Reklama

Reklama

Pacjentka, która po ciężkim udarze urodziła córkę, wraca do zdrowia

Po udarze stan ciężarnej 21-latki był krytyczny. Na szczęście historia pani Pauliny znalazła radosne zakończenie. Pacjentka pół roku spędziła w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Katowicach, gdzie lekarze pomogli jej i sprawili, że dziecko bezpiecznie przyszło na świat.

Pani Paulina była w drugim miesiącu ciąży, kiedy w marcu zgłosiła się do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Szpitala Powiatowego w Zawierciu. Uskarżała się na ból głowy, miała trudności z mówieniem i utrzymaniem równowagi. Po kilku godzinach pobytu na SOR-ze jej stan się znacznie pogorszył. Wreszcie, przewieziono ją Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Katowicach-Ligocie.

- Paulina trafiła do nas w stanie krytycznym. Wymagała wielokierunkowego leczenia. Dobór każdego leku musiał być przez nas oceniany bardzo indywidualnie i trzeba było dokonywać niezwykłego bilansu zysku i strat, mając zawsze na uwadze, że  leczymy dwóch pacjentów - mówi prof. Łukasz Krzych, kierujący Oddziałem Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Katowicach. To właśnie tam najpierw pani Paulina była leczona.

Reklama

Mama walczyła z całych sił

Po 56 dniach została przeniesiona na Oddział Rehabilitacji Neurologicznej, gdzie spędziła kolejne 4,5 miesiąca. Później trafiła na Oddział Ginekologii i Położnictwa, gdzie kilka dni temu urodziła córkę

- Staraliśmy się ją przygotować jak najlepiej do przyszłych funkcji, żeby mogła sprawować opiekę nad swoim dzieckiem - mówi dr Elżbieta Zych-Twardowska, neurolog. Dodaje, że nie było to łatwe zadanie. - Pacjentka miała porażone mięśnie twarzy, gardła i języka. Nie mogła mówić, nie mogła połykać. Kontakt z nią był niewerbalny, tzn., że mogła się z nami porozumiewać, otwierając i zamykając oczy. Dodatkowo była czterokończynowo porażona - wymienia dr Zych-Twardowska.

Kiedy opuszczała oddział, chodziła już o własnych siłach, korzystając jedynie z tzw. balkonika. Było to możliwe dzięki ogromnej, codziennej pracy rehabilitantów i samej pacjentki.

Prawdopodobnie w środę pani Paulina wraz z córeczką opuszczą szpital i będą mogły wrócić do domu. - Czuję się dobrze, córeczka jest zdrowa  - mówi 21-latka, karmiąc piersią.

- To duża zasługa szpitala przede wszystkim i Pauliny. Jej determinacja dała tutaj dużo. No i silne dziecko, tak, jak mama. Szczęśliwy jestem, że udało nam się z tego wyjść - dodaje pan Damian, partner pacjentki. Przed panią Pauliną jeszcze długa rehabilitacja i diagnostyka. Do tej pory nie udało się ustalić, dlaczego u młodej kobiety doszło do udaru.

Kontrole na SOR w Zawierciu

W zawierciańskim szpitalu, do którego zgłosiła się w marcu pani Paulina, odbyły się kontrole NFZ i Rzecznika Praw Pacjenta. Wynika z nich, że diagnostyka w przypadku chorej była bardzo powolna, brakowało też dokumentacji medycznej. NFZ nałożył na szpital 154 tys. zł. kary.  Postępowanie w sprawie ewentualnego narażenia kobiety na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez personel zawierciańskiego szpitala prowadzi też prokuratura.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje