Reklama

Reklama

USA: Niemowlę umiera w żłobku. Rodzice winią personel placówki

Tragedia w żłobku w Homestead na Florydzie w USA. Dziewięciomiesięczne niemowlę zmarło w trakcie pobytu w placówce. Rodzice chłopca twierdzą, że dziecko udałoby się uratować, gdyby personel żłobka odpowiednio wykonał resuscytację. Do mediów wyciekło nagranie, które pokazuje, co działo się w ostatnich chwilach życia dziecka.

Wydarzenia, o których pisze serwis Atlanta Black Star rozegrały się 18 lipca w Homestead na Florydzie w USA. Dopiero teraz wyciekło jednak nagranie ze żłobka, na którym widać ostatnie chwile życia dziewięciomiesięcznego Tayvona Tomlina. Rodzice walczą również przed sądem o pociągnięcie do odpowiedzialności pracowników placówki, którzy ich zdaniem nie udzielili ich dziecku odpowiedniej pomocy medycznej.

Dziecko nagle przestało oddychać

Wszystko działo się w żłobku Lincoln-Martí Child Care w Homestead. Dziewięciomiesięczny chłopiec znajdował się w pokoju razem z siedmiorgiem innych dzieci. Wszystkie maluchy nadzorować miała tylko jedna osoba, co jak dowodzą w pozwie rodzice dziecka, jest niezgodne ze stanowym prawem. Do pokoju przychodził jeszcze jeden pracownik, który pomagał przy opiece, głównie przy karmieniu dzieci.

Reklama

Ok. godz. 12:50 opiekun zauważył, że niemowlę nie reaguje. Wtedy zaczęło się gorączkowe udzielanie pomocy. Rodzice chłopca twierdzą jednak, że pomoc medyczna ze strony opiekunów była niewystarczająca. Dowodzić temu ma nagranie, które jest w posiadaniu redakcji opisującej tragedię.

Pracownicy nie umieli wykonać resuscytacji?

Jak czytamy, resuscytacji dokonywano w powietrzu. Zamiast położyć dziecko na płaskiej powierzchni i wykonywać usta-usta, pracownik robił to na stojąco. W pewnym momencie do opiekuna podbiegają dwie inne osoby. Jedna dzwoni po karetkę, druga bierze dziecko, przewraca je na bok i masuje mu plecy.

Dziewięć minut później w żłobku pojawiają się ratownicy, którzy zabierają chłopca do szpitala. O godz. 14:00 dziecko jednak umiera.

Rodzice niemowlęcia oskarżają, że ich dziecko nie było pod właściwą opieką, a odpowiednio wykonana resuscytacja mogłaby ocalić życie ich syna. - Nie możemy uwierzyć, że personel nie był odpowiednio przeszkolony, że pracowników było za mało do opieki nad dziećmi. Jak wszyscy rodzice, byliśmy przekonani, zostawiając syna w żłobku, że będzie on tam bezpieczny - mówią rodzice chłopca.

Jak dodaje serwis, wciąż nie jest jasne, jaka była dokładna przyczyna śmierci dziecka i co się stało, że dziewięciomiesięczny chłopiec przestał nagle oddychać. Rodzina wciąż czeka na raport od lekarza sądowego. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy