Reklama

Reklama

Gen. Roman Polko: Spirala nienawiści będzie się nakręcać

- Należy spodziewać się uderzenia odwetowego Iranu. Nie w formie otwartej wojny, ale znów jakichś akcji terrorystycznych – mówi Interii gen. Roman Polko, po zabiciu przez USA irańskiego generała Kasema Sulejmaniego. Nasz rozmówca analizuje też możliwe konsekwencje dla Polski.

W czwartek późnym wieczorem w ataku wojsk amerykańskich w Bagdadzie zginęli irański generał Kasem Sulejmani, dowódca elitarnej jednostki Al Kuds i jeden z dowódców irackiej milicji Abu Mahdi al-Muhandis. Irańczycy zapowiedzieli "energiczną" zemstę na USA.

Associated Press podkreśla, że śmierć Sulejmaniego i al-Muhandisa może okazać się punktem zwrotnym w sytuacji na Bliskim Wschodzie i bez wątpienia spotka się ostrym odwetem ze strony Iranu i sił przez niego popieranych przeciwko interesom amerykańskim i izraelskim.

"Ataki i odwety"

- Przede wszystkim Donald Trump odpowiedział zdecydowanie na atak na ambasadę USA. I to uderzył w coś, co Stany Zjednoczone bolało od dawna - został zabity szef jednostki specjalnej, która dawała się we znaki USA od lat. Zostało to jednak zrobione w sposób, który będzie tylko nakręcał wzajemną spiralę nienawiści i zaogniał relacje. Potrzeba natomiast czegoś innego - łagodzenia konfliktu - przekonuje w rozmowie z Interią gen. Roman Polko.

Reklama

Jego zdaniem Iran odpowie Stanom Zjednoczonym, ale nie powinno dojść do otwartego konfliktu. Wciąż ma on przybierać formę "ataków i odwetów".

- Należy spodziewać się uderzenia odwetowego Iranu. Oczywiście nie w formie otwartej wojny, ale znów jakichś akcji terrorystycznych, do których dochodziło też wcześniej. Samo zabicie jednego dowódcy nie likwiduje problemu. Jednostka dalej funkcjonuje, a po Selejmanim przecież będzie następny, który pewnie zechce pokazać, że nie jest gorszy. Zaognienie tego konfliktu prowadzi jedynie do destabilizacji, głównie w sferze gospodarczej - uważa Polko.

Jakie konsekwencje dla Polski?

Polska jest sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, więc powstaje zasadne pytanie, czy sytuacja na Bliskim Wschodzie nie odbije się rykoszetem na Warszawie. Smaczku sprawie dodaje fakt, że przecież kilka miesięcy temu to w stolicy Polski odbyła się międzynarodowa konferencja, której organizacji głośno sprzeciwiał się Iran. Irańscy politycy mówili wprost, że jest ona wymierzona w ich kraj.

- Polska, tak jak wszyscy, odczuje skutki tego ataku na poziomie gospodarczym. Ceny ropy przecież już poszły w górę. Z drugiej strony Polska przed pamiętną konferencją w Warszawie miała dobre relacje z Iranem. Konferencja okazała się zgrzytem, ale z perspektywy czasu te relacje tak bardzo się nie pogorszyły. Najsensowniejsze, z punktu widzenia Warszawy, byłoby włączenie się w negocjacje łagodzące konflikt - dodaje gen. Polko.

Były dowódca GROM jednocześnie nie spodziewa się radykalnego zaostrzenia konfliktu. Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Iran, mają jego zdaniem zbyt wiele do stracenia w oczach społeczności międzynarodowej.

- Iran oczywiście mógłby uderzyć mocniej, ale współczesny świat prowadzi działania polegające na pełzającej wojnie na pograniczu otwartej. Tak pewnie miałoby to wyglądać. Wypowiedzenie otwartej wojny wiązałoby się z międzynarodowym potępieniem, a tego nie chce nikt - mówi.

Łukasz Szpyrka

Zobacz też: Jak zginął Kasem Sulejmani? Zwłoki rozpoznano po sygnecie

Reklama

Reklama

Reklama