Reklama

Reklama

Ogromny rekin wskoczył na łódź rybacką. "Mieliśmy szczęście"

Rekin wskakujący... prosto na niewielką łódź - taką "przygodę" przeżyli uczestnicy wypadu na połów u wybrzeży Nowej Zelandii. Drapieżnik złapał przynętę, po czym nagle znalazł się na pokładzie. "Bardzo się baliśmy" - relacjonowali świadkowie.

Kilka dni temu Churchys Charter, Ryan Churches i pięciu innych pasażerów udali się na połów u wybrzeży miasta Whitianga w Nowej Zelandii. Nagle na łódź wskoczył... rekin ostronosy, który złapał przynętę. Wędkarze stanęli z nim oko w oko. 

"Walczyliśmy z nim normalnie, a on wił się po pokładzie. Powiedziałem klientom, żeby się do niego nie zbliżali" - podkreślił Churches w rozmowie z "New Zealand Herald".

Nim drapieżnik odpłynął, miotał się i uderzył ciałem w przednią szybę łodzi. Koniec końców, wrócił do wody bez pomocy człowieka. "To było szalone. Bardzo się baliśmy" - dodał Churches.

Reklama

Jak podano, ten okaz rekina ostronosego mógł ważyć około 150 kilogramów i mierzyć od dwóch i pół do trzech metrów długości.

Prawie wskoczyła w paszczę rekina

Na początku miesiąca Ocean Ramsey, badaczka zajmująca się tematyką morską, opublikowała w mediach społecznościowych wideo, które wielu mogłoby przyprawić o dreszcze. Właśnie chciała zanurkować, gdy wprost w jej stronę wypłynął spory rekin tygrysi z otwartym pyskiem. Kobieta musiała wejść z powrotem na pokład, by uniknąć najgorszego.

Ramsey powiedziała amerykańskiej stacji telewizyjnej, że zna tego konkretnego osobnika od prawie 20 lat - i był podekscytowany widząc "ją" ponownie. - Rekiny takie jak "królowa Nikki" są rzadkością, nie mówiąc już o spotkaniu - a mam na swoim koncie tysiące nurkowań i dziesięciolecia doświadczenia - przekazała w swojej relacji ze zdarzenia. - To jeden z moich absolutnie ulubionych rekinów tygrysich - wyznała.

Rekin także w Grecji

Z kolei w sierpniu u wybrzeży greckiej wyspy Kos również zauważono tego drapieżnika.

Zwierzę miało około 3,5 metra długości i wpływało kilkanaście metrów od brzegu. W tym czasie w wodzie byli plażowicze. - Przyjeżdżamy na Kos od 20 lat i nigdy nie widzieliśmy czegoś takiego - mówili turyści dla "The Sun". 

Rekin pływał około 15 metrów od brzegu plaży Kamari. - Dopiero wyszedłem z wody i cieszę się, że to zrobiłem - nie chciałem być jego kolejnym posiłkiem - mówił dla "The Sun" świadek zdarzenia. 

Na widok drapieżnika udzie uciekali z wody. Zwierzę miało około 3,5 metra długości. Plażowiczom udało się nagrać niespodziewanego gościa w wodzie. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy