Reklama

Reklama

12-latek padł ofiarą internetowego wyzwania? Lekarze nie dają mu szans na przeżycie

Tragiczna historia z Wielkiej Brytanii. 12-letni chłopiec czeka na eutanazję po tym, jak lekarze stwierdzili poważne uszkodzenia jego mózgu. Dziecko prawdopodobnie wzięło udział w wyzwaniu na TikToku, zwanym "blackout challenge". Polega ono na odcięciu sobie dopływu tlenu. Rodzice chłopca nie zgadzają się na przerwanie podtrzymywania jego życia, sąd jest jednak jednomyślny w tej sprawie i daje zielone światło dla odłączenia aparatury.

Lekarze mogą zgodnie z prawem zaprzestać podtrzymywania życia 12-letniego Archiego Battersbee, który doznał poważnego uszkodzenia mózgu - orzekł w piątek sąd w Londynie w głośnym w Wielkiej Brytanii sporze prawnym.

Szokujące wyzwanie

7 kwietnia w Southend w południowo-wschodniej Anglii matka 12-latka dokonała przerażającego odkrycia. Kobieta znalazła swojego syna nieprzytomnego w ich rodzinnym domu. Jak przypuszcza Hollie Dance, syn brał udział w prowadzonym w mediach społecznościowych wyzwaniu polegającym na jak najdłuższym odcięciu dopływu tlenu do mózgu. 

Reklama

Serwis nationalworld.com precyzuje, że chodzi o popularne głównie na TikToku "blackout challenge". Skala zjawiska nie jest w pełni znana, w sieci krąży również wiele metod, które służą jako instrukcja przy realizowaniu tego "zadania". 

12-latek został przewieziony do Royal London Hospital, ale od tamtego czasu nie odzyskał przytomności.

"Kontynuowanie leczenia byłoby daremne"

W drugiej połowie maja, po uzyskaniu zgody sądu, lekarze przeprowadzili serię testów, z których wynika, że chłopiec ma uszkodzony pień mózgu, i na podstawie tych badań na początku czerwca wysoki trybunał uznał, że wobec śmierci mózgu, w najlepszym interesie chłopca jest zaprzestanie dalszego utrzymywania go przy życiu. Rodzice Archiego odwołali się od tej decyzji i sąd apelacyjny zdecydował, że wysoki trybunał powinien jeszcze raz rozważyć, jakie rozwiązanie jest w najlepszym interesie chłopca.

W piątek sąd podtrzymał poprzednią decyzję, orzekając, że lekarze mogą zgodnie z prawem zakończyć podtrzymywanie chłopca przy życiu. Sędzia Anthony Hayden powiedział, że to, co przydarzyło Archiemu, jest "tragedią niezmierzonego wymiaru", ale dowody medyczne są "przekonujące i jednomyślne" i pokazują "ponury" obraz. Według nich, Archie doznał znaczącego urazu w wielu obszarach mózgu i nie odzyskał świadomości w żadnym momencie. Ocenił, że kontynuowanie leczenia byłoby "daremne". - Służy jedynie przeciąganiu jego śmierci, podczas gdy nie jest w stanie przedłużyć jego życia - powiedział.

Rodzice chłopca, którzy już wcześniej prowadzili kampanię na rzecz kontynuacji leczenia ich syna, zapowiedzieli, że będą próbować się odwoływać od wydanej w piątek decyzji. Jak wskazują, serce ich syna wciąż bije i potrzebuje on więcej czasu

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy