodowiska. Zdecydowaliśmy więc, że nie będziemy robić rekreacyjnych ślizgawek, a płytę lodowiska podnajęliśmy innemu podmiotowi, który prowadził na niej kwiaciarnię - mówi Interii Tomasz Fornalski, właściciel szczecińskiego lodowiska.

Reklama

Nie ukrywa, że oba podmioty gospodarcze chociaż "formalnie były odrębne, były sobie dobrze znane". 

Na środku lodowiska ustawiono kilka skrzynek z kwiatami. Klienci kwiaciarni mogli wejść lub wjechać na łyżwach na lodową płytę, by przyjrzeć się z bliska kupowanym kwiatom. Bo obostrzenia kwiaciarni nie obejmowały.

- To była próba przetrwania pandemii, opłacenia rachunków i kredytów - przyznaje Tomasz Fornalski.

Fanom łyżwiarstwa pomysł bardzo się spodobał. Sanepidowi mniej. W kwiaciarni na lodowisku pojawili się kontrolerzy w asyście policji. Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Szczecinie uznała, że "strona swoim zachowaniem stworzyła niewątpliwie znaczne zagrożenie epidemiologiczne" i nałożyła karę za "niezastosowanie się do czasowego ograniczenia prowadzenia działalności związanej ze sportem i rekreacją". Karę najwyższą z możliwych. 30 tys. zł dla właściciela lodowiska i 30 tys. zł dla właścicielki kwiaciarni.

Sąd administracyjny karę unieważnia. "Wydana z naruszeniem prawa"

Fornalski z decyzją się nie zgodził, ale machina ruszyła. Pieniądze z kont lodowiska i kwiaciarni ściągnął urząd skarbowy.

- Zabrali prawie 70 tys. zł. A my wkroczyliśmy na ścieżkę odwoławczą. Najpierw walczyliśmy z Powiatową Stacją Sanitarno-Epidemiologiczną, potem wojewódzką. Kiedy to nie przyniosło skutku, poszliśmy do sądu. I tam wygraliśmy - tłumaczy Tomasz Fornalski.

19 sierpnia 2021 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie uchylił decyzję szczecińskiego sanepidu uznając, że była ona bezprawna. Uzasadnienie sądu było dla inspektorów stacji sanitarno-epidemiologicznej miażdżące.  

Ale razem z wygraną sprawą historia pana Tomasza się nie zakończyła.

Wyrok jest, całej zabranej kwoty nie ma

- Po wielkich bojach, po 3 miesiącach od wyroku, oczywiście, z monitorowaniem, proszeniem, grożeniem, sanepid łaskawie oddał nam po 30 tys. zł. Ale nic ponadto. Z odsetkami i kosztami egzekucyjnymi są nam dłużni jeszcze około 11 tys. zł. Wyrok mówi, że nałożenie kary było bezzasadne. Więc jeśli jest bezzasadne, to wszystkie koszty które zabrali, powinni nam oddać. Wygraliśmy, więc nie powinniśmy być stratni jako podmiot. A jesteśmy. Kompletnie tego nie rozumiemy - mówi Tomasz Fornalski.

Opowiada, że od czasu wyroku wielokrotnie pisał do szczecińskiego sanepidu z zapytaniem, gdzie są jego pieniądze.

- Nawet się nie pofatygowali, żeby cokolwiek mi odpisać. Może czasu nie mają, bo puścili inspektorów na miasto, żeby ściągnęli kary i z tych mandatów na nasze odsetki zbierają? - ironizuje Fornalski. Ale do śmiechu wcale mu nie jest. - Przez to, że bezprawnie przez osiem miesięcy dysponowali naszymi pieniędzmi, cały sezon letni nie mieliśmy środków na przygotowanie się do zimy. Nie jest to 5 zł, które możemy im podarować - dodaje.

Północna Izba Gospodarcza: To sytuacja zdumiewająca i nie do zaakceptowania

Sprawa pana Tomasza jest doskonale znana Północnej Izbie Gospodarczej. Jak się okazuje, jego przypadek nie jest odosobniony.

- To sytuacja kompromitująca polski wymiar sprawiedliwości oraz osoby opracowujące przepisy administracyjne dotyczące karania przedsiębiorców w czasie pandemii - mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej. - Obciążanie przedsiębiorców kosztami windykacyjnymi i odsetkami od niesłusznie nałożonych kar finansowych to sytuacja zdumiewająca i nie do zaakceptowania. Niestety potwierdza to nasze wcześniejsze wrażenia: w przypadku lockdownów dochodziło do niesprawiedliwych i dotkliwych działań wobec przedsiębiorców. Ilu z nich upadło przez takie działanie? Ilu zamknęło firmy, a nie dostało odpowiedniej pomocy w czasie pandemii? Tak naprawdę do dzisiaj nie znamy skali gospodarczych konsekwencji pandemii. Wiele firm po prostu zniknęło - dodaje Hanna Mojsiuk.  

O tym, że bezprawnie nałożona kara powinna zostać zwrócona przedsiębiorcy razem z odsetkami od chwili wpłaty do chwili zwrotu i kosztami egzekucji przekonani są też prawnicy.

- Stanowisko organów, które odmawiają z urzędu zwrotu kosztów postępowania windykacyjnego jest błędne. Zobowiązanego nie mogą obciążać koszty postępowania egzekucyjnego wszczętego i prowadzonego w wyniku decyzji, uchylonej następnie przez organ odwoławczy lub wydanej na podstawie przepisu prawa, którego niezgodność z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej orzekł Trybunał Konstytucyjny. Takie stanowisko znalazło potwierdzenie w orzecznictwie sądów administracyjnych - tłumaczy Marek Gola, adwokat z Kancelarii Adwokackiej Duraj Reck i Partnerzy.

- My apelujemy do Ministerstwa Finansów o przygotowanie przepisów, które będą adekwatne do sytuacji, jaka ma miejsce, gdy sądy podejmują decyzje o uchyleniu kary - mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Tomasz Fornalski: Będę pozywał pracowników sanepidu

Szczeciński przedsiębiorca w zmianę przepisów nie wierzy. Zamierza, prócz walki o odsetki i koszty egzekucji, pójść o krok dalej. Planuje pozwać inspektorów sanepidu o utracone dochody.

- Ja przez to wszystko przeżyłem koszmar. Jak przychodzili urzędnicy i mówili: "Ale rząd dał panu pieniądze", to krew mnie zalewała, bo my guzik dostaliśmy. Obiekt jest sezonowy, pracowników na etacie nie ma, tylko na umowach zlecenie na sezon, więc nic nam się nie należało. Wszyscy nas kontrolowali. Pani z Państwowej Inspekcji Pracy zadzwoniła i powiedziała: "Panie Fornalski, wiem że pan dużo przeżył, ale mi kazali zrobić panu kontrolę". Powiedziała to wprost - opowiada właściciel szczecińskiego lodowiska.

I dodaje: - Nie odpuszczę. Nie można tego odpuścić, bo to nie fair. Sądy masowo uchylają kary za otwieranie sklepów, restauracji, siłowni i innych obiektów zamkniętych w czasie pandemii, więc spraw takich jak moja będzie więcej - podsumowuje przedsiębiorca.

Zapytaliśmy szczeciński sanepid o sprawę pana Tomasza. Do momentu publikacji odpowiedzi nie otrzymaliśmy. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy