Reklama

Reklama

Śląskie: Zabił żonę w ciąży. Prokuratura żąda kary dożywocia

Piotr Sz. odpowiada przed sądem za zamordowanie żony, która była w szóstym miesiącu ciąży. Prokuratura zażądała dla niego kary dożywocia. Pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych mec. Łukasz Hałatek powiedział, że gdyby taka kara obowiązywała w Polsce, powinien zażądać kary śmierci. - Przepraszam wszystkie bliskie mi osoby, które bardzo skrzywdziłem i zadałem im ból i cierpienie. Przepraszam za to, co zrobiłem. Nie chciałem tego zrobić - powiedział oskarżony. Sąd uznał, że sprawa jest zbyt skomplikowana, by przeprowadzić jeszcze dziś naradę nad całym materiałem dowodowym i sporządzić wyrok. Ma on zapaść 13 paździenika.

Kary dożywotniego więzienia zażądała w środę w mowie końcowej prokurator Małgorzata Moś-Brachowska dla Piotra Sz., który przed bielskim sądem okręgowym odpowiada za zabójstwo żony w ciąży.

Warunkowe zwolnienie mogłoby nastąpić po 40 latach. Prokurator wnioskowała też o zadośćuczynienia dla bliskich kobiety po 20 tys. zł.

Jedna z najokrutniejszych spraw

Pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych mec. Łukasz Hałatek powiedział wręcz, że gdyby taka kara obowiązywała w Polsce, powinien zażądać kary śmieci. Podkreślił, że ta sprawa jest jedną z najokrutniejszych, jaka miała miejsce w ostatnich latach w Polsce. Zażądał dożywotniego więzienia i zadośćuczynienia każdemu z pokrzywdzonych po 100 tys. zł.

Reklama

Prokurator w mowie końcowej wskazywała m.in. na głęboką demoralizację oskarżonego. W miesiącach poprzedzających morderstwo mężczyzna pastwił się nad ofiarą. Krok po kroku z premedytacją zmierzał do zabójstwa. W jego odczuciu był to sposób, aby zakończyć związek z zamordowaną i związać się z kochanką. Przez dłuższy czas pomawiał kobietę i psuł jej opinię w środowisku. Stosował przemoc.

Ofiara - Izabela Sz., pracownica opieki społecznej, będąca w ciąży, przez cały czas próbowała ratować związek. Znajomi uważali ją za osobę empatyczną i dobrą. - Pomagała innym, ale sobie nie potrafiła pomóc - mówiła prokurator. W relacji z mężem starała się tonować emocje. Wierzyła, że narodziny dziecka, po wcześniejszych poronieniach, pomogą przywrócić życie rodzinne na właściwe tory.

"Błagała o życie swoje i dziecka"

Kluczowym dowodem w sprawie było nagranie audio, na którym został nagrany moment śmierci. Zdaniem oskarżenia, zachowanie Sz. wypełniało definicję wyjątkowego okrucieństwa. "Śmierć była powolna i dotkliwa, na raty. Trwało to 21 minut. Mężczyzna przerywał duszenie, uderzał kobietę w głowę, słysząc, że jeszcze oddycha, ponownie dusił. Zarejestrowany został słaby głos kobiety. Błagała, gdy była jeszcze w stanie, o życie swoje i dziecka".

Prokurator dodała, że polskie prawo otacza opieką dziecko w chwili urodzenia. Gdyby nie to, można byłoby mówić o podwójnym zabójstwie. Kobieta była w szóstym miesiącu ciąży. Dziecko mogłoby przeżyć przy pomocy lekarzy poza ciałem matki. - To nagie, bezbronne dziecko zginęło, bo ojciec miał inne plany życiowe. Problemem był rozwód z jego winy, alimenty na dziecko - mówiła.

Śledcza, uzasadniając karę dożywocia z możliwością ubiegania się o wcześniejsze zwolnienie po 40 latach, podkreślała jego całkowitą demoralizację.

Obrona: Zabójstwo nie było zaplanowane

Mecenas Justyna Kaczmarczyk, która broni Piotra Sz., w mowie końcowej zaapelowała o możliwie łagodny wymiar kary. Wskazywała bowiem, że do zabójstwo nie było zaplanowane, a nastąpiło w wyniku impulsu, który powstał po kolejnej kłótni małżonków. - To nie usprawiedliwia go, ale próbuję pokazać jego sposób myślenia - mówiła.

Mecenas zwróciła się, by sąd nie podzielił opinii oskarżenia, że do zbrodni doszło w warunkach szczególnego okrucieństwa. Tłumaczyła, że Piotr Sz. znajdował się w swoistym potrzasku. Miał romans, a relacje między małżonkami przypominały sinusoidę, raz było dobre, innym razem fatalnie. - To powodowało kumulację złych emocji. Zabójstwo nie było zaplanowane - mówiła.

Na nagraniu audio, na którym zarejestrowany został moment śmierci, pada wiele oskarżeń kierowanych przez ofiarę w stronę męża. - Jest temat majątku i romansu. Pytania o to padają wiele razy. Emocje po dwóch stronach narastają. W pewnym momencie oskarżony - jak mówi - w amoku dopada i powala kobietę zaczyna ją dusić. Brak jest dowodów, że wystąpiła premedytacja - wskazała mec. Kaczmarczyk.

Dodała, że nie można mówić "o duszeniu na raty". - Według opinii biegłego, oskarżony, przystępując do duszenia żony, nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wielkiej siły to wymaga - powiedziała.

Mecenas wskazywała też, że oskarżony był pracownikiem straży miejskiej i cieszył się w niej na ogół pozytywną opinią. Zwracała uwagę, że spotykał się tam z wieloma sytuacjami stresowymi, ale nie dawał się wyprowadzić z panowania nad sobą. Był poddawany badaniom psychologicznym.

Zdaniem obrony, małżonkowie starali się o dziecko od wielu lat. Oskarżony podjął się kolejnej pracy, by zapewnić lepszy byt rodzinie. Z zeznań świadków można wynieść, że cieszył się z ciąży żony. Mec. Justyna Kaczmarczyk wskazywała, że w pewnym czasie relacje zaczęły się pogarszać. Tłem było m.in. to, że zbyt rzadko przebywał w domu. Mecenas przypomniała, że pracował na dwa etaty. Ofiara była też zazdrosna. Podejrzewała, że mąż ma romans.

Obrona przypomniała, że kilka dni przed śmiercią Izabeli, teściowa Piotra Sz. rozmawiała z nim o przyszłości małżeństwa. Nic nie wskazywało wówczas, że może dojść do tragedii. Nie było mowy o przemocy stosowanej wobec Izabeli. Były natomiast namowy, by spróbowali żyć w zgodzie.

Mecenas wskazywała także, że w rozmowie ofiary ze swoją siostrą, na kilka dni przed zabójstwem, nie było tematu przemocy. W tym czasie, zdaniem strony skarżącej, miała ona już występować. Był natomiast obecny temat rozwodu oraz nagrań kłótni, które kobieta zaczęła realizować. Zdaniem obrony miała się nimi posłużyć w sądzie.

Wyrok zapadnie 13 października

13 października bielski sąd okręgowy ogłosi wyrok w sprawie Piotra Sz., który odpowiada za zamordowanie ze szczególnym okrucieństwem swojej żony Izabeli, która była w szóstym miesiącu ciąży.

- Po wysłuchaniu głosów stron sąd uznał, że sprawa jest zbyt skomplikowana, by przeprowadzić jeszcze dziś naradę nad całym materiałem dowodowym i sporządzić wyrok. Strony przedstawiają kompletnie różne wizje tych samych zdarzeń, powołując się teoretycznie na ten sam materiał dowodowy, ale fragmentarycznie. My musimy przeanalizować go całościowo i dopiero na takiej podstawie możemy dokonać właściwych ustaleń faktycznych, co do okoliczności popełnienia czynów, jaki i ich klasyfikacji prawnej - powiedział sędzia Jarosław Sablik.

Udusił żonę i poszedł grać w piłkę

Do zabójstwa doszło 17 października 2019 r. Piotr Sz., wówczas funkcjonariusz straży miejskiej, wrócił do mieszkania przed żoną Izabelą, z którą od dłuższego czasu nie żyli zgodnie. Tego dnia również się pokłócili. Po awanturze udusił kobietę. Jej ciało owinął w folię. Później swoim samochodem wywiózł je w okolice Dąbrowy Górniczej i porzucił w lesie. Następnie poszedł jeszcze zagrać w piłkę, a następnego dnia normalnie poszedł do pracy. Dzwonił do teściowej, pytając o żonę. Później zgłosił jej zaginięcie. Ruszyły poszukiwania.

Policjanci od początku nie dawali wiary podawanym przez mężczyznę okolicznościom zaginięcia. Zebrane informacje uzasadniały podejrzenie, że Piotr Sz. miał swój udział w zniknięciu kobiety w ciąży. Mężczyzna został zatrzymany. 19 października przypadkowa osoba natknęła się na ciało kobiety. Policjanci zidentyfikowali ją jako poszukiwaną. Następnego dnia Piotr Sz. został aresztowany.

Proces Piotra Sz. rozpoczął się 9 stycznia br. Mężczyzna w sądzie przyznał się do morderstwa, ale uważa, że nie działał ze szczególnym okrucieństwem. Nie przyznał się też do fizycznego i psychicznego znęcania się nad kobietą.

Wasze komentarze
No hate

Dodawanie komentarzy pod tym artykułem zostało wyłączone

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym, nasyconym nienawiścią komentarzom, niezależnie od wyrażanych poglądów. Jeśli widzisz komentarz w innych serwisach, który jest hejtem – wyślij nam zgłoszenie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje