Czym jeszcze zaskoczy były premier?
"Nie kandyduję dla władzy. Mam domy na całym świecie, bajeczne jachty, zdumiewające samoloty, piękną żonę, wspaniałą rodzinę... Pójście do polityki to poświęcenie z mojej strony" - zapewnia Silvio Berlusconi. Wzruszające, prawda?*
Tylko czy Włosi nie mają już dość tej "ofiary"? Zobaczymy jutro. Z nastaniem poranka poznamy pierwsze, nieoficjalne wyniki wyborów parlamentarnych. Oczywiście przedterminowych - we Włoszech trudno o inne. Przekonamy się, czy lud Italii powierzy - po raz trzeci już - stanowisko premiera liderowi centroprawicy, 71-letniemu magnatowi medialnemu i najbogatszemu Włochowi. Zobaczymy, czy można zostać Prezesem Rady Ministrów pomimo ciągłych wizyt w sądzie w roli oskarżonego, nieustających zarzutów, że tworzy się prawo dla własnych korzyści, operacji plastycznej, przeszczepowi włosów i niekończącym się gafom.
Na wszystkie zarzuty Berlusconi ma jednak gotową odpowiedź: sprawa sądowa? - "sędziowie mnie nie lubią, wszyscy są komunistami", przedkładanie interesu prywatnego nad społeczny? - "wszystko co robię, robię dla dobra Włochów, a jeśli przy okazji zrobię też coś dobrego dla siebie, to co w tym złego?", operacja plastyczna i przeszczep włosów? - "każdy ma prawo, by lepiej wyglądać", gafy, autorskie mądrości? - "taki już jestem, prawdziwym Włochem, staram się, by ludzie czuli się dobrze w moim towarzystwie".
Zazwyczaj jednak te ostatnie mają odwrotny skutek. Oprócz przewlekłego bólu głowy włoskiej służby dyplomatycznej, podnoszą Włochom ciśnienie i poziom narodowego zawstydzenia. Raz nie wytrzymał nawet Watykan. Kiedy Berlusconi pytany o to, dlaczego po ciała imigrantów, którzy utonęli u wybrzeży Sycylii, wysłano policjantów na rowerkach wodnych, odpowiedział: - Do zbierania zwłok rowerki są odpowiednie. Poza tym nic mi nie wiadomo, by ktoś narzekał... Bo przy Berlusconim nasz Andrzej Lepper to zaledwie uczniak.
"Najlepiej poślubić mojego syna"
Pokaźny zbiór mądrości najbogatszego Włocha wzbogaciła również zakończona właśnie kampania wyborcza. Nie zabrakło cennych rad dla młodych ludzi, zaskakujących opinii na temat przeciwników politycznych, wielu, naprawdę wielu, słów samouwielbienia i - co najbardziej zdumiewające - nieśmiałej samokrytyki. Niektórych być może rozczarował brak publicznie złożonej obietnicy, że do dnia wyborów były premier zachowa abstynencję seksualną (tak było przed wyborami w 2006 roku), ale cała reszta chyba zadowoliła amatorów mądrości magnata medialnego.
Najwięcej słów potępienie były premier wzbudził po emisji programu "Tg2 Punto di Vista". Kiedy obecna w studiu młoda kobieta zapytała Berlusconiego, jak w obliczu wysokiego bezrobocia i niskich zarobków młodzi ludzie mają się decydować na założenie rodziny, polityk z charakterystycznym błyskiem w oku odpowiedział: "Jako ojciec pozwolę sobie na udzielenie takiej rady: powinna pani wyjść za syna Berlusconiego, albo za jakiegoś innego milionera, który nie ma takich problemów. Z pani uśmiechem to nie powinno być trudne". Proste, prawda? Tylko, jak trzeźwo zauważyli krytycy: popyt przewyższa podaż i "nawet w zasięgu syna Berlusconiego nie leży posiadanie haremu".
Lewica jest "inna"
Nie mniejszy pomruk sprzeciwu wzbudziło oryginalne odkrycie Berlusconiego na temat pochodzenia przedstawicieli lewicy: "Ich kultura zakłada, że serdeczność nie ma racji bytu wśród przedsiębiorców. Prywatne budownictwo to dla nich akt kradzieży. Wszystko to skłania mnie do przekonania, że lewica antropologicznie różni się od nas, różnimy się genetycznie". Trzeba przyznać, że to dość odważne i niepokojące stwierdzenie... nawet jak na Berlusconiego.
Zresztą lewica obrywała od Berlusconiego regularnie podczas wieców wyborczych. "Lewica? Lewica mówi, że kocha biednych... To prawda. Kocha ich tak bardzo, że za każdym razem jak dochodzi do władzy tworzy ich coraz więcej" - wykrzykiwał na głównym palcu Neapolu były premier. Dostało się również liderowi konkurentów: "Walter Veltroni? Kieruje Partią Bikini - pokazuje wiele, ale zakrywa elementy zasadnicze - tendencje komunistyczne".
Przy okazji krytykowania konkurentów Silvio posunął się jednak o jeden krok za daleko. Stwierdził mianowicie, że kapitan klubu AS Roma Francesco Totti "ma coś nie tak z głową", skoro popiera kandydata centrolewicy na burmistrza Rzymu Francesco Rutellego. Takiej zniewagi uwielbianego piłkarza mogą Włosi Berlusconiemu nie wybaczyć. Totti to przecież bohater narodowy!
W wyborczym szale Berlusconi nie oszczędził nawet kobiet lewicy. Zapytany przez dziennikarzy, czym różnią się panie z lewicy i z prawicy (chodziło o poglądy polityczne) najbogatszy Włoch odpowiedział bez zastanowienia: "Kobiety prawicy są ładniejsze!".
Obiad z Juliuszem Cezarem
Bo wszystko, co ma związek z Berlusconim jest "naj". Ma najpiękniejszą żonę (mimo to notorycznie flirtuje publicznie z innymi kobietami), najwspanialsze dzieci, największe domy, samoloty, jachty i samochody, zatrudnia najlepszych ludzi, wszystko co robi, robi z najszczytniejszych intencji... Wszystko dzięki temu, że sam jest taki wspaniały: "Myślę, że moja łacina jest na tyle dobra, że spokojnie mógłbym zaprosić na obiad Juliusza Cezara", "Jestem niepoprawnym optymistą, korzystam z ironii i sprawiam, że ludzie się uśmiechają", "Od 1994 roku nie musiałem sie zajmować interesami moich firm, ponieważ oddałem je w ręce najlepszych menadżerów, poza tym nadzorują je moje dzieci - miałem to szczęście, że los obdarzył mnie wspaniałymi dziećmi", "Kocham Francję, wystarczy popatrzeć, ile moich byłych ukochanych stamtąd pochodziło" - aż łza się w oku kręci, że u nas brak takich "społeczników".
Dlatego nie dziwi pełne "skromności" uzasadnienie faktu, że Berlusconi kandyduje na stanowisko premiera już po raz trzeci, które przedstawił... on sam: "Nie było możliwości, by mnie zastąpić, ponieważ wszyscy liderzy centroprawicy powiedzieli, że potrzebna jest osoba z utrwalonym doświadczeniem, z umiejętnością zrealizowania projektów, ktoś, kto ma zapewnioną międzynarodową wiarygodność".
Jego trzecia młodość
Wśród morza samouwielbienia znalazły się jednak nieśmiałe wysepki samokrytyki. Już na samym początku kampanii wyborczej marzący o kolejnym premierostwie Berlusconi przyznał, że nie jest już pierwszej młodości. "Jestem stary, ale nie jestem pierdołą" - stwierdził w odpowiedzi na uwagi jednego z uczestników przedwyborczego wiecu w Turynie.
Kilka dni temu natomiast zapytany przez dziennikarza o różnice między wpływem internetu i blogów na kampanię wyborczą w USA i we Włoszech, odpowiedział: "Nie jestem najlepszą osobą do tego typu pytań, ponieważ wymaga ona wiedzy, której niestety nie posiadam. To dla mnie wciąż nie do pojęcia, jak to możliwe, że wsiadając do samolotu i wyciągając telefon można mieć wszystko: rozmowy, fotografie, filmy. Dość często mówię nawet moim współpracownikom, że może rację mają Ci, którzy twierdzą, że jestem zbyt stary, by rządzić nowoczesnym państwem".
Jak widać, na mówieniu się kończy, bo najbogatszy Włoch ani myśli wycofać się z polityki. Swojego zwycięstwa jest na tyle pewien, że występując na kilka dni przed wyborami w programie "Porta a porta", zagroził dziennikarzowi zadającemu pytania: "Ponieważ wygram wybory i zostanę premierem, pan powinien uważać na swoje miejsce pracy". Już za kilka godzin zobaczymy, czy Bruno Vespa faktycznie ma się czego bać.
Tragedia według Berlusconiego
Na koniec jeszcze popularny dowcip idealnie oddający charakter byłego, a może i przyszłego, premiera Włoch:
Silvio Berlusconi przybył z oficjalną wizytą do jednej ze szkół podstawowych. Trafił akurat na lekcję, na której dzieci uczyły się znaczenia trudnych słów. Po kilku przykładach nauczycielka poprosiła Berlusconiego, by pomógł dzieciom zrozumieć słowo "tragedia".
- Drogie dzieci, co to jest tragedia? - zapytał więc były premier.
- Mam przyjaciela, którego rodzice mają duże gospodarstwo, a on często im pomaga w pracach polowych. Gdyby tata przejechał go traktorem, to by była tragedia - odpowiedział jeden z uczniów.
- Nie, to jeszcze nie byłaby tragedia - odpowiedział Berlusconi - To by był "nieszczęśliwy wypadek".
- To w takim razie, gdyby autobus wiozący do szkoły 50 dzieci miał wypadek i wszystkie dzieci by zginęły, to by była tragedia - spróbowała uczennica.
- Nie, to też nie byłaby tragedia. To byłaby "wielka strata" - wytłumaczył były premier.
- Tragedia to będzie wtedy - zaczął z kąta sali inny uczeń - jeśli w samolot, którym leci nasz premier Silvio Berlusconi, trafi przyjacielski ogień i szef rządu zginie.
- Tak! Tak! Tak! To właśnie będzie tragedia - wykrzyknął zadowolony Berlusconi - Może wytłumaczysz innym dzieciom dlaczego to będzie tragedia?
- Bo, z pewnością, nie będzie to ani "wielka strata" ani "nieszczęśliwy wypadek" - odpowiedział rezolutny chłopiec ku konsternacji byłego premiera.
* W tym miejscu, za dwoma włoskimi komikami Gino & Michele, warto zauważyć: " Wiemy, że trudno w to uwierzyć, ale historia Silvio Berlusconiego jest oparta na faktach".