Reklama

Reklama

"Skonfliktowana lokalnie PO się sypie". Korzysta Nowoczesna

Terenowe struktury PO trzeszczą w szwach, a z badań opinii wynika, że Grzegorz Schetyna jako lider ciągnie swoją partię w dół - mówią eksperci. Sytuację świetnie wykorzystuje Nowoczesna i otwiera ramiona dla kolejnych dezerterów z Platformy. W poniedziałek sześciu dolnośląskich radnych tej partii przeszło do ugrupowania Ryszarda Petru. Dzięki temu ugrupowanie, które nie istniało, kiedy Polacy wybierali lokalne władze, stało się częścią koalicji i zaczyna współrządzić na Dolnym Śląsku.

- Grupa sześciu radnych dołączyła do Nowoczesnej, zawieramy koalicję z prezydentem Dutkiewiczem - poinformował wczoraj Ryszard Petru we Wrocławiu podczas wspólnego briefingu z prezydentem miasta Rafałem Dutkiewiczem.

Jednak nie od wczoraj wiadomo, że Platforma na poziomie regionalnym jest coraz bardziej skonfliktowana. Na Dolnym Śląsku już wcześniej doszło do rozłamu. Niespełna miesiąc temu część działaczy PO z marszałkiem Cezarym Przybylskim na czele rozstała się z klubem PO i stworzyła nowy klub, wspólnie z działaczami Rafała Dutkiewicza i Bezpartyjnymi Samorządowcami.

Reklama

Głosy o buncie przeciwko kierownictwu płyną też m.in. z Małopolski, gdzie w poniedziałek rozpoczął się partyjny audyt.

- Docierają kolejne informacje, że terenowe struktury PO trzeszczą w szwach - mówi w rozmowie z Interią politolog dr hab. Maciej Drzonek, prof. Uniwersytetu Szczecińskiego. - Platforma lokalnie się sypie, bo jest typową partią władzy. Kiedy tej władzy nie posiada i brakuje stanowisk do obsadzenia, wielu działaczy nagle przestaje widzieć sens swojego członkostwa - kontynuuje. Jak dodaje, nadzieję na odświeżenie daje im Ryszard Petru.

"Lider Schetyna ciągnie partię w dół"

Z sondażu IBRiS przeprowadzonego 14 kwietnia wynika, że Nowoczesna notuje wyższą popularność właśnie z Ryszardem Petru na czele. Badani deklarowali poparcie dla Nowoczesnej na poziomie 20,4 proc. Jednak, kiedy obok nazwy partii pojawiło się nazwisko jej lidera, wynik wzrósł do 22,2 proc. Chęć zagłosowania na PO wyraziło z kolei 12,8 proc. wyborców. Wynik okazał się znacznie gorszy, kiedy wymieniano ugrupowanie razem z nazwiskiem lidera. Platformę Obywatelską Grzegorza Schetyny poparłoby jedynie 4,2 proc. badanych.

- Schetyna jako lider ciągnie partię w dół. Nie ma, tak jak Donald Tusk, siły przebicia i charyzmy. Nie potrafi też zahamować obecnej secesji - mówi nam politolog Uniwersytetu Warszawskiego, dr Renata Mieńkowska-Norkiene.

- Przejście tej szóstki radnych, to tak naprawdę rozgrywki personalne wynikające z pewnego rodzaju zemsty osób nieprzychylnych nowemu liderowi PO, bliskich dolnośląskiej części partii związanej z panem Protasiewiczem - tłumaczy. I przypomina, że Schetyna wśród tzw. baronów Platformy ma wielu osobistych wrogów. W jej opinii, na skutek tego typu rozgrywek Platforma będzie nadal "nadgryzana" właśnie przez Nowoczesną.

"Równolegle toczą się dwie gry"

- W tej rywalizacji chodzi przede wszystkim o zajęcie pierwszego miejsca po stronie opozycji w Polsce. Nowoczesna jako nowa partia nie ma swoich przedstawicieli wyłonionych w wyborach samorządowych. Może za to, na zasadzie takiego transferowania z innych partii, wchodzić na lokalne sceny polityczne, co się właśnie dokonało na Dolnym Śląsku - stwierdza dr hab. Maciej Drzonek.

Jednak równolegle toczy się jeszcze jedna gra - o przyszłość PO. - Mamy do czynienia z wewnątrzpartyjnymi rozgrywkami. A to, czego byliśmy świadkami na Dolnym Śląsku osłabiło wizerunek i pozycję Grzegorza Schetyny i dowodzi, że sytuacja w lokalnych strukturach coraz bardziej wymyka mu się spod kontroli  - wyjaśnia.

- Niestety po każdych wyborach bywa tak, że osoby, którym bardziej zależy na własnej korzyści niż na działalności dla programu odchodzą z ugrupowań politycznych - dość powściągliwie komentował sytuację rzecznik PO Jan Grabiec. - Chcielibyśmy przestrzec przed takim prowadzeniem polityki, który polega na kanibalizowaniu innych ugrupowań opozycyjnych - dodał.

"Transfery wątpliwe etycznie"

Nowoczesna zaczęła więc "pożerać" członków PO, choć wciąż nie brakuje głosów, że partie połączą się, by pokonać PiS.

- Termin kanibalizmu uważam tutaj za niezbyt trafny. Bo jeżeli się kogoś zjada, to potem go po prostu nie ma. Trzymałbym się raczej pojęcia politycznych transferów. Są one wątpliwe etycznie - bo przecież ci radni zostali wybrani ze wspólnej listy Dutkiewicza i PO - ale to się niestety w polityce odbywa - mówi nam dr hab. Maciej Drzonek.

- Ten transfer był dla partii Ryszarda Petru dość bezpieczny. Nie sądzę, by w przypadku bardziej kontrowersyjnych polityków Nowoczesna była tak otwarta - przyznaje z kolei dr Renata Mieńkowska-Norkiene. 

Paradoks czy przemyślana strategia?

- Już na początku powstania Nowoczesnej, mówiono, że partia będzie "Platformą bis", która przeciągnie z PO tych nieskompromitowanych działaczy - przypomina prof. Drzonek.

Pytanie tylko, co z koalicją anty-PiS skupioną wokół KOD-u? Miała być współpraca wśród opozycji - jest przejmowanie członków. - Owszem, to pewien paradoks - przyznaje dr hab. Drzonek. - Wewnętrzna rywalizacja na pierwszy rzut oka osłabia antyrządową koalicję. Z drugiej strony, ten fakt przestaje być tak nielogiczny, jeśli przyjmiemy założenie, że gra toczy się o bycie pierwszym wśród opozycji - podsumowuje.

Wydaje się, że Nowoczesna zdobywając kolejne doświadczenia, zaczyna ogrywać rozpieszczoną zwycięstwami drużynę, nad którą nie potrafi zapanować, wciąż pozostający w cieniu poprzedniego lidera, kapitan.   

Jolanta Kamińska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy