Reklama

"Godzinami gapiłem się w monitor". Jak osoby w kryzysie radzą sobie w pracy

U Kamila zdiagnozowano ADHD, Kasia miała podejrzenie osobowości borderline, a Jakub od lat choruje na depresję. Wszyscy są aktywni zawodowo, choć przez swoje dolegliwości nie jest im najłatwiej. Wsparcia szukali u pracodawców i współpracowników. Z różnym skutkiem. - Staram się tworzyć wokół siebie atmosferę otwartości, gdzie każdy może być człowiekiem, a nie maszyną, która musi tylko doskoczyć do jakichś markerów wydajności - mówi Jakub.

1,5 mln Polaków choruje na depresję. 48,77 proc. badanych nie czuje się wspieranych przez przełożonych w kwestii zdrowia psychicznego w pracy - wynika z opublikowanego w tym roku badania firmy ADP. 

Niektórzy znaleźli rozwiązanie. Inni przez problemy ze zdrowiem psychicznym przestali odnajdywać się w pracy. Jeszcze inni szukali takiego miejsca, które będzie dopasowane do ich stanu. Nie wszyscy decydują się na szczerą rozmowę z szefostwem. Tak jak zrobił to Kamil.

- W dorosłości zdiagnozowano u mnie ADHD, mniej więcej w wieku 30 lat. To tłumaczy wiele moich przypadłości - opowiada o sobie. - Towarzyszą temu zaburzenia lękowe, zaburzenia osobowości. Nie pomaga też to, że jestem DDA. Od ponad dwóch lat jestem pod opieką psychiatry. Ukończyłem prawie dwuletnią terapię w ramach DDA. Na ADHD przyjmuję leki, które pomagają funkcjonować. Ale nie zawsze działają - dodaje.

Reklama

Kamilowi z powodu tego, jak działa jego choroba, groziło zwolnienie. Od kilku lat pracuje w firmie w branży IT. Był tam programistą. Czuł jednak, że coś jest nie tak. 

- Mam tendencję do przeciągania zadań, mam zaburzenia funkcji wykonawczych. To u mnie największy problem: kończenie zadań, pamiętanie o rzeczach. Często zaczynam jakieś zadanie, ekscytuję się, bo dobrze mi idzie, potem trafiam na jakiś problem i zapominam o zadaniu - wyjaśnia mężczyzna. 

Głośne milczenie współpracowników

Jak wspomina Kamil, zaczął dostrzegać "głośne milczenie" członków swojego zespołu, gdy po raz kolejny nie zrobił zadania na czas. Bał się przyznać, że sobie nie radzi. W pewnym momencie powiedział jednak szefowi, że leczy się na ADHD i zaczął terapię. Przełożony przyjął to ze zrozumieniem. Kamilowi jednak wydawało się, że nie nadaje się do zawodu programisty.

- Cechą charakterystyczną mojego ADHD jest to, że łatwiej jest mi skupić się na rzeczach, które przynoszą mi satysfakcję. To zaburzenie ośrodka nagrody i zachęty. Powiedziałem szefowi, że chyba nie chcę kontynuować pracy jako programista. Nie zwolniono mnie. Zamiast tego przełożony usiadł ze mną, po serii spotkań ustaliliśmy, co mnie motywuje w pracy - wspomina.

Przełożenie wyciągnęli w jego stronę pomocną dłoń - ustalono, że może sprawdzić się na innym stanowisku.

- W ramach programu naprawczego zmieniłem stanowisko na product ownera. I chyba sobie radzę, bo od maja zbieram pochwały i zostałem awansowany. Charakter pracy jest dużo bardziej dopasowany do moich problemów. Zadania są najczęściej krótkie, najczęściej są ciekawe dla mnie - piszę wymagania dla programistów - mówi.

Jego firma nie ma konkretnej polityki dotyczącej zdrowia psychicznego pracowników. - Jednak jesteśmy w Polsce i ten temat wciąż jest marginalizowany. Częściej żartuje się, że ktoś powinien pójść do psychiatry. Ale zauważyłem, że ludzie chętnie mówią o tym np. przy lunchu. Mimo to jestem chyba jedyną osobą w pracy, która otwarcie mówi o tym, że jest na terapii. Reszta raczej się krzywi, najczęściej są to tzw. “prawdziwi faceci". Zamiast terapii - ponarzekam na rodzinę - podsumowuje Kamil. 

Po zmianie stanowiska zarówno Kamil, jak i jego współpracownicy poczuli ulgę. A nowemu przełożonemu mężczyzna powiedział już na starcie, z czym się zmaga.

Test stresu w pracy

Szczerość wobec szefostwa nie potoczyła się tak dobrze w przypadku Kasi, która pracowała w niewielkiej firmie zajmujące się HR-em. 

- Gdy szefowa dowiedziała się, że mogę mieć osobowość borderline, zrobiła mi stress test w pracy, dając zadanie nie do wykonania - wspomina kobieta. Jak mówi, jej przełożona przeczytała gdzieś, że ludzie z taką osobowością nie radzą sobie ze stresem, więc chciała sprawdzić Kasię.

- Skończyłam na podwojonej dawce antydepresantów i rzuceniu roboty po poważnej rozmowie z nią i sugestii, że chyba nie powinnam tego robić, jeśli w mojej diagnozie są problemy ze stresem - opowiada kobieta.

- Po latach jestem pewna, że szefowa doprowadziła mnie do rzucenia pracy, żeby nie mieć problemu z tym, że pozwę ją za dyskryminację że względu na stan zdrowia - dodaje.

Stygmatyzacja osób chorych

- Osoba chora, w depresji identyfikuje się z zaburzeniami własnymi. Bardzo często praca pełni rolę terapeutyczną, rehabilitacyjną, wpływa korzystnie na poczucie własnej wartości. Wzmacnia poczucie bezpieczeństwa i poczucie niezależności. Pozwala na tworzenie więzi z innymi, buduje relacje i może zapewnić samodzielność finansową, dzięki czemu każdy z nas ma prawo poczuć się pewniej i niezależniej - podkreśla psycholożka Marlena Kazoń.

Znalezienie dobrego miejsca pracy to często nie lada trudność. Znalezienie pracy odpowiedniej dla osoby zmagającej się z konkretnymi dolegliwościami psychicznymi to zapewne jeszcze trudniejsze. Takie miejsca znaleźli na szczęście Jakub i Mateusz. Obaj od dłuższego czasu pracują z domu. Jakub w firmie związanej z ubezpieczeniami, a Mateusz w IT.

- Całe dorosłe życie zmagam się z dosyć poważną depresją z okresowymi zaostrzeniami i uspokojeniami. Wiążę się to z bardzo gęstą terapią lekową z przerwami i ponownym wchodzeniem na leki - opowiada Jakub.

- W pracy potrzebuję o wiele bardziej dostosowanego do siebie środowiska, w którym mam większą elastyczność, jeśli chodzi o możliwość pracy z domu. Preferuję pracę z domu. Ta potrzeba wynika też z tego, że moja produktywność nie jest stabilna. Są okresy, gdy czuję się bardziej sprawczy, bardziej wydajny, i są też momenty, kiedy czuję się mniej wydajny. Każdy tak ma, ale u mnie jest to chyba bardziej falujące. Do tego dochodzą problemy ze zdrowiem somatycznym (astma, nawracające zapalenie zatok), które znacząco wpływają na moją kondycję psychofizyczną - mówi.

Jak dodaje, jest teraz w dobrym miejscu. O swoich dolegliwościach mówi otwarcie z członkami zespołu. - Staram się zresztą tworzyć wokół siebie atmosferę otwartości, gdzie każdy może być człowiekiem, a nie maszyną, która musi tylko doskoczyć do jakichś markerów wydajności - podkreśla.

Takie rozmowy z przełożonymi wymagają większej dyplomacji. - Nie chciałbym całkowicie otwierać się przed przełożonym. Chociaż mam przeczucie, że mógłbym znaleźć zrozumienie, to jednak jest to jakaś forma ochrony siebie, może obawa przed stygmatyzacją - mówi Jakub.

O stygmatyzacji wspomina też Marlena Kazoń. - Aktywność zawodowa osób zmagających się z problemami natury psychicznej jest zaburzona przez stygmatyzację i dyskryminację społeczną. Stygmatyzacja osób z zaburzeniami psychicznymi jest zamknięciem się na te osoby, niezależnie od profesji jaką wykonujemy. Coraz więcej mówi się o osobach aktywnych zawodowo i będących w depresji albo kryzysie, te osoby cierpią na poczucie pustki i osamotnienia i bardzo często potrzebują wsparcia i akceptacji - podkreśla psycholożka.

Powrót do pracy w biurze

Jakub nie wyobraża sobie powrotu do pracy w biurze. - Dla takich osób jak ja powrót do takiego systemu pracy byłby koszmarny. Biuro jest dla mnie niesamowicie męczącym środowiskiem, przez hałas, światło, dostosowanie środowiska do średniej, a nie do indywidualnych potrzeb. Byłaby to pewnie dla mnie bariera nie do przeskoczenia - dodaje.

Codziennej pracy w biurze nie wyobraża sobie także Mateusz. Pewnego dnia powiedział przełożonemu o swoich przypadłościach. Jego reakcja sprawiła, że poczuł, że może otwarcie wyznaczać swoje granice.

- Cierpię na zaburzenia lękowe i depresyjne. Nasiliło się to pod koniec 2019 roku, miałem wtedy problemy rodzinne, które wymagały wielu wyrzeczeń. To wszystko zaczęło siadać na głowę. Gdy poradziliśmy sobie z sytuacją, zaczął się lockdown. Wiedziałem już wtedy, że coś u mnie się dzieje, zacząłem szukać pomocy. Na początku 2020 dostałem leki. W zeszłym roku zacząłem psychoterapię i teraz czuję się już bardzo dobrze - mówi.

Od pięciu lat pracuje z domu. Jest projektantem systemów automatyki przemysłowej. Co jakiś czas jeździ w delegacje

- W którymś momencie siadła moja wydajność, nie byłem w stanie nic z siebie wykrzesać, gapiłem się w monitor, a tak naprawdę gapiłem się w pustkę. Trwało to godzinami. Taki brain fog, nie mogłem kiwnąć palcem - wspomina Mateusz.

Swojemu szefowi wyłożył sprawę wprost - powiedział, z czym się zmaga i że może to mieć wpływ na jego pracę. Przełożony okazał mu wsparcie. - Szef wiedział, że jestem na lekach, co robię, żeby się poprawić, monitorował sytuację. Miałem szczęście, że był COVID - dużo osób miało problemy, np. z izolacją. Moje problemy jakoś się w tym zamaskowały - przyznaje.

W jego firmie wprowadzony został program wsparcia pracowników, w ramach którego mogą oni skorzystać z trzech konsultacji z psychologiem. Jak podkreśla Mateusz, w takich sytuacjach wyrozumiałość i empatia pomagają najbardziej.

Zwolnił się z pracy

W firmie Marka też jest program wsparcia, ale on już z niego nie skorzystał. Niedawno zwolnił się z pracy.

Przez sześć lat pracował w międzynarodowej firmie zajmującej się sprzedażą detaliczną. Był regionalnym kierownikiem sprzedaży.

- Miałem bardzo mocno wyjazdową pracę. Od dwóch lat tydzień w tydzień jeździłem po całej Polsce. Po pół roku zacząłem odczuwać spadek nastroju - wspomina mężczyzna.

- Rok temu w listopadzie miałem bardzo fajny czas - spędziliśmy czas z przyjaciółmi, na którym uświadomiłem sobie, że życie to nie tylko pogoń za karierą - dodaje.

Marek choruje na zaburzenia snu, bruksizm, czyli zaciskanie i zgrzytanie zębami. Pojawiły się także objawy depresji. - Przez regularne wyjazdy zaczęło się to pogłębiać, wróciły problemy ze snem, które miałem już od wielu lat wyregulowane. Zbierało się to przez rok. W styczniu tego roku poczułem całkowite zmęczenie i odcięcie się od emocji. Nic mi się nie chciało, a te wyjazdy tak mi wjeżdżały na psychikę, że pomyślałem, że już nie mogę tak żyć. Poszedłem do psychiatry. Zaproponował mi terapię. Po pół roku okazało się, że sama praca jest głównym źródłem mojego złego samopoczucia - mówi.

Mężczyzna sygnalizował problemy swoim przełożonym. Zgłaszał też uwagi do tego, jaki wpływ na jego zdrowie psychiczne mają niektóre zachowania innych osób. - Otwarcie powiedziałem, że chodzę na terapię, że jestem bardzo zmęczony, źle czuję się z tym wszystkim. Zostało okazane zrozumienie, ale nie zaproponowano zmian, które można wprowadzić, żeby pracowało się lepiej, żeby zachęcić mnie do pozostania w pracy. Raczej głowa w piasek - przyznaje.

Mężczyzna zauważył, że obecnie w firmie zmienia się nieco podejście do osób sygnalizujących problemy ze zdrowiem psychicznym. - Wydaje mi się, że może zapoczątkowałem takie zwracanie uwagi pracodawcy na ten temat - mówi.

W wakacje w firmie ruszył program pomocy dla pracowników - konsultacje z psychiatrą czy psychologiem

- Jest coraz większa świadomość wśród pracodawców i pracowników. Coraz mniej osób się tego wstydzi i mówi otwarcie w pracy o swoich problemach związanych ze zdrowiem psychicznym. Wcześniej też można było mówić o tym swobodnie, ale zdarzali się pojedynczy pracownicy, którzy wykorzystywali sytuacje, że ktoś ma limit i potrzebuje odpoczynku np. podczas wyścigu szczurów - przyznaje Marek.

Zauważa też, że w dużych firmach, takich jak jego były pracodawca, obecny rok jest ciężki - ze względu na wojnę i inflację. - Jest mniej czasu na zauważanie takich rzeczy. Temat zdrowia psychicznego pracowników schodzi na drugi plan - podsumowuje.

Anna Nicz, anna.nicz@firma.interia.pl
 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: zdrowie psychiczne | Depresja | praca

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy