Reklama

Reklama

Miliony na nowy hotel dla posłów? "Pasuje, żeby to jakoś wyglądało"

Hotel poselski pozostawia wiele do życzenia. Dlatego sejmowa Komisja Regulaminowa, Spraw Poselskich i Immunitetowych debatowała nad tym, co dalej z przybytkiem, który - ze względu na standardy - jest nazywany przez posłów akademikiem. Przy najdroższym wariancie, zmiany będą kosztowały podatnika nawet 285 mln zł. Jak usłyszała Interia, już teraz posłowie dostali "500 plus". Od stycznia ryczałt na wynajem mieszkania wzrósł z 2,5 tys. zł do 3 tys. zł miesięcznie.

Podczas środowego posiedzenia komisji posłowie pytali o "warunki socjalne wykonywania mandatu" oraz sytuację w Domu Poselskim. O tym, co w najbliższym czasie ma się zmienić, informowała minister Agnieszka Kaczmarska, która od trzech lat jest szefową Kancelarii Sejmu. Jak ujawniła, pod uwagę brane są obecnie dwie koncepcje: szacunkowo najtańsza dotyczy remontu. Droższa wiąże się ze zrównaniem budynku z ziemią oraz stworzeniem zupełnie nowego gmachu.

Historia hotelu poselskiego, który znamy dzisiaj, zaczyna się wraz z transformacją ustrojową z roku 1989, kiedy powstał jeden z budynków. Drugi dobudowano pięć lat później. Przez lata hotel znacznie podupadł i wymaga remontu. Zapewne dlatego posłowie kojarzą go z akademikiem. - Jak minister Zembala (Marian Zembala, kardiochirurg - red.) został posłem, powiedział, że bardzo mu się podoba w hotelu poselskim, bo mu się studia przypomniały. Ściany są takie, że wieczorem słychać, co i kto ogląda za ścianą - narzekał Tomasz Głogowski z PO, wieloletni mieszkaniec hotelu poselskiego.

Reklama

Chociaż nie da się ukryć, że budynek wymaga remontu, posłowie chętnie z niego korzystają. Jak przekazała Kaczmarska, aktualnie mieszka w nim 210 posłów oraz 51 senatorów. - Obecnie stan pokoi znacznie odbiega od obowiązujących standardów, w szczególności węzły sanitarne. Konstrukcja pokoi hotelowych nie daje możliwości oddzielenia części przeznaczonej na odpoczynek od części, gdzie parlamentarzyści mogliby przygotowywać się do pracy - przekazała szefowa Kancelarii Sejmu. Zwróciła uwagę na ciasne pomieszczenia, wąskie drzwi o szerokości 70 cm, nieszczelne okna i małe łazienki z wannami. Przyznała też, że meble i wyposażenie pamiętają lata 90.

Remont raczej nie

Posłowie z komisji regulaminowej usłyszeli, że przez lata w budynku przeprowadzano remonty. Chodzi m.in. o klimatyzację, instalację centralnego ogrzewania, hydrofornię, recepcję, basen czy część łazienek.

- W celu poprawy warunków pracy i działania posłów oraz senatorów w Domu Poselskim, w Kancelarii Sejmu opracowano dwie koncepcje - przekazała Kaczmarska. Na czym one polegają? Jedna zakłada remont, a druga całkowite wyburzenie i budowę nowego hotelu.

Teoretycznie tańsza jest pierwsza koncepcja. Jeszcze w 2015 r. oszacowano jej koszty na 240 mln zł. Moduł hotelowy miałby się wówczas składać z pokoju do pracy, sypialni i łazienki. Remont wiązałby się z wymianą okien czy utworzeniem strefy przeciwpożarowej. Wyklucza to jednak stworzenie podziemnego garażu. Może być również problem z budową dodatkowych kondygnacji.

- Po ewentualnym remoncie obiekty będą miały niższą trwałość niż te projektowane i budowane obecnie z uwagi na kilkudziesięcioletni okres bieżącej eksploatacji - powiedziała szefowa Kancelarii Sejmu. Jeśli remont doszedłby do skutku, budynki E i F miałyby zostać podzielone na pięć modułów. Podczas prac część obiektu miałaby funkcjonować tak jak dotychczas. Ile to wszystko mogłoby potrwać? Nawet od 6 do 8 lat.

Posłowie z komisji regulaminowej nie wykazywali jednak większego zainteresowania koncepcją związaną z remontem. O wiele bardziej poruszyło ich to, co Agnieszka Kaczmarska przekazała później.

Hotel od nowa

Druga koncepcja, którą omawiano podczas posiedzenia komisji, dotyczy zburzenia hotelu i wybudowania zupełnie nowego kompleksu. Jak ujawniła szefowa Kancelarii Sejmu, prace koncepcyjne nad tym rozwiązaniem ruszyły w roku 2019. Wymyślono dwa warianty. Tańszy za 242 mln zł zakłada, że w nowym hotelu poselskim nie będzie podziemnego parkingu. Droższy, już z parkingiem, to wydatek rzędu 285 mln zł.

- Całkowita powierzchnia budynku wynosiłaby 30 tys. mkw. Część hotelowa miałaby 400 pokoi dla posłów i senatorów, każdy po ok. 27 mkw. Dwa większe apartamenty to ok. 90 mkw. Do tego 17 apartamentów średnich po ok. 54 mkw., 25 pokoi gościnnych mierzących 14 mkw., 3 pokoje dostosowane do pobytu osób niepełnosprawnych: każdy po ok. 27 mkw. - jednym tchem wymieniała minister Kaczmarska.

Wspomniała o infrastrukturze hotelowej: restauracji, kawiarni, basenie, strefie fitness, "pozostałych usługach hotelowych" oraz kaplicy. A to wcale nie całość, bo na inwestycję składałaby się także część biurowa. Jeśli Prezydium Sejmu zdecyduje się na koncepcję z garażem, posłowie zyskają 250 podziemnych miejsc parkingowych. Realizacja inwestycji, zgodnie z szacunkami Kancelarii Sejmu, miałaby potrwać 65 miesięcy czyli ponad 5 lat. Jeśli kancelaria zainwestuje w budynek bez garażu, prace będą krótsze o niecałe pół roku. W obu przypadkach mieszkańcy hotelu poselskiego musieliby się wyprowadzić na trzy lata. 

W wycenie uwzględniono standard na poziomie hotelu trzygwiazdkowego.

Wstyd za hotel

Wiadomości przekazane przez szefową Kancelarii Sejmu niewątpliwie ożywiły zgromadzonych posłów. A nie ma co ukrywać, niejeden z nich to sejmowy weteran. - O konieczności zmiany warunków mieszkania i pracy posłów pierwszy raz usłyszałem w 1991 r. Cieszę się, że o tym rozmawiamy. Przychodzi już pora - oświadczył Krzysztof Tchórzewski, były minister energii, który pamięta jeszcze I kadencję Sejmu.

Polityk partii rządzącej z Siedlec poszedł o krok dalej. Przyznał, że przyjmowanie zagranicznych gości w takim miejscu jak hotel poselski jest, delikatnie rzecz ujmując, kłopotliwe dla posłów. - W tej chwili to już jest trochę wstyd. Kluby nie mają za bardzo warunków do tego, żeby posłowie mogli kogoś przyjąć. Często musimy spotykać się i przyjmować ludzi w pokojach. Chodzi nawet o zagranicznych gości. Pasuje, żeby to jakoś wyglądało - stwierdził Tchórzewski.

Z kolegą z PiS zgodził się Jarosław Urbaniak, wiceprzewodniczący komisji z PO: - Ludzie umawiają się w kawiarniach. Potem ktoś komuś zrobi zdjęcie i okazuje się, że osoba, z którą się ktoś spotkał, jest "felerna". Mnie się to nie zdarza, odpukać w niemalowane - powiedział polityk, który sam nie mieszka w hotelu poselskim. - Kolega napisał do mnie nawet maila: "Wyburzyć ten 'nowy hotel' i postawić coś, za co nie trzeba będzie się wstydzić". Położyłbym jednak nacisk na pokoje do pracy, a nie miejsca hotelowe - precyzował.

W dyskusję włączył się także Marek Rutka z Lewicy. Poseł, który trafił pierwszy raz do Sejmu po ostatnich wyborach, zwracał uwagę na wielkość pomieszczeń oraz zabezpieczenia przeciwpożarowe: - Jeśli odchodzimy od chowu klatkowego, choćby w kwestii drobiu, standardem jest 10 mkw. To także standard w zakładzie odosobnienia - powiedział Rutka.

Członkowie komisji narzekali też na liczbę miejsc parkingowych. - Sprawa samochodów na pewno boli wszystkich. Miało być ich coraz mniej, a jest coraz więcej. 10 lat temu aut było mniej - powiedziała Elżbieta Gelert z PO. - Wariant zburzenia jest najlepszy. Jestem zwolennikiem wariantu z garażami. Jeżeli to już robimy, to z pewnym rozmachem. Bo to też jest reprezentacja kraju - artykułując ponadpartyjną zgodę wyznał Tchórzewski.

"500 plus" dla posłów

Co stanie się z posłami w razie przymusowej wyprowadzki? Już teraz Kancelaria Sejmu szuka rozwiązania. - Jeśli chodzi o wyprowadzkę posłów na czas budowy hotelu, rozważamy wariant, żeby rozmawiać z hotelem w pobliżu Sejmu. Rozmowy dopiero będą mogły być prowadzone, jak już decyzja zostanie podjęta. Myślimy także o ewentualnym dowożeniu posłów z tego hotelu - przekazała Kaczmarska.

Posłowie z uśmiechem na twarzach dopytywali, czy nie chodzi przypadkiem o prestiżowy Sheraton, który mieści się na rogu ulicy Wiejskiej oraz Placu Trzech Krzyży, przy ul. Prusa. Minister Kaczmarska nie chciała udzielić konkretnej odpowiedzi, ale można było wnioskować, że o takich luksusach posłowie mogą tylko pomarzyć.

Co gorsza, jak przyznali sami politycy, w górę poszły także ceny czynszów w Warszawie. - Po ostatnich zmianach wydaje się, że ryczałt na wynajem coś nie nadąża za rynkiem. Wielu posłów, ze strony właścicieli, ma naciski na podwyżkę - ujawnił Urbaniak. Z pomocą po raz kolejny przyszła minister Kaczmarek. Jak powiedziała, od stycznia posłowie dostali podwyżkę na mieszkania w Warszawie. Zamiast 2,5 tys. przysługuje im już 3 tys. zł.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne